16-09-2024, 15:19
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-09-2024, 15:22 przez Mim.
Powód edycji: Dodanie pytania
)
Dzień dobry. Już nie wiem, co robić. Chciałabym poradzić się kogoś, kto to przeszedł i mógłby mi doradzić.
Mam 23 lata i jakiś miesiąc temu, złapały mnie dziwne parestezje po lewej stronie ciała – w dłoni, łydce i stopie oraz na twarzy (najbardziej w okolicy oka, na nosie i w okolicy kącika ust).
Nie wiem, jak je opisać. Nie było to całkowite odcięcie czucia albo "mrówki". Bardziej czułam, że skóra jest inna, bardziej otępiała w stosunku do drugiej strony.
Utrzymywało się to codziennie przez trochę ponad tydzień. Najbardziej zmartwiłam się ręką (która jest moją dominującą), bo potem dziwne odczucie skóry przeszło w szpileczki.
Teraz te objawy występują różnie i na zmianę (nie ciągiem). Doszedł też średni ból pleców w odcinku lędźwiowym i w karku.
Dostałam skierowanie do neurolożki. Zbadała mi odruchy, przejrzała historię choroby
(ponieważ miałam 14 lat temu udar krwotoczny z niedowładem właśnie po lewej stronie) i stwierdziła, że nie widzi ubytków w odruchach i mam nie wymyślać sobie chorób, bo może to być przez pogodę itp.
Uspokoiłam się trochę, zwłaszcza że przy stresujących sytuacjach po chorobie zdarzały mi się podobne objawy. Jednak nigdy nie trwały one tak długo a teraz w zasadzie nadal nie ustąpiły całkowicie, choć są rzadziej.
Poszłam dziś do fizjoterapeutki, bo pomyślałam, że może to jednak coś od kręgosłupa, ale ona również przywołała temat SM i że przy początkach nie ma często ubytków w mięśniach czy odruchach.
Teraz siedzę i nie wiem, co robić. Zewsząd słyszę, że jestem hipochondrykiem i przesadzam. I jestem już w stanie uwierzyć w taką możliwość. Że wszystko jest w mojej głowie.
Nie wiem czy powinnam zaufać opinii neurolożki, mimo że badanie było powierzchowne i nie zleciła mi nic innego, czy powinnam nadal drążyć temat.
Czy mogłabym prosić o radę, opinię, lub pomoc przy racjonalizacji tych objawów?
Mam 23 lata i jakiś miesiąc temu, złapały mnie dziwne parestezje po lewej stronie ciała – w dłoni, łydce i stopie oraz na twarzy (najbardziej w okolicy oka, na nosie i w okolicy kącika ust).
Nie wiem, jak je opisać. Nie było to całkowite odcięcie czucia albo "mrówki". Bardziej czułam, że skóra jest inna, bardziej otępiała w stosunku do drugiej strony.
Utrzymywało się to codziennie przez trochę ponad tydzień. Najbardziej zmartwiłam się ręką (która jest moją dominującą), bo potem dziwne odczucie skóry przeszło w szpileczki.
Teraz te objawy występują różnie i na zmianę (nie ciągiem). Doszedł też średni ból pleców w odcinku lędźwiowym i w karku.
Dostałam skierowanie do neurolożki. Zbadała mi odruchy, przejrzała historię choroby
(ponieważ miałam 14 lat temu udar krwotoczny z niedowładem właśnie po lewej stronie) i stwierdziła, że nie widzi ubytków w odruchach i mam nie wymyślać sobie chorób, bo może to być przez pogodę itp.
Uspokoiłam się trochę, zwłaszcza że przy stresujących sytuacjach po chorobie zdarzały mi się podobne objawy. Jednak nigdy nie trwały one tak długo a teraz w zasadzie nadal nie ustąpiły całkowicie, choć są rzadziej.
Poszłam dziś do fizjoterapeutki, bo pomyślałam, że może to jednak coś od kręgosłupa, ale ona również przywołała temat SM i że przy początkach nie ma często ubytków w mięśniach czy odruchach.
Teraz siedzę i nie wiem, co robić. Zewsząd słyszę, że jestem hipochondrykiem i przesadzam. I jestem już w stanie uwierzyć w taką możliwość. Że wszystko jest w mojej głowie.
Nie wiem czy powinnam zaufać opinii neurolożki, mimo że badanie było powierzchowne i nie zleciła mi nic innego, czy powinnam nadal drążyć temat.
Czy mogłabym prosić o radę, opinię, lub pomoc przy racjonalizacji tych objawów?



Właśnie staram się umówić do innego neurologa i chyba będę go męczyć o chociaż jakieś badanie, bo prędzej zamęczę się psychicznie 