Dobra, dwie rzeczy. Pierwszy to problem autora postu.
"Od pewnego czasu zastanawiam się nad odebraniem sobie życia. Co bardziej Ciężko mi z chorobą.
SM odbiera mi dosłownie chęć życia. Czy przechodzi liście takie stany jak sobie radziliście?"
Polecam wizytę u psychiatry, myśli samobójcze mogą -- ale nie muszą -- być objawem choroby. Dołożyłbym do tego psychologa i udał się na psychoterapię. Wsparcie bliskich też jest ważne - trzeba rozmawiać.
Druga - to problemy eutanazji. I tutaj mam mieszane uczucia. Z jednej strony, faktycznie, są osoby które - a) mają ciężki przebieg choroby, b) zostały zdiagnozowane 20/20+ lat temu, kiedy terapii nie było żadnych. Z drugiej strony - na prawdę głęboko wierzę (i jest to wiara oparta na doniesieniach medycznych), że temat SMu zostanie w niedalekiej przyszłości odarty z lęku i trwogi (znowu, w jakim stopniu dla pacjentów w jakim wieku, to inna bajka już, niestety). Ja - ze swojej strony - (zdaje sobie sprawę, że minęło dopiero 7 lat od diagnozy i jestem w pełni sprawny, więc moja perspektywa może być inna) dla czystej ciekawości wybieram zaczekać i zobaczyć. Codziennie spotykam się z wieloma pacjentami z SMem, są pacjenci do których po 30 latach od diagnozy choroba zaczyna się na prawdę dobierać, są tacy, którzy początek choroby mieli już dramatyczny. Są tacy, którzy mają objawy przez długie miesiące, po podaniu sterydów - mają stan remisji na długie lata. Są tacy, którym sterydy nie pomagają. Są tacy, na których terapie działają jak marzenie, są tacy dla których zysk z nich jest niemal zerowy. Niestety, nieprzewidywalność tej choroby to jest coś, co jest chyba najbardziej przerażające.
Co do apostazji - tego aktu dokonałem dawno temu, ale to inna historia.
Dr. Strange - weź dajże k...a spokój. Nie wiem, czy masz SM czy nie (ps. to nie jest kwestia tego, czy "oficjalnie" nie masz SM, to jest kwestia tego, czy w ogóle masz SM). Nie jestem twoim lekarzem, ale przegięcie pały to jest jakieś. Każdy od trzech miesięcy stara się tutaj tobie pomóc, a robisz syf.