Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Myśli samobójcze
#11
Zgadzam się z tym co pisze Hela.

Wysłane z mojego LenovoA3300-H przy użyciu Tapatalka

Dodam jeszcze że rozmowa z bliskimi o problemie też moze być pomocna.

Wysłane z mojego LenovoA3300-H przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#12
A ja już wiem, że jak będzie źle, jak będę od kogoś bardzo uzależniona, jak będę za przeproszeniem robić pod siebie to będę chciała eutanazji. W Szwajcarii i w Holandii jest ona legalna. Samobójstwa się boję, bo mogę sobie jeszcze bardziej nagrzebac. A tak wszyscy powiemy sobie do widzenia i w spokoju odejdę.
Odpowiedz
#13
Akinom ale to trochę kosztuje a kolejki są długie.Nikt z chorujących nie chciałby być "obsługiwany" przez obcych a już na pewno przez najbliższych.Ja gdybym kiedyś wiedział że przestaje miec wpływ na swoje ciało chciałbym wziac udział w himalajskiej wyprawie i tam pozostać...

Wysłane z mojego LenovoA3300-H przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#14
Tomek, nigdy nie miałam takich myśli. Ale chorowałam
na depresję, wiem że są momenty gdy życie po prostu przerasta. Naprawdę warto zdecydować się  na profesjonalną pomoc. Psychiatra, psycholog, grupy wsparcia - tak jak już wcześniej pisały inne osoby.
Gdybyś chciał po prostu pogadać, śmiało pisz, choćby na priv.
PS Jaki czas temu czytalam o Centrum Wsparcia dla osób w stanie kryzysu psychicznego. Wydaje mi sie, ze w trudnych momentach warto znać taki numer. Jest tam całodobowa możliwość rozmowy z psychologiem : 800 70 2222
https://liniawsparcia.pl
Odpowiedz
#15
Nie wiem dokładnie ile kosztuje ta przyjemność, ale mam trochę kasy na ten cel odlozonej. Ewentualnie pójdę do hospicjum. Tam tydzień i po sprawie, tylko to nie jest humanitarny koniec niestety.
Odpowiedz
#16
Akinom co to za plany w ogóle? Dentystka mi opowiadała o znajomym który miał sm, dożył 90 lat na tyle sprawny na ile moze być 90-latek, i ja się tego będę trzymać, wiem że to stale powtarzany tekst, ale ludziom przytrafiają się gorsze rzeczy niż sm, i radzą sobie z nimi. Jedna nieżyjąca już starsza osoba powiedziała mi kiedyś, że „rzeczy których najbardziej się boimy się nie zdarzają” w sensie że zawsze może człowieka spotkać coś gorszego, tylko wcześniej nie był w stanie sobie tego wyobrazić. Wiem, jestem nieporawną optymistką, z dużym dystansem do siebie, ale chyba dzięki temu po diagnozie przy której znaleźli mi jeszcze tętniaka w głowie nie zwariowałam. Myślę że codzienne radzenie sobie z chorobą, i wszystkie małe zwycięstwa dają mi wielką siłę żeby moje plany na przyszłość były optymistyczne.


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
Odpowiedz
#17
Hela, ja tam wolę za wczasu poinformować wszystkich, czego oczekuje jak będzie źle. Wiem, że nie musi tak być, ale może i lepiej, żeby rodzina wiedziała o mojej decyzji. Ja się z tym nie kryje. Tak samo jak wiedzą, że mają mnie skremowac. I coraz mocniej zastanawiam się nad apostazja, tylko pytanie czy to zadziała :-)
Odpowiedz
#18
Dobra, dwie rzeczy. Pierwszy to problem autora postu.

"Od pewnego czasu zastanawiam się nad odebraniem sobie życia. Co bardziej Ciężko mi z chorobą.
SM odbiera mi dosłownie chęć życia. Czy przechodzi liście takie stany jak sobie radziliście?"

Polecam wizytę u psychiatry, myśli samobójcze mogą -- ale nie muszą -- być objawem choroby. Dołożyłbym do tego psychologa i udał się na psychoterapię. Wsparcie bliskich też jest ważne - trzeba rozmawiać.

Druga - to problemy eutanazji. I tutaj mam mieszane uczucia. Z jednej strony, faktycznie, są osoby które - a) mają ciężki przebieg choroby, b) zostały zdiagnozowane 20/20+ lat temu, kiedy terapii nie było żadnych. Z drugiej strony - na prawdę głęboko wierzę (i jest to wiara oparta na doniesieniach medycznych), że temat SMu zostanie w niedalekiej przyszłości odarty z lęku i trwogi (znowu, w jakim stopniu dla pacjentów w jakim wieku, to inna bajka już, niestety). Ja - ze swojej strony - (zdaje sobie sprawę, że minęło dopiero 7 lat od diagnozy i jestem w pełni sprawny, więc moja perspektywa może być inna) dla czystej ciekawości wybieram zaczekać i zobaczyć. Codziennie spotykam się z wieloma pacjentami z SMem, są pacjenci do których po 30 latach od diagnozy choroba zaczyna się na prawdę dobierać, są tacy, którzy początek choroby mieli już dramatyczny. Są tacy, którzy mają objawy przez długie miesiące, po podaniu sterydów - mają stan remisji na długie lata. Są tacy, którym sterydy nie pomagają. Są tacy, na których terapie działają jak marzenie, są tacy dla których zysk z nich jest niemal zerowy. Niestety, nieprzewidywalność tej choroby to jest coś, co jest chyba najbardziej przerażające.
Co do apostazji - tego aktu dokonałem dawno temu, ale to inna historia.

Dr. Strange - weź dajże k...a spokój. Nie wiem, czy masz SM czy nie (ps. to nie jest kwestia tego, czy "oficjalnie" nie masz SM, to jest kwestia tego, czy w ogóle masz SM). Nie jestem twoim lekarzem, ale przegięcie pały to jest jakieś. Każdy od trzech miesięcy stara się tutaj tobie pomóc, a robisz syf.
Odpowiedz
#19
Tak samo jak przesadzam ja przesadza Hela która podważa wszystko co napisze "bo nie mam SM" ale mniejsza o to.
Tomaszu jak się dzisiaj czujesz?

Wysłane z mojego LenovoA3300-H przy użyciu Tapatalka
Odpowiedz
#20
(21-10-2018, 21:03)Akinom napisał(a): Hela, ja tam wolę za wczasu poinformować wszystkich, czego oczekuje jak będzie źle. Wiem, że nie musi tak być, ale może i lepiej, żeby rodzina wiedziała o mojej decyzji. Ja się z tym nie kryje. Tak samo jak wiedzą, że mają mnie skremowac. I coraz mocniej zastanawiam się nad apostazja, tylko pytanie czy to zadziała :-)

Jak człowiek nie żyje to nie wie że nie żyje, problem mają tylko osoby które muszą sobie z tym poradzić, i pewnie jest mu też wszystko jedno jak i gdzie go pochowają.  Na co apostazja ma zadziałać?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości