Liczba postów: 1 399
Liczba wątków: 10
Dołączył: Lis 2017
Reputacja:
17
Wstaje o 5 a o 5:30 wsiadam do auta, śniadanie jem ok 10:30, za to w sobotę i niedzielę śpię dopóki się nie odudzę
Umysł przypomina żyzny ogród, którym trzeba się codziennie zajmować, aby kwitł. - A. de Mello
Liczba postów: 551
Liczba wątków: 3
Dołączył: Cze 2017
Reputacja:
6
14-03-2023, 13:28
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-03-2023, 13:34 przez Benita.)
(14-03-2023, 12:28)Bubka napisał(a): Wstaje o 5 a o 5:30 wsiadam do auta, śniadanie jem ok 10:30, za to w sobotę i niedzielę śpię dopóki się nie odudzę 
Brawo nie dla mnie takie przyjemności. Odnośnie dzieci to ciężko mi powiedzieć co by było gdyby ich nie było, a już są.....ale wszystko ma swoje plusy i minusy tak myślę..... mąż też raz jest a za chwilę go może nie być. Dzieci wieczny stres i obawy, choróbska, tragedie nieraz ... ciężko powiedzieć.....co myślisz Akinom? jakieś przemyślenia? Bo ja myślę że gdybym była sama to łatwiej by było czasami z tą chorobą, ale teraz to już sobie nie wyobrażam że mogło by ich zabraknąć....
(14-03-2023, 13:28)Benita napisał(a): (14-03-2023, 12:28)Bubka napisał(a): Wstaje o 5 a o 5:30 wsiadam do auta, śniadanie jem ok 10:30, za to w sobotę i niedzielę śpię dopóki się nie odudzę 
Brawo nie dla mnie takie przyjemności. Odnośnie dzieci to ciężko mi powiedzieć co by było gdyby ich nie było, a już są.....ale wszystko ma swoje plusy i minusy tak myślę..... mąż też raz jest a za chwilę go może nie być. Dzieci wieczny stres i obawy, choróbska, tragedie nieraz ... ciężko powiedzieć.....co myślisz Akinom? jakieś przemyślenia? Bo ja myślę że gdybym była sama to łatwiej by było czasami z tą chorobą, ale teraz to już sobie nie wyobrażam że mogło by ich zabraknąć....
Powiem wam tak, teraz 2 lata bez leczenia, nie lekki poród, stresu co nie miara, dwie nowe zmiany a jak coś mi sie stanie to moje dziecko mnie nawet pamiętać nie będzie....to mnie na razie najbardziej wkurza....że może się pojawić w życiu mojej rodziy ktoś a ja będę wspomnieniem....ciężki temat... lepiej skupić się na pozytywach  kobitki
Liczba postów: 2 571
Liczba wątków: 33
Dołączył: Lut 2018
Reputacja:
20
(14-03-2023, 12:28)Bubka napisał(a): Wstaje o 5 a o 5:30 wsiadam do auta, śniadanie jem ok 10:30, za to w sobotę i niedzielę śpię dopóki się nie odudzę 
Tez ta wstaje. Max 5.05. Maz idzie do pracy na 7. No do 8 ma być w pracy hahaha. Więc on się grzebie, ja robię śniadanie. Jemy, potem mloda budze i odprawiam do szkoły i wkoncu mogę się zacząć ogarniać. A to trochę trwa. No i o 11 wychodzę z domu.
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...
Liczba postów: 547
Liczba wątków: 11
Dołączył: Wrz 2018
Reputacja:
15
Obecnie, skoro nic mi nie dolega upierdliwego to pobudkę mam o 6.21. Potem szybki szałerek, spakowanie do plecaka czegoś na 1 i 2 śniadanie, kawka i o 6.45 ruszam na autobus. Dzieci gdzieś indziej gospodarzą, współlokatorki najczęściej już nie ma. Cały poranek dla mnie. Żyć nie umierać :-D
Liczba postów: 551
Liczba wątków: 3
Dołączył: Cze 2017
Reputacja:
6
(15-03-2023, 10:55)fruu napisał(a): Obecnie, skoro nic mi nie dolega upierdliwego to pobudkę mam o 6.21. Potem szybki szałerek, spakowanie do plecaka czegoś na 1 i 2 śniadanie, kawka i o 6.45 ruszam na autobus. Dzieci gdzieś indziej gospodarzą, współlokatorki najczęściej już nie ma. Cały poranek dla mnie. Żyć nie umierać :-D
Taki to pożyje ?
Liczba postów: 87
Liczba wątków: 3
Dołączył: Wrz 2021
Reputacja:
4
Ooo to ja się pochwalę moim planem dnia:
Pobudka 6:00, wstaję w ciągu 5 min, czasem od razu z budzikiem (o tej 6:00), potem:
opcja a) mam 'przygotowany' obiad
- odsmażam/gotuje makaron/... tak do 6:30
opcja b) nie mam 'przygotowanego' obiadu:
- od razu idę pod prysznic
- po prysznicu (przebieram się w strój rowerowy)
- pakowanie ubrania na zmianę po rowerze, kosmetyków i ew. jedzenie
- ok 6:55 wyciągam rower z balkonu i:
- jak jest zima, to zakładam opaskę na uszy, słuchawki, podpinam licznik, pakuję telefon i klucze do szaszetek rowerowych, zakładam komin, kask, rękawiczki, okulary i kurtkę rowerową
- wychodzę i jadę ok 25-30 min do pracy (9km) - zależy od warunków
- wbijam ok 7:30 - 7:40 do biura
- przebieram się i ogarniam ok 10-15min
- przygotowuję śniadanie
- można pracować...
o 15:40 kończąc powoli pracę idę się przebrać i znów to trwa od 10-15 min
ok 16:40 jestem w domu. W sumie to taka rutyna, ale lubię ją i cieszę się, że mogę korzystać z roweru, bo to taka moja miłość
Ostatnio mam szkolenia, więc od 18.00 do ok 20:30 jestem wyłączony, więc trzeba przez tą godzinę ogarnąć zakupy i czasem coś spróbować ugotować na kolejne dni
Powiem wam, że wolę taką zabieganą aktywność niż leżenie na kanapie i drzemanie, bo czuję się po drzemkach znacznie gorzej niż po wysiłku, ale to chyba normalne.
Pozdrawiam
...if u ever saw me smile, u should know i felt sick inside...
Liczba postów: 551
Liczba wątków: 3
Dołączył: Cze 2017
Reputacja:
6
(17-03-2023, 13:43)MasteR napisał(a): Ooo to ja się pochwalę moim planem dnia:
Pobudka 6:00, wstaję w ciągu 5 min, czasem od razu z budzikiem (o tej 6:00), potem:
opcja a) mam 'przygotowany' obiad
- odsmażam/gotuje makaron/... tak do 6:30
opcja b) nie mam 'przygotowanego' obiadu:
- od razu idę pod prysznic
- po prysznicu (przebieram się w strój rowerowy)
- pakowanie ubrania na zmianę po rowerze, kosmetyków i ew. jedzenie
- ok 6:55 wyciągam rower z balkonu i:
- jak jest zima, to zakładam opaskę na uszy, słuchawki, podpinam licznik, pakuję telefon i klucze do szaszetek rowerowych, zakładam komin, kask, rękawiczki, okulary i kurtkę rowerową
- wychodzę i jadę ok 25-30 min do pracy (9km) - zależy od warunków
- wbijam ok 7:30 - 7:40 do biura
- przebieram się i ogarniam ok 10-15min
- przygotowuję śniadanie
- można pracować...
o 15:40 kończąc powoli pracę idę się przebrać i znów to trwa od 10-15 min
ok 16:40 jestem w domu. W sumie to taka rutyna, ale lubię ją i cieszę się, że mogę korzystać z roweru, bo to taka moja miłość 
Ostatnio mam szkolenia, więc od 18.00 do ok 20:30 jestem wyłączony, więc trzeba przez tą godzinę ogarnąć zakupy i czasem coś spróbować ugotować na kolejne dni 
Powiem wam, że wolę taką zabieganą aktywność niż leżenie na kanapie i drzemanie, bo czuję się po drzemkach znacznie gorzej niż po wysiłku, ale to chyba normalne.
Pozdrawiam 
Mężczyzna który gotuje... marzenie
Liczba postów: 1 130
Liczba wątków: 13
Dołączył: Cze 2020
Reputacja:
21
No to ja się też pochwalę, jak mijają mi dni, choć nie są tak poukładane, jak u MasteRa, który nazywa to rutyną. Ale rutyna i powtarzalność czynności powoduje, że czujemy się bezpiecznie. Ale do rzeczy:
- pobudka 7.00 jeżeli kot Tolek nie ma ochoty na wyjście, jeżeli ma to przerwa w spaniu między 4 a 5
- 7.30 piję z Panem Mężem kawę i mąż jedzie do baru
- potem lapek, papieros, sprawdzanie poczty/sprawy biznesowe/
- 9.00 - karmienie zwierzątek
- mniej więcej do 11.00 ogarniam dwie gry na lapku
- kolejne 3 godziny ogarniam faktury, przelewy, HACAP, kalkulacje, telefon
- potem jadę 15km do baru/samochodem/ - kontrola i robię zamówienie towarów
-16.30 wracamy do domu i jeżeli nie chce nam się gotować to bierzemy jedzenie z baru
- jeżeli chce nam się gotować, to Pan Mąż np. robi włoski makaron
- jeżeli nie jadę do baru to ja robię obiad
- i wieczorny spokój
|