Ocena wątku:
  • 9 głosów - średnia: 4.56
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Mój dzisiejszy nastroj
U mnie Strzegom też trochę pływał i okoliczne wsie. Wyglądało to strasznie. U nas tak samo, działki się sprzedają wszędzie i nie ma problemu czy rzeka czy strumyk.
Umysł przypomina żyzny ogród, którym trzeba się codziennie zajmować, aby kwitł. - A. de Mello
Odpowiedz
Mnie ominęła woda, ale trzymając się nadal tematu swoje przeżyliśmy z mężem wracając tydzień temu z Włoch. Wyjeżdżaliśmy w sobotę z noclegiem w Austrii, bo 1300km trudno nam już w tym wieku zrobić na raz. Już od czwartku obserwowaliśmy pogodę, bo cały czas mówili o niżu genueńskim Borys. I wszystko wskazywało na to, że spotkamy się z nim w Austrii. No, ale wyjechaliśmy. Im bliżej Austrii tym zimniej i zaczęło padać, a potem po prostu lać, na dodatek w Alpach spadł śnieg. Po drodze zarezerwowaliśmy hotel. Przeciekło mi ubranie przeciwdeszczowe, w butach woda...Dojeżdżamy i okazuje się, że ten hotel jest nieczynny, a potwierdzenie dostaliśmy. Latamy po tym miasteczku w pełnym deszczu i w kaskach i szukamy noclegu. W innym hotelu nie było miejsca, ale jak facet nas zobaczył, to zadzwonił do kolegi, który był właścicielem hotelu, do którego dostawałeś kod, nr pokoju, a klucz był w drzwiach. Kaloryfery odkręcone na ful i wszystko suszyliśmy. I wiecie co...wydarzyło się coś co potwierdza, że nie ma większej przyjaźni jak miedzy mężczyznami, a szczególnie braćmi motocyklowymi. Właśnie w tę sobotę była 50-ka jednego z "naszych", a już w południe dzwonili, żebyśmy uważali, bo zaczyna być niebezpiecznie. O 22.00 zadzwonił kolega i powiedział, żebyśmy siedzieli na miejscu, on bierze auto, lawetę i jadą po nas. Nieważne było w tej chwili, że jest impreza i że to 467km. Mirek powiedział, że zobaczymy jak będzie jutro. A jutro było jeszcze gorzej, lało jeszcze gorzej, porywy wiatru i 2 stopnie, a odczuwalne -1. Ale jechać trzeba. Jedynym pocieszeniem było to, że im bliżej Czech tym cieplej. Ale co z tego, jak już Ostrawa była zalana, pokierowali nas na objazd, ale jak dojechaliśmy to już objazd był zamknięty, bo zalało. Jakimś cudem bocznymi drogami udało nam się wjechać do Polski. Wieczorem w wiadomościach podali, że właśnie to miejsce w Austrii i Czechy są zalane. Potem okazało się, że to miasteczko leży na przełęczy na wys. 950m n.p.m.

Ale muszę się też pochwalić, że będąc nad Gardą pojechaliśmy do Madonna della Corona - sanktuarium zawieszone na skałach na wysokości 774m n.p.m. i ja się tam wdrapałam. Ale żeby nie było tak lekko to musiałam pokonać 7.5km w obie strony i ponad 500 kamiennych schodów w górę i w dół, ale tych w górę było znacznie więcej. Ale warto było - przepiękne miejsce z pięknymi widokami.

[Obrazek: madonna.jpg]

[Obrazek: schody.jpg]
Odpowiedz
Wczoraj umarł moj kotek. W domu. Wśród wszystkich.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
@Akinom, przykro mi :-(
Odpowiedz
Yasminko, pięknie. Podziwiam Twoją odwage. Nawet jakbym byla stuprocentowo zdrowa to dobrowolnie bym tam nie poszla.

Fruu, dzięki. On już się nie meczy. Na poniedziałek miał zaplanowana eutanazje. Odszedł w domu. Tak jak powinno być.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
Yasmina jak tam pieknie! wrazenie robi ogromne to sanktuarium.
Super, ze udalo Wam sie uciec przed powodzia ale to ile sie nastresowaliscie to Wasze.

Akinom przykro mi Smutny bardzo bolesna sytuacja ale mysle, ze eutanazja bylaby jeszcze ciezsza dla Was do przezycia.
Nasz ukochany pies tez na szczescie odszedl jak byla mama i brat w domu.

Dzis watek wyzalny Duży uśmiech
bo jakos czuje bezradnosc wobec chorob i czasami mysle, ze chyba tylko mi pozostaje modlic sie ... za jakis czas zaczynam radioterapie i ostatnio tez bedac u ginekologa wzielam broszurke z wytycznymi co robic i czego nie robic by 'uniknac' raka piersi i cholera znowu moje zycie wygladalo naprawde 100 % idealnie bym tego dziadostwa nie miala ... a tu i tak i to w tak mlodym wieku!
Jeszcze z SM czulam, ze cos musze zmienic ... bo zylam przede wszystkim w ciaglym stresie i malo sie ruszalam, ale teraz nie wiem czemu znowu cos Smutny Wiem, ze jestem w dobrej sytuacji bo wykryte wczesniej i jest to stadium przedrakowe ale naprawde boje sie co jeszcze mi los wiwinie bo widze jak maly wplyw mam na wszystko.
Odpowiedz
Tosiia będzie dobrze, musi. Skorupiak do szamba i będzie git. Trzymaj się mocno.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
Akinom bardzo współczuję. Mam aktualnie 15-letnią kotkę, ale poprzednią musieliśmy uśpić w wieku 14 lat - nieoperowalny guz. Szkoda zwierzaków, bo nie zawsze rozumieją, że staramy się pomóc, albo oczekują pomocy, kiedy nic już nie możemy. Masz rację, najważniejsze że już nie cierpi.

Tosiia ślę moc pozytywności i optymizmu, żebyś szybko pozbyła się niechcianego gościa.

Yasmina to Ci się udały wakacje, emocji co niemiara. Będzie co wspominać Uśmiech
Odpowiedz
(22-09-2024, 09:50)Akinom napisał(a): Wczoraj umarł moj kotek. W domu. Wśród wszystkich.

Akinom strasznie mi przykro Smutny . Wiem jak to boli bo sama niedawno przechodziłam to samo . Moja ukochana kotka która była ze mną przeszło 10 lat odeszła za tęczowy most . Widzieć jej ostatni oddech... totalnie mnie to dobiło, nigdy tego nie zapomnę  Płacz  . Ryczałam jak bóbr   Płacz Płacz Płacz .
Odpowiedz
Dzisiaj drugi dzień bez niego, a ja chodze i ryczę. Dwadzieścia lat byl z nami. Członek rodziny, synuś. I dlatego tak strasznie ciężko. Ech...
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 9 gości