Ocena wątku:
  • 9 głosów - średnia: 4.56
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Mój dzisiejszy nastroj
Ja mowiac szczerze rozczarowana jestem bardzo i schroniskiem i ta dziwna niby fundacja prowadzą ni to schronisko, ni to dom tymczasowy. Oni, ci, którzy w swoim mniemaniu sa wielkimi znawcami tematu, nie mają zielonego pojęcia o naturze kota. To, ze te, co sa w kupie niby się razem bawia, robia do jednej kuwety, bedac już u właściciela, w domu, we dwójkę a nie z wszystkimi na kupie, beda się zupełnie inaczej zachowywać. Tak, jak Fruu pisze, jedna kuweta nie przejdzie, jedna miska tez. W schronisku przechodzi, bo nie ma innego wyjścia, a gdzieś się załatwić trzeba. Moja babcia dostała kiedyś od Gucwinskich dwa koty syjamskie. Niby rodzeństwo. Jak byly razem, to nie można ich bylo samych w domu zostawić, tak wariowaly. Nawet firany potrafily pozrywac z karnisza. Jednego trzeba było oddać. Wtedy byl spokoj, a Kubuś, ten który został byl do rany przyłóż. Jego siostra po rozdzieleniu z bratem też znormalniala.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
(09-02-2025, 22:12)Akinom napisał(a): Yasminko, najlepiej to olac. I żyć normalnie. Ja mam niby alergie na kota, a dzieki kotu nie miałam nic. Nawet w za bardzo mnie lipy nie dreczyly.
 
Akinom, dam radę, bo psy są i będą Duży uśmiech . Ale od piątku mam kolejnego "wroga" Oczko - półpaśca Zły i z nim już nie jest tak łatwo.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
A koty...każdy wie, że to indywidualiści. W dzieciństwie miałam parkę syjamskich/też jeden nazywał się Kubuś Duży uśmiech / i dwie kuwety i miski. Teraz też miałam dwa i to samo + dwa drapaki, ale tak, jak pisze Fruu fotele i kanapy są lepsze, a Tolkowi najbardziej pasują rolety Duży uśmiech . A jak chce wejść do domu to wiesza się na moskitierze i tłucze nią w okno Duży uśmiech .
Odpowiedz
No niestety, najlepszy kot to jedynak :-):-):-). Już widzę mojego Eryka, jak się zgadza na kogoś drugiego. O kuwecie nie wspomnę. On nawet jak byl wychodzący na początku, to przychodzil do domu, do swojego kibla. Raz jeden poszedł do piaskownicy, jak swiezy piach przywiezli. Ale to raz, później już się nie dalo:-)
Polpasca to Ci współczuję. To straszne dziadostwo. I swedzi i boli. I trochę trwa.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
jejku fruu jaki piekny ten kotek! mam nadzieje, ze dobrze Wam bedzie razem.

Yasmina wspolczuje - co jakis czas widze ze jest polpasiec ... ja go mialam w ok. 17 - 18 roku zycia, potem byl w pracy w dwoch turach wsrod doroslych jakos w odstepie roku (mnie juz wtedy nie zlapalo ale moj obecny maz zachorowal). Straszne dziadostwo.

Z racji ze musze sie obecnie duzo uczyc a mam uczucie waty w glowie kupilam Treonian Magnezu na pamiec i koncetracje. Opis i opinie wygladaja obiecujaco wiec czekam na przesylke i zobacze.
Odpowiedz
Okazuje się, że akurat koty nie są takimi wielkimi indywidualistami i w naturze mają dość często kontakt z innymi kotami, więc schronisko ma trochę racji. Jak są dwa koty to w ciągu dnia mają interakcje ze sobą. Tylko to nie jest takie proste i takie wrzucanie na siłę dwóch kotów nie jest prawidłowe. Każdy kot jest inny i często nie są dopasowane charakterami i wtedy jest jeszcze gorzej niż z jednym. Czasem w schronisku proponują rodzeństwo, ale też nie ma gwarancji, że będą się tolerowały. Także trochę pójście na łatwiznę ze strony schroniska, bo na pewno nie dadzą gwarancji, że koty będą się lubiły. No i oczywiście kwestia finansowa, dwa to już sporo.

Z moich doświadczeń z kotami nie odczuwałam jakiejś wielkiej u nich potrzeby kociego towarzystwa, mam wrażenie że wolą po prostu kontakt z człowiekiem. Nawet więcej, mieliśmy swego czasu matkę z córką i z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że aż tak bardzo się nie lubiły. A jak córka umarła wcześniej przed matką (miała nieoperowalnego guza) to wręcz sprawiała wrażenie że lepiej jej było samej. Ale co kot to inny charakter, bo ta druga na pewno bardzo by przeżywała jakby została sama.

Moja aktualna kotka nie tolerowała żadnych kotów, nawet jak widziała je tylko przez balkon. Teraz ma 16 lat i już nie jest taka odważna, ale z innego kota nie byłaby szczęśliwa. Ona i tak przesiedziała by na kolanach całe dnie.

I oczywiście nie mogę się powstrzymać od polecenia strony na Facebooku - Purr Science - naukowo o kotach. Bardzo lubię wpisy tej kociej behawiorystki.
Odpowiedz
Moj Eryk to byl typowym jedynakiem. I nawet focha potrafil strzelac. Jedyna osobą, która robiła z nim co tylko chciala byla córka. Mogła go tarmosic, głaskać, wyrzucać z pokoju, totalnie wszystko i on jej nic nie robil. I umieral praktycznie na jej brzuchu. Tylko na sam koniec poszedł do pana na ręce. A ja to bylam od karmienia. Ale nieraz jak czul ze mnie boli brzuch, to się polozyl i wyciagal bol. Kochane kocisko bylo.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
Od kilku miesięcy czuję się cały czas zmęczona, nawet jak śpię 7-8 godzin. Kawa już nie pomaga, mam problem ze skupieniem i w ogóle brak mi energii do działania. Myślałam, że to tylko stres, ale trwa to już za długo. Czy to może być coś poważniejszego? Może ktoś miał podobnie i znalazł rozwiązanie?
Odpowiedz
Wikazala mam wrażenie, że mam podobnie. Niestety krótkotrwałe rozwiązania mam, ale starczają na dwa tygodnie jak do tej pory. U mnie urlop pozwala odpocząć, wtedy mogę spać 8-9 godzin, bo nie wyrywa mnie ze snu budzik (najlepiej mi się wstaje okolo 7-8 rano). Było też tak, że trafiły się weekendy po 3 dni, które po prostu przeleżałam i to zwiększało moje siły. No i jak mogę to staram się mieć aktywność fizyczną. U mnie to spacery (ok. 5000 kroków), siłownia (głównie wzmacnianie mięśni), joga (świetna do rozciągania i na bóle mięśni). Ale jak tylko mam coś w tygodniu więcej do załatwienia niż praca to nie jest kolorowo i rezygnuję z aktywności na rzecz odpoczynku w ciemności i ciszy.
Odpowiedz
A ja się przekonałam, ze juz żadnego zwierzaka miec nie będę. Wczoraj jakoś tak się stało, że na olx pojawił się roczny kotek. O 17 byl już u nas. Strasznie mu się to nie podobało. Syczał, warczał, nie dal się pogłaskać. Właściciel plakal jak go oddawal. Jego żona zostala w domu. Tez rozpaczala. Musieli kota oddać, bo chcieli wynająć mieszkanie, bo dziecko w drodze, a nowy właściciel nie zyczyl sobie zwierząt. My rano, razem z córką doszłyśmy do wniosku, że kot się u nas meczy, chociaż z jego zachowaniem było trochę lepiej. Zwłaszcza z mężem nie zaiskrzyło. Napisałam do bylej wlascicielki kota, czy mogę go jej jeszcze zwrócić, bo nie zaiskrzyło i wszyscy się czuja trochę niepewnie, poza tym w okresie urlopowym Szymonem nie bardzo będzie miał się kto zająć, bo tesc nie da sobie rady z tak zywotnym kotem. Jak ona się ucieszyla. Kot był odebrany w ciagu 20 minut. I stwierdziłam, ze obydwie się czegoś nauczylysmy. Ona, ze przyjaciół się nie oddaje, ja, ze nie dam sobie już rady z kotem, który jest wszędzie. Przy okazji moja corka - ze odzwyczaiła się od opieki nad kotem. I lepiej jest, jak jest.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
To może być wiele rzeczy – stres, dieta, brak ruchu, ale też np. niedobory witamin (żelaza, B12, D3) albo problemy hormonalne, np. tarczyca. Warto zrobić badania, bo ciągłe zmęczenie to nie jest coś, co powinno się ignorować. Sama miałam podobny problem, myślałam, że to zwykłe przepracowanie, a okazało się, że mam anemię. Zmiana diety i suplementacja pomogły. Możesz poczytać więcej o tym, co może być przyczyną zmęczenia i jak sobie z tym radzić tutaj: https://zdrowa-ona.pl/.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 5 gości