A ja miałam tylko jeden rzut. Minął rok, na razie nie miałam żadnych rzutów, zdarzały mi się gorsze dni, raz poszłam na zwolnienie na kilka dni, żeby odpocząć, bo mój organizm sobie tego życzył.Często załapuję doła z powodu choroby. Czasami nie radzę sobie z emocjami. Ale gorzej chyba radzi sobie z moją chorobą mąż, czasami wypiera chorobę, mówi, że jak bym zrobiła to i to , wówczas uniknęłabym pogorszenia, Uważa, że na gorszy stan zdrowia sama sobie pracuję, bo wyszłam na słońce, albo klęczałam na zimnej podłodze - każdy pretekst jest lepszy od przyznania się, że to może być z powodu sm. Gdy zaczynam mu mówić, że np znowu drętwieje mi noga, nie podejmuje tematu. Mam wrażenie, że boi się mówić o chorobie. Może jeszcze nie potrzebuje czasu.
Chciałam jeszcze dopisać, że w listopadzie miałam rezonans i nie wykazał on żadnych dodatkowych zmian oraz regres już istniejących - i to bez leczenia i trucia sie interferonem. Dlatego mam mieszane uczucia co do skuteczności terapii. Czy terapia jest max na 5 lat? a co potem???wózek. Czy warto wobec tego podejmować decyzje o ,,leczeniu".
Chciałam jeszcze dopisać, że w listopadzie miałam rezonans i nie wykazał on żadnych dodatkowych zmian oraz regres już istniejących - i to bez leczenia i trucia sie interferonem. Dlatego mam mieszane uczucia co do skuteczności terapii. Czy terapia jest max na 5 lat? a co potem???wózek. Czy warto wobec tego podejmować decyzje o ,,leczeniu".

