29-03-2019, 12:45
Hej,
Aktualizacja na dzien dzisiejszy : wczoraj byl robiony rezonans, nowa zmiana w mozgu bez symptomow. Takze jest jedna zmiana w rdzeniu i 2 zmiany w mozgu + 1 artefakt czyli zmiana niepatologiczna. Radiolog napisal, ze potwierdzone zostaly kryteria rozsiania w czasie i w przestrzeni. Od razu zalatwilismy wizyte u neurologa. Pani neurolog zmiany nie widzi, mowi ze skoro jeden artefakt to i nowa zmiana, ktora widzi radiolog moze byc artefaktem i ze zmiana w rdzeniu wyglada jej na zmiane zapalna a nie stwardnienie (wczesniej twierdzila inaczej). Wedlug niej przypadek N. nie jest oczywisty, ilosc prazkow wynosi 2 i jest taka sama we krwi a normalnie od 3 cos podejrzewaja, wiec dzwonila do szpitala sie upewnic co do ilosci - szpital powiedzial ze taki wynik jest negatywny.
Konkluzja jest taka, ze wg niej radiolog jest zly, wszyscy sa niekompetentni, ona nie moze postawic diagnozy, przypadek N. nie jest oczywisty wiec odeslala nas do specjalistow w szpitalu. Czekamy na telefon ze szpitala i szukamy innego neurologa, bo to jest jakis zart.
Ja jej mowie, ze dla nas najwazniejszy jest dostep do skutecznej terapii, a ona na to zwraca sie do N. mowiac, ze ma tylko 24 lata i te leki maja duzo efektow ubocznych i wymienila mowiac jak bardzo to zle, ale nie powiedziala nic o tych dobrych efektach. Teraz N. boi sie, ze leki mu totalnie zabija odpornosc, boi sie o przyszlosc, oczywiscie nie obylo sie bez lez. Probuje go przekonac, ze bedzie okej, bo tylu ludzi sobie z ta choroba radzi.
Ogolnie jestem potwornie zla, ze tak mozna traktowac pacjenta. Czytalam duzo o tym, ze diagnoza trwa bardzo dlugo, ale kurcze jest 2019 rok!
To tyle. Dziekuje za wsparcie, ciagle tutaj na forum zagladam.
Aktualizacja na dzien dzisiejszy : wczoraj byl robiony rezonans, nowa zmiana w mozgu bez symptomow. Takze jest jedna zmiana w rdzeniu i 2 zmiany w mozgu + 1 artefakt czyli zmiana niepatologiczna. Radiolog napisal, ze potwierdzone zostaly kryteria rozsiania w czasie i w przestrzeni. Od razu zalatwilismy wizyte u neurologa. Pani neurolog zmiany nie widzi, mowi ze skoro jeden artefakt to i nowa zmiana, ktora widzi radiolog moze byc artefaktem i ze zmiana w rdzeniu wyglada jej na zmiane zapalna a nie stwardnienie (wczesniej twierdzila inaczej). Wedlug niej przypadek N. nie jest oczywisty, ilosc prazkow wynosi 2 i jest taka sama we krwi a normalnie od 3 cos podejrzewaja, wiec dzwonila do szpitala sie upewnic co do ilosci - szpital powiedzial ze taki wynik jest negatywny.
Konkluzja jest taka, ze wg niej radiolog jest zly, wszyscy sa niekompetentni, ona nie moze postawic diagnozy, przypadek N. nie jest oczywisty wiec odeslala nas do specjalistow w szpitalu. Czekamy na telefon ze szpitala i szukamy innego neurologa, bo to jest jakis zart.
Ja jej mowie, ze dla nas najwazniejszy jest dostep do skutecznej terapii, a ona na to zwraca sie do N. mowiac, ze ma tylko 24 lata i te leki maja duzo efektow ubocznych i wymienila mowiac jak bardzo to zle, ale nie powiedziala nic o tych dobrych efektach. Teraz N. boi sie, ze leki mu totalnie zabija odpornosc, boi sie o przyszlosc, oczywiscie nie obylo sie bez lez. Probuje go przekonac, ze bedzie okej, bo tylu ludzi sobie z ta choroba radzi.
Ogolnie jestem potwornie zla, ze tak mozna traktowac pacjenta. Czytalam duzo o tym, ze diagnoza trwa bardzo dlugo, ale kurcze jest 2019 rok!
To tyle. Dziekuje za wsparcie, ciagle tutaj na forum zagladam.

