Dzisiaj przeżyłam jakis koszmarek związany z programem. Wczoraj dzwoniłam do szpitala z prośbą o skierowanie na badania, bo 3 miesiące temu nie dostałam takowego. Dzisiaj nie chcieli mi dać recepty, póki nie będzie wyników. Pani doktor oczywiście jakieś wyrzuty zaczęła robić, że od maja nie mam wyników. Wkurzyłam się i zrobiłam awanturę i w laboratorium zażądałam wyników na Cito, bo nie jestem z Wrocławia i logistycznie jazda codziennie jest niemożliwa. Potem się okazało, że już tak będzie: najpierw wyniki, potem recepta. Wyniki tak 3 dni przed recepta. Nigdy tak nie było. Ja serio mam problem z dotarciem do szpitala bez męża, który mnie musi dostarczyć, a urlopu nie ma z gumy. Czy oni mają prawo żądać żebym się tam pojawiała dwa razy? Ja nie wiem, co o tym myśleć. Może nie powinnam się upominać o to nieszczesne skierowanie?
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...


