24-02-2020, 12:00
(24-02-2020, 11:39)e-smka napisał(a): Ja jeszcze przed diagnozą zaczęłam pracę nad sobą. Byłam na terapii 2 lata, która bardzo mi pomogła. Poukładałam sobie wiele w głowie i doszłam do jako takiego ładu z sobą i swoim życiem.
A tu nagle czynniki zewnętrzne m.in. śmierć, diagnoza SM i jeszcze inne, spowodowały, że to co było uporządkowane, zaplanowane i ogarnięte w mojej głowie, wszystko się posypało.
Bo poza nami samymi i tym co mamy w naszych głowach (doświadczenia z dzieciństwa i kolejnych lat), na nasze życie oddziałują też inne osoby, zwłaszcza bliskie. Na ich zachowanie albo cierpienie, często nie mamy wpływu. Jak również sytuacje zewnętrzne, które spadają nam na głowę w postaci choroby czy innych problemów życiowych...
W tym wszystkim kroczyć spokojnie chyba nikt nie potrafi - dlatego nie mogę się zgodzić, gdy ktoś pisze, że wszystko sobie poukładał, że żyje bez stresu. To jest niemożliwe!
Oczywiście zatrzymać się w tym wszystkim jest bardzo ważne i w ten sposób staram się żyć, ale umieć radzić sobie z życiem to jest wyższa szkoła jazdy. Ja bez terapii, a teraz bez wielu mądrych i ciekawych książek i artykułów nie dałabym sobie rady i ciągle, ciągle się uczę - tak jak piszesz do końca życia.
Ogólnie to temat rzeka.... dlatego nie zamykajcie tego w kilku słowach, bo ktoś pomyśli, że to jest łatwe i proste, a wcale nie jest...
Masz rację, to trudne i w to nie wątpię.
Mój opis miał na celu bardziej motywacyjny... i zostańmy.
Ważne jest, aby planować 80%, w 100% nigdy nie będzie możliwe, mamy konsenus.
To pewnie ciężki okres dla Ciebie, ale widzę wielką siłę w Tobie, determinację, brawo!
Jak będziesz potrzebowała kilku fajnych książek to mogę chętnie Tobie udostępnić

