31-03-2021, 20:24
To już za dwa dni - koszyczki, przygotowania, pisanki. Przed pandemią, jak pogoda pozwalała jechaliśmy z Panem Mężem na Górę Św. Anny ze święconką, oczywiście na motorze
. Nie zawsze koszyczek wracał w takim stanie, jak przed wyjazdem
. W tym roku będzie tak, jak w poprzednim, niestety. Jak wracam myślami do świąt sprzed wielu wielu lat to wyglądały one zupełnie inaczej. Małe dzieci, malowanie jajek, wspólne święcenie...śmigus-dyngus. To były dopiero przygotowania. Chłopcy zasadzali się na męża, bo wiedzieli, że jak mnie obleją to będą mieli przerąbane. Zbierali butelki, napełniali je wodą w nocy, żeby nas rano zaskoczyć. Kiedyś mąż zakręcił wodę...
Ale do dziś pamiętam taką sytuację - chłopcy w nocy przygotowali zasadzkę w łazience, tzn. miska wody na półce nad drzwiami przywiązana do klamki. Jak chcieli wypróbować czy to działa to się sami oblali. Wszystko montowali od nowa. Tylko że to ja pierwsza wstałam do łazienki i na mnie się to wszystko wylało, była chyba 5 rano. Mąż się obudził, zobaczył jak ja wyglądam, nalał garnek wody, wpadł do pokoju chłopców i wylał na starszego syna. Ten w ogóle się tym nie przejął, tylko krzyknął "To już?". No i się zaczęło...Ustalone było, że oblewać się mogą tylko w kuchni, łazience i przedpokoju, zwijali dywan w przedpokoju i naparzali się butelkami...
A ja w tym czasie siedziałam w pokoju, paliłam papieroska i piłam kawkę. Nasz pies latał razem z Nimi. A potem wszystko musieli posprzątać, wiecie jak czysto miałam?
Teraz dzieci dorosły...
I teraz będzie trochę prawdy - nie przepadam za tymi świętami - jakoś nie odczuwam tej magii świąt, mało tego, te świąteczne potrawy też mi jakoś nie pasują.
Jeżeli macie ochotę podzielcie się Waszymi wspomnieniami/obecnym czasem/, jak u Was wygląda Wielkanoc, co przygotowujecie?
. Nie zawsze koszyczek wracał w takim stanie, jak przed wyjazdem
. W tym roku będzie tak, jak w poprzednim, niestety. Jak wracam myślami do świąt sprzed wielu wielu lat to wyglądały one zupełnie inaczej. Małe dzieci, malowanie jajek, wspólne święcenie...śmigus-dyngus. To były dopiero przygotowania. Chłopcy zasadzali się na męża, bo wiedzieli, że jak mnie obleją to będą mieli przerąbane. Zbierali butelki, napełniali je wodą w nocy, żeby nas rano zaskoczyć. Kiedyś mąż zakręcił wodę...
Ale do dziś pamiętam taką sytuację - chłopcy w nocy przygotowali zasadzkę w łazience, tzn. miska wody na półce nad drzwiami przywiązana do klamki. Jak chcieli wypróbować czy to działa to się sami oblali. Wszystko montowali od nowa. Tylko że to ja pierwsza wstałam do łazienki i na mnie się to wszystko wylało, była chyba 5 rano. Mąż się obudził, zobaczył jak ja wyglądam, nalał garnek wody, wpadł do pokoju chłopców i wylał na starszego syna. Ten w ogóle się tym nie przejął, tylko krzyknął "To już?". No i się zaczęło...Ustalone było, że oblewać się mogą tylko w kuchni, łazience i przedpokoju, zwijali dywan w przedpokoju i naparzali się butelkami...
A ja w tym czasie siedziałam w pokoju, paliłam papieroska i piłam kawkę. Nasz pies latał razem z Nimi. A potem wszystko musieli posprzątać, wiecie jak czysto miałam?
Teraz dzieci dorosły...I teraz będzie trochę prawdy - nie przepadam za tymi świętami - jakoś nie odczuwam tej magii świąt, mało tego, te świąteczne potrawy też mi jakoś nie pasują.
Jeżeli macie ochotę podzielcie się Waszymi wspomnieniami/obecnym czasem/, jak u Was wygląda Wielkanoc, co przygotowujecie?

