23-09-2022, 20:17
Witajcie moje kochane
, strasznie się za Wami stęskniłam, ale miałam takie intensywne dnie, ze nie było kiedy się odezwać. Ale melduję, że z podróży życia/zaplanowanej na lipiec/ wróciłam cala i zdrowa/pomimo tego, że wywaliliśmy się na motorze/.
Ale do rzeczy - wyglądała ona tak
Wystartowaliśmy 5.09, pogoda piękna i pierwszy nocleg w Austrii w hotelu Tattoo Pensjonat. Rano wyruszyliśmy do Livigno, zatrzymaliśmy się w hotelu Taola, gdzie okazało się, że restauracja jest nieczynna, ale bezpłatna taksówka zawiezie nas i odwiezie do zaprzyjaźnionej knajpki.
. Następnego dnia czekało nas wielkie wyzwanie, bo chcieliśmy wjechać na Passo di Gavia, piękna i niebezpieczna przełęcz w Alpach na wys. 2621m npm, przy niej Stelvio/2757m npm/ to łatwizna. Droga wąska, w dole przepaść, nawierzchnia drogi fatalna…ale tak…wjechaliśmy
/po drodze jeszcze było Passo Tonnale/. Następna była Przełęcz Św. Gottarda, ale sam wjazd i zjazd pokonywaliśmy w gęstej chmurze i nie udało się podziwiać widoków. I tak przyszła pora na nasze docelowe miejsce czyli Gargano. Po drodze nocleg w miejscowości Erba niedaleko jeziora Como. Wieczorem dotarliśmy na Gargano na nasz ulubiony camping Manacore – 5 dni odpoczynku i zwiedzania znanych nam miejsc – Foresta Umbra, San Giovanni Rotondo, Vieste. W drodze powrotnej czyli 14.09 zaplanowaliśmy Toskanię i Drogę Gladiatora. Dojechaliśmy tam, ale wszędzie zakaz wjazdu, kościółek w remoncie i zakaz wejścia, bo teren budowy
. Stamtąd ruszyliśmy nad Gardę, gdzie spędziliśmy 2 dni w naszym zaprzyjaźnionym hotelu w Toscolano Maderno i 17.09 rano już droga powrotna do domu – 10 godzin jazdy w pełnym deszczu, serpentynami w Alpach, gdzie zdążył spaść śnieg i temperatura też spadła do 4 stopni. Miałam na sobie bieliznę termiczną, kurtkę motocyklową z podpinką wiatrochronną, kurtkę ocieplającą i ubranie przeciwdeszczowe. Ale buty przemokły i rękawiczki. Dookoła ciemno, jedziemy jakimiś bocznymi drogami, droga wąska - jakiś Matrix
. Nocleg mieliśmy w Austrii w Oberży Czarny Koń, jak właściciel nas zobaczył to od razu nalał sznapsa. Potem były jeszcze 2 sznapsy, wino, piwo, gorąca herbata, zupa z dyni i winner sznycel. Włączył nam kaloryfery i mogliśmy wszystko wysuszyć - porządny Austriak
. 18.09 ostatni dzień podroży również w pełnym deszczu i zimnie. A teraz trochę info w kilometrach:
5.09-6.09 – 870km
6.09-7.09 – 450km
7.09-8.09 – 600km
8.09-14.09 – 870km + 250 objazdówki po Gargano
14.09-15.09 – 650km
15.09-16.09 – 500km
17.09-18.09 – 650km
18.09 – dom - 600
Wróciliśmy w niedzielę, teść napalił w kominku i czekał na nas rosołek - bajka
Teraz już tylko został tatuaż
Pozdrawiam
, strasznie się za Wami stęskniłam, ale miałam takie intensywne dnie, ze nie było kiedy się odezwać. Ale melduję, że z podróży życia/zaplanowanej na lipiec/ wróciłam cala i zdrowa/pomimo tego, że wywaliliśmy się na motorze/.
Ale do rzeczy - wyglądała ona tak
Wystartowaliśmy 5.09, pogoda piękna i pierwszy nocleg w Austrii w hotelu Tattoo Pensjonat. Rano wyruszyliśmy do Livigno, zatrzymaliśmy się w hotelu Taola, gdzie okazało się, że restauracja jest nieczynna, ale bezpłatna taksówka zawiezie nas i odwiezie do zaprzyjaźnionej knajpki.
. Następnego dnia czekało nas wielkie wyzwanie, bo chcieliśmy wjechać na Passo di Gavia, piękna i niebezpieczna przełęcz w Alpach na wys. 2621m npm, przy niej Stelvio/2757m npm/ to łatwizna. Droga wąska, w dole przepaść, nawierzchnia drogi fatalna…ale tak…wjechaliśmy
/po drodze jeszcze było Passo Tonnale/. Następna była Przełęcz Św. Gottarda, ale sam wjazd i zjazd pokonywaliśmy w gęstej chmurze i nie udało się podziwiać widoków. I tak przyszła pora na nasze docelowe miejsce czyli Gargano. Po drodze nocleg w miejscowości Erba niedaleko jeziora Como. Wieczorem dotarliśmy na Gargano na nasz ulubiony camping Manacore – 5 dni odpoczynku i zwiedzania znanych nam miejsc – Foresta Umbra, San Giovanni Rotondo, Vieste. W drodze powrotnej czyli 14.09 zaplanowaliśmy Toskanię i Drogę Gladiatora. Dojechaliśmy tam, ale wszędzie zakaz wjazdu, kościółek w remoncie i zakaz wejścia, bo teren budowy
. Stamtąd ruszyliśmy nad Gardę, gdzie spędziliśmy 2 dni w naszym zaprzyjaźnionym hotelu w Toscolano Maderno i 17.09 rano już droga powrotna do domu – 10 godzin jazdy w pełnym deszczu, serpentynami w Alpach, gdzie zdążył spaść śnieg i temperatura też spadła do 4 stopni. Miałam na sobie bieliznę termiczną, kurtkę motocyklową z podpinką wiatrochronną, kurtkę ocieplającą i ubranie przeciwdeszczowe. Ale buty przemokły i rękawiczki. Dookoła ciemno, jedziemy jakimiś bocznymi drogami, droga wąska - jakiś Matrix
. Nocleg mieliśmy w Austrii w Oberży Czarny Koń, jak właściciel nas zobaczył to od razu nalał sznapsa. Potem były jeszcze 2 sznapsy, wino, piwo, gorąca herbata, zupa z dyni i winner sznycel. Włączył nam kaloryfery i mogliśmy wszystko wysuszyć - porządny Austriak
. 18.09 ostatni dzień podroży również w pełnym deszczu i zimnie. A teraz trochę info w kilometrach:5.09-6.09 – 870km
6.09-7.09 – 450km
7.09-8.09 – 600km
8.09-14.09 – 870km + 250 objazdówki po Gargano
14.09-15.09 – 650km
15.09-16.09 – 500km
17.09-18.09 – 650km
18.09 – dom - 600
Wróciliśmy w niedzielę, teść napalił w kominku i czekał na nas rosołek - bajka
Teraz już tylko został tatuaż
Pozdrawiam

