09-05-2016, 11:46
(09-05-2016, 10:17)AdamS napisał(a): To jak wybór dżuma czy cholera. Obie sytuacje są złe. Ale to nie tyczy się tylko ludzi z diagnozą o SM. Tak samo jak lekarze mają trudności z mówieniem np. o śmierci bliskiego nam człowieka. Nie wiedzą jak bo raz - dla nich ta sytuacja jest codziennością i się przyzwyczajają, a dwa - na studiach mało się o tym mówi lub prawie wcale.
Jasne, że obie są złe, wręcz tragiczne. I tak - jak napisałeś - problem z przekazywaniem informacji nie dotyczy tylko rozmów lekarzy z chorymi na SM. Jednak w szpitalach pracują też psycholodzy. To specjaliści, który są przygotowani do pracy z osobami znajdującymi się w trudnej sytuacji. A przynajmniej - powinny być przygotowani. Niestety, jak widać po historii Miśki - nie zawsze to się sprawdza.
Inną kwestią jest to, że nie chodzi tylko o przekazania diagnozy. Później też zostawia się pacjenta samego sobie, nawet jak chory zakwalifikuje się do programu leczenia. Dla budżetu państwa koszt leków dla poszczególnego pacjenta to minimum kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie. Zapewnia się nam też regularne kontrole neurologiczne, badania itp. Przy tak ogromnych kosztach - niewpisanie do założeń programu lekowego np. jednej konsultacji psychologicznej w roku - wydaje mi się koszmarnym nieporozumieniem.

