18-09-2023, 18:02
Dzięki kochane za wyrazy współczucia. Musiałam poinformować wszystkich i za każdym razem, jak mówiłam, że "mama zmarła" nie wierzyłam w to. I tak jest do teraz, nie wierzę w to. Najgorsze jest to, że ta informacja przyszła do nas, jak byliśmy we Włoszech. Jechaliśmy na motorze i mąż odebrał telefon od syna, a potem musiał jechać ileś kilometrów, bo nie chciał mi tego powiedzieć w trakcie jazdy. Byłam 1700km od domu i wszystko załatwiałam przez telefon. Dobrze, że mam kolegę w domu pogrzebowym, on wszystko załatwił. Ale najbardziej rozwalił mnie mój młodszy syn, który wziął do rozdzielnika część prochów Babci i umówił się ze starszym synem i wszystkimi kolegami i wszystkimi innymi mieszkańcami Janowa, że pojadą tam/400km/ i rozsypią prochy Babci na Jej ulubionym wzgórzu pod lasem. Janowo to był nasz drugi dom - Marcin, zabierał tam babcię na cały miesiąc, a mama piekła faszerowane naleśniki dla całej wsi. Tyle wspomnień...

