27-09-2023, 20:58
Kochane, dopiero dziś jestem trochę spokojniejsza, ale sponiewierało mnie okrutnie po pogrzebie. Okazało się też, że najbliższy kolega Marcina myślał, że pogrzeb jest wcześniej/nie dogadali się/ i przyjechał do Niego przywożąc woreczek ziemi z tego wzgórza pod lasem. I pierwszy raz widziałam płaczących moich synów. Nie wiem, jak się płacze po stracie babci, bo jednej nie znałam, a druga była, jaka była...
I taki chochlik losu - mój mąż przygotowywał wesele kolegi z klubu, a ja pogrzeb...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ale żeby nie było tak smutno to opowiem Wam, że wesele było zacne/ja nie byłam/, bo mieli eskortę motocykli, sami też przyjechali na motocyklu. Pojazdy ustawiły się w szpaler i między nimi nowożeńcy szli po wyjściu z ratusza. Motocykle oczywiście gazowały, klaksoniły - pięknie to wyglądało. No i Pan Młody/ten sam, który zorganizował wyjazd do Las Vegas z żyrafą/ wymyślił sobie, że po ślubie zrobi kawalerskie. I właśnie w tej chwili Mirek jest w drodze do Warszawy, jutro na lotnisko, a kawalerskie odbywa się w...Bangkoku.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i ostatnia ciekawostka, która mnie wcale nie zaskoczyła - w drodze do Warszawy mój szanowny małżonek sprzedał samochód mojego syna wystawiony na sprzedaż i jutro mam wydać auto i skasować należność.
---------------------------------------------------------------------------------------------
A jeszcze wracając do snów, o których Wam kiedyś pisałam - następnej nocy przyśniła mi się ciocia, która chodziła po ulicy, gdzie mieszkała Mama i kogoś szukała. Powiedziała mi "byłam już tam, ale jej nie ma, idę w drugą stronę".
I taki chochlik losu - mój mąż przygotowywał wesele kolegi z klubu, a ja pogrzeb...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ale żeby nie było tak smutno to opowiem Wam, że wesele było zacne/ja nie byłam/, bo mieli eskortę motocykli, sami też przyjechali na motocyklu. Pojazdy ustawiły się w szpaler i między nimi nowożeńcy szli po wyjściu z ratusza. Motocykle oczywiście gazowały, klaksoniły - pięknie to wyglądało. No i Pan Młody/ten sam, który zorganizował wyjazd do Las Vegas z żyrafą/ wymyślił sobie, że po ślubie zrobi kawalerskie. I właśnie w tej chwili Mirek jest w drodze do Warszawy, jutro na lotnisko, a kawalerskie odbywa się w...Bangkoku.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i ostatnia ciekawostka, która mnie wcale nie zaskoczyła - w drodze do Warszawy mój szanowny małżonek sprzedał samochód mojego syna wystawiony na sprzedaż i jutro mam wydać auto i skasować należność.
---------------------------------------------------------------------------------------------
A jeszcze wracając do snów, o których Wam kiedyś pisałam - następnej nocy przyśniła mi się ciocia, która chodziła po ulicy, gdzie mieszkała Mama i kogoś szukała. Powiedziała mi "byłam już tam, ale jej nie ma, idę w drugą stronę".

