Tez tak mam. Nieraz jest tak, że ja się budzę zmęczona i nie wiem czym. I ostatnio znowu wsłyszę, że przesadzam. Wczoraj miałam o to jazde. Jak w poniedziałek zostałam zostawiona sama sobie z hydraulikiem, burdelem w ciagu technicznym i musiałam miejsce zrobić, bo mi licznik przenosili, to było dobrze. Bo sama wywalilam wszystko ( a lekkie nie było), sama zdemontowalam polki, sama targalam kamyki do akwarium, to było dobrze. A wczoraj nie zareagowalam prawidłowo jak kot się zaczepil o lozko pazurem, to już źle i obraza majestatu. A ja raz, ze się boję kota dotykać zeby mu krzydwdy nie zrobic a dwa nie widze za dobrze, to i tak bym nie pomogla. I jeszcze się córce dostalo, ze krzyczy. No krzyczy bo się wystraszyla. Nienawidzę przenoszenia zachowan z korpo do domu i zachowywania się jak niespelniony pan kierownik, którym się nigdy nie zostanie. Ech, życie. Niestety, nie należę do osób, które się nad sobą uzalaja i narzekają na wszystko. Nie umiem tak, ale chyba powinnam, bo jak już faktycznie nie daje rady to i tak jest to odbierane źle. Kazdemu wolno się źle czuć tylko nie mnie.
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...

