Ja mam. zespół zaburzonego wchlaniania zelaza czy jakoś tak. Dodatkowo nie jem mięsa, bo po co się katować, a z roslinek to się kiepsko przysfaja. W sumie to się dobrze z tym czuje, ale ostatnio przy programie się doczepili, chociaż wg m nie jeszcze nie ma tragedii, no ale dla świętego spokoju pobiorę sobie tardyferon. Niech będzie. Raz brałam dożylnie, ale trochę się zyly zniszczyly. Po tabletkach 8 lat spokoju było. Tylko żołądek boli. I zaraz mi czolo wysypie, ale na wystawe się nie wybieram :-):-):-)a dwa miesiące, bo dwa opakowania trzeba zjeść, żeby był spokój.
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...

