Ktoś mi się włamał na konto bankowe. Jak zabral dwa razy po 5 zl, to tylko napisałam do banku, ze dnie znam odbiorcy i żeby go zablokowali, ale wczoraj mi zdjeli 185 zl. To już przegięcie. Pół dnia wisiałam na telefonie z bankiem. Potem zobaczyłam, do kogo poszly pieniądze. Jakas firma doradcza. Napisałam do nich. Odpisali mi po angielsku, ale nie z firmy doradczej tylko z jakiegoś sexchatu. A ze "świetnie" znam angielski to wszystko zrozumiałam. Dobrze, ze dziecko zna angielski to mi to prxetlumacczylo. Napisali, ze skoro już zapłaciłam to mogę sobie korzystać do końca miesiąca. To już mnie wk.. na maksa. Napisałam do nich po polsku ze chce zwrotu pieniędzy, bo jak nie to sprawa trafia na policję. Za chwilę miałam odpowiedź, ze w ciagu 5 dni roboczych oddadza pieniądze. Zobaczymy. Już w życiu nie zaplace karta w internecie.
A no i cały cyrk z bankiem. Zablokowanie karty, złożenie reklamacji i jutro też wizyta w placówce, bo gdzieś im wcięło nazwisko panieńskie mamy, a bez tego zamowienie nowej karty jest zablokowane.
A no i cały cyrk z bankiem. Zablokowanie karty, złożenie reklamacji i jutro też wizyta w placówce, bo gdzieś im wcięło nazwisko panieńskie mamy, a bez tego zamowienie nowej karty jest zablokowane.
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...


