22-08-2024, 12:13
Udało mi się otworzyć film w przeglądarce na komórce, po prostu w opcjach (trzy kropki - mam chrome) trzeba wybrać - wersja na komputer.
Sama treść filmu o mówieniu "nie" jest jak najbardziej ważna. Albo zostaliśmy tak wychowani, że na wszystko się zgazamy albo tak jak było w filmiku - był to sposób na przeżycie dzieciństwa. Oczywiście należałam do tych osób, które w ogóle nie brało pod uwagę swojego zdania i samopoczucia. Robiłam wszystko dla innych. Natomiast ciągle pracuje nad tym na psychoterapii i jest teraz zupełnie inaczej.
Miałam sytuację w poprzedniej pracy, okres covidowy, kiedy inna pracowniczka chciała dorzucić naszemu działowi czyjąś pracę, bo akurat osoba była na zwolnieniu w szpitalu. Wtedy jeden z pierwszych razy, kiedy powiedziałam "nie". Oczywiście nie dlatego że mi się nie chciało, po prostu mieliśmy tyle zadań, że nie było miejsca na kolejne obowiazki. Obawiałam się, że w związku z tym będzie mi od tej pory ciężej współpracować z tą kobietą. Okazało się, że przy następnej konfrontacji ta pani normalnie ze mną rozmawiała, co więcej, miałam wrażenie że bardziej mnie szanuje, bo miałam odwagę powiedzieć "nie".
Bo to też nie chodzi, żeby wszystkim odmawiać. Tylko za każdym razem należy na pierwszym miejscu stawiać siebie. Nie chodzi o egoizm, tylko zwykłą matematykę, wykalkulować czy mam siłę i ochotę na jakąś czynność i czy nie ucierpi na tym nasze zdrowie i psychika. Dalej uważam, że dobrze jest pomagać, ale trzeba robić to z głową. Staram się stosować zasadę racjonalnego egoizmu, nie szkodzić innym ale przede wszystkim nie szkodzić sobie.
Natomiast rewelacje, że nie odmawianie innym jest przyczyną chorób autoimmunologicznych uważam za bardzo krzywdzące, bo może się pojawić myśl, że zachorowałam/em przez siebie i można było tego uniknąć. To może powodować żal i w sumie stres u chorych i wejście w tryb gdybania, a jakbym powiedział/a trzy "nie" mniej to nie byłoby choroby.
Takie filmiki, również działają na szkodę chorujacych, bo mogą uznać że wystarczy mówić "nie" a wyzdrowieją. To może prowadzić do rezygnacji z leczenia, co dla mnie jest błędem.
Po prostu bardzo mnie to wkurza, bo nie uważam że sama sobie zapracowałam na chorobę. Po prostu tak się złożyło, wiele czynników wpłynęło na stan w jakim się znajduję i to był po prostu przypadek. Mam koleżankę, która wie że ma problem z mowieniem "nie", oczywiście pracuje nad tym, dzieciństwo też miała traumatyczne (chyba z 60% społeczeństwa takie miało) i jakoś nie choruje na SM. Gdyby przyczyna choroby byłaby tak banalna to było by więcej chorych, a jakiejś plagi nie widzę.
Nie neguję jednak jakichś alternatywnych rozwiązań. Jak dla mnie ważne jest pozostanie pod opieką lekarza, branie leków - jak jest takie zalecenie, a ponadto praca nad swoją psychiką albo we własnym zakresie (np. nauka asertywności) albo z terapeutą. Do tego można stosować co tylko się komu podoba bioenergoterapeutów, akupunkturę, medytację, cokolwiek co nam nie szkodzi, a może dodatkowo pomóc.
Sama treść filmu o mówieniu "nie" jest jak najbardziej ważna. Albo zostaliśmy tak wychowani, że na wszystko się zgazamy albo tak jak było w filmiku - był to sposób na przeżycie dzieciństwa. Oczywiście należałam do tych osób, które w ogóle nie brało pod uwagę swojego zdania i samopoczucia. Robiłam wszystko dla innych. Natomiast ciągle pracuje nad tym na psychoterapii i jest teraz zupełnie inaczej.
Miałam sytuację w poprzedniej pracy, okres covidowy, kiedy inna pracowniczka chciała dorzucić naszemu działowi czyjąś pracę, bo akurat osoba była na zwolnieniu w szpitalu. Wtedy jeden z pierwszych razy, kiedy powiedziałam "nie". Oczywiście nie dlatego że mi się nie chciało, po prostu mieliśmy tyle zadań, że nie było miejsca na kolejne obowiazki. Obawiałam się, że w związku z tym będzie mi od tej pory ciężej współpracować z tą kobietą. Okazało się, że przy następnej konfrontacji ta pani normalnie ze mną rozmawiała, co więcej, miałam wrażenie że bardziej mnie szanuje, bo miałam odwagę powiedzieć "nie".
Bo to też nie chodzi, żeby wszystkim odmawiać. Tylko za każdym razem należy na pierwszym miejscu stawiać siebie. Nie chodzi o egoizm, tylko zwykłą matematykę, wykalkulować czy mam siłę i ochotę na jakąś czynność i czy nie ucierpi na tym nasze zdrowie i psychika. Dalej uważam, że dobrze jest pomagać, ale trzeba robić to z głową. Staram się stosować zasadę racjonalnego egoizmu, nie szkodzić innym ale przede wszystkim nie szkodzić sobie.
Natomiast rewelacje, że nie odmawianie innym jest przyczyną chorób autoimmunologicznych uważam za bardzo krzywdzące, bo może się pojawić myśl, że zachorowałam/em przez siebie i można było tego uniknąć. To może powodować żal i w sumie stres u chorych i wejście w tryb gdybania, a jakbym powiedział/a trzy "nie" mniej to nie byłoby choroby.
Takie filmiki, również działają na szkodę chorujacych, bo mogą uznać że wystarczy mówić "nie" a wyzdrowieją. To może prowadzić do rezygnacji z leczenia, co dla mnie jest błędem.
Po prostu bardzo mnie to wkurza, bo nie uważam że sama sobie zapracowałam na chorobę. Po prostu tak się złożyło, wiele czynników wpłynęło na stan w jakim się znajduję i to był po prostu przypadek. Mam koleżankę, która wie że ma problem z mowieniem "nie", oczywiście pracuje nad tym, dzieciństwo też miała traumatyczne (chyba z 60% społeczeństwa takie miało) i jakoś nie choruje na SM. Gdyby przyczyna choroby byłaby tak banalna to było by więcej chorych, a jakiejś plagi nie widzę.
Nie neguję jednak jakichś alternatywnych rozwiązań. Jak dla mnie ważne jest pozostanie pod opieką lekarza, branie leków - jak jest takie zalecenie, a ponadto praca nad swoją psychiką albo we własnym zakresie (np. nauka asertywności) albo z terapeutą. Do tego można stosować co tylko się komu podoba bioenergoterapeutów, akupunkturę, medytację, cokolwiek co nam nie szkodzi, a może dodatkowo pomóc.

