Mojego Eryka też ktoś kiedyś zajumal. Chodzilam 3 dni z rykiem i go szukałam. Na czwarty dzień kot się znalazl. Musiał go ktoś miec bo nie byl głodny, jakis poszarpany czy sponiewierany, wskoczył sobie na balkon jak gdyby nigdy nic. Moze ktoś zobaczył ze chdze, rycze i go szukam i się zlitował. Notabene miał obroze z adresem i nr telefonu. A teraz go już nie ma... Moze jestem nienormalna, ale kupiłam znicze i mu zaswiece na balkonie. Tam spedzal dużo czasu...
A zeby było śmieszniej, to równo miesiąc po nim samochód zabil pieska sąsiadów. Dobrze, ze chociaż nie o tej samej godzinie. Na naszym parterze nie ma już żadnego zwierzątka.
A zeby było śmieszniej, to równo miesiąc po nim samochód zabil pieska sąsiadów. Dobrze, ze chociaż nie o tej samej godzinie. Na naszym parterze nie ma już żadnego zwierzątka.
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...

