Ja mowiac szczerze rozczarowana jestem bardzo i schroniskiem i ta dziwna niby fundacja prowadzą ni to schronisko, ni to dom tymczasowy. Oni, ci, którzy w swoim mniemaniu sa wielkimi znawcami tematu, nie mają zielonego pojęcia o naturze kota. To, ze te, co sa w kupie niby się razem bawia, robia do jednej kuwety, bedac już u właściciela, w domu, we dwójkę a nie z wszystkimi na kupie, beda się zupełnie inaczej zachowywać. Tak, jak Fruu pisze, jedna kuweta nie przejdzie, jedna miska tez. W schronisku przechodzi, bo nie ma innego wyjścia, a gdzieś się załatwić trzeba. Moja babcia dostała kiedyś od Gucwinskich dwa koty syjamskie. Niby rodzeństwo. Jak byly razem, to nie można ich bylo samych w domu zostawić, tak wariowaly. Nawet firany potrafily pozrywac z karnisza. Jednego trzeba było oddać. Wtedy byl spokoj, a Kubuś, ten który został byl do rany przyłóż. Jego siostra po rozdzieleniu z bratem też znormalniala.
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...

