10-02-2025, 15:14
Moj Eryk to byl typowym jedynakiem. I nawet focha potrafil strzelac. Jedyna osobą, która robiła z nim co tylko chciala byla córka. Mogła go tarmosic, głaskać, wyrzucać z pokoju, totalnie wszystko i on jej nic nie robil. I umieral praktycznie na jej brzuchu. Tylko na sam koniec poszedł do pana na ręce. A ja to bylam od karmienia. Ale nieraz jak czul ze mnie boli brzuch, to się polozyl i wyciagal bol. Kochane kocisko bylo.
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...

