23-04-2025, 15:51
Podzielę się moją historią. Zrobię to w skrócie, bo znacie temat to nie będzie wiadomo o czym piszę.
Pierwsze objawy -czyli do palenie w nogach , ból , nie mogłam nimi poruszać bo chyba by odpadły, - pojawiły się tak jakby w międzyczasie życia, bo tylko na dobę , i minęly samoistnie. Był wtedy u mnie wtedy taki starszy lekarz, wojskowy . Obejrzal mnie i stwierdził że to za wcześnie na taką chorobę u tak młodej osoby. Miałam 24 lata i dwoje dzieci.
Minęły 4 , urodzilam trzecie dziecko. I gdy moja pociecha miała 5 miesięcy, choroba uderzyła z całą mocą. Rzut gonił rzut. Kilka tygodni nie chodziłam , potem na czworakach, potem trzymając się mebli , czy opierając ręce na ramionkach czterolatka do łazienki. On do tej pory pamięta że z mamą bawił się w pociąg do WC.Miałam małe dziecko którego nie mogłam wziąć na ręce, bo nie czułam rąk.
Moje życie zeszło na podłogę. Dosłownie. Mąż jechał do pracy a my na podłogę. Starsze dzieci (7 i 4 latka), bawiły małą , podgrzewaly mleko -bòg zapłać wynalazcy podgrzewaczy do mleka. To było 32 lata temu.
Jeździłam , a raczej byłam wożona do lekarza. To był człowiek z potężną wiedzą. Postawił mnie na nogi. Wychowałam dzieci, chodzę , zrobiłam prawo jazdy. I powiem wam że nauczyłam się z tym żyć. Tamten lekarz mnie nauczył. Jak biadolilam przed pierwszymi swietami jakie były , że ludzie sprzątają, myją okna , pieką ciasta itd , a ja nie mogę, to mi powiedział, że w święta nie są ważne potrawy , tylko uśmiechnieta mama. I ja mu uwierzylam. Wiele takich porad życiowych mi zaszczepił. .
Kiedyś zapytała mnie ta moja najmłodsza pociecha , czy nie żałuję że jestem chora.Ja już miałam wyrobiony jako taki pogląd na tę moją chorobę. I powiedzialam jej że nie. Bo jestem w domu gdy wracają że szkół czy pracy. Że nawet jak nie ma obiadu, to ja jestem. Że nawet jak nie jest pozmywane, to ja jestem.
Teraz mam już 2 wnuczki 5,6 lat.
Mam bardzo krótkoterminowe marzenia. Najpierw żeby zobaczyc jak moje dzieci szły do szkoły. Potem żeby cieszyć się z ich osiągnięć. Doczekałam tego.
I wciąż jestem.
Ta choroba wymaga egoistycznego podejścia. To ja mam zrobić wszystko żeby być na chodzie. Żeby nikogo nie obarczyć swoimi ograniczeniami.
Żeby nie musialy o mnie myśleć "znów trzeba do niej iść" .
Wnioski?
Cieszmy się że śpiewają ptaki, że pada deszcz, że rano sama własnoręcznie mogę się ubrać. Cała reszta w ciągu dnia to bonusy.
Pozdrawiam
Pierwsze objawy -czyli do palenie w nogach , ból , nie mogłam nimi poruszać bo chyba by odpadły, - pojawiły się tak jakby w międzyczasie życia, bo tylko na dobę , i minęly samoistnie. Był wtedy u mnie wtedy taki starszy lekarz, wojskowy . Obejrzal mnie i stwierdził że to za wcześnie na taką chorobę u tak młodej osoby. Miałam 24 lata i dwoje dzieci.
Minęły 4 , urodzilam trzecie dziecko. I gdy moja pociecha miała 5 miesięcy, choroba uderzyła z całą mocą. Rzut gonił rzut. Kilka tygodni nie chodziłam , potem na czworakach, potem trzymając się mebli , czy opierając ręce na ramionkach czterolatka do łazienki. On do tej pory pamięta że z mamą bawił się w pociąg do WC.Miałam małe dziecko którego nie mogłam wziąć na ręce, bo nie czułam rąk.
Moje życie zeszło na podłogę. Dosłownie. Mąż jechał do pracy a my na podłogę. Starsze dzieci (7 i 4 latka), bawiły małą , podgrzewaly mleko -bòg zapłać wynalazcy podgrzewaczy do mleka. To było 32 lata temu.
Jeździłam , a raczej byłam wożona do lekarza. To był człowiek z potężną wiedzą. Postawił mnie na nogi. Wychowałam dzieci, chodzę , zrobiłam prawo jazdy. I powiem wam że nauczyłam się z tym żyć. Tamten lekarz mnie nauczył. Jak biadolilam przed pierwszymi swietami jakie były , że ludzie sprzątają, myją okna , pieką ciasta itd , a ja nie mogę, to mi powiedział, że w święta nie są ważne potrawy , tylko uśmiechnieta mama. I ja mu uwierzylam. Wiele takich porad życiowych mi zaszczepił. .
Kiedyś zapytała mnie ta moja najmłodsza pociecha , czy nie żałuję że jestem chora.Ja już miałam wyrobiony jako taki pogląd na tę moją chorobę. I powiedzialam jej że nie. Bo jestem w domu gdy wracają że szkół czy pracy. Że nawet jak nie ma obiadu, to ja jestem. Że nawet jak nie jest pozmywane, to ja jestem.
Teraz mam już 2 wnuczki 5,6 lat.
Mam bardzo krótkoterminowe marzenia. Najpierw żeby zobaczyc jak moje dzieci szły do szkoły. Potem żeby cieszyć się z ich osiągnięć. Doczekałam tego.
I wciąż jestem.
Ta choroba wymaga egoistycznego podejścia. To ja mam zrobić wszystko żeby być na chodzie. Żeby nikogo nie obarczyć swoimi ograniczeniami.
Żeby nie musialy o mnie myśleć "znów trzeba do niej iść" .
Wnioski?
Cieszmy się że śpiewają ptaki, że pada deszcz, że rano sama własnoręcznie mogę się ubrać. Cała reszta w ciągu dnia to bonusy.
Pozdrawiam

