17-07-2025, 19:29
Moi drodzy, dopiero dziś w miarę spokojnie mogę napisać co mi się przytrafiło. W poniedziałek spłonęła część naszego baru, a właściwie jego serce czyli kuchnia. Wszystkie moje dziewczyny natychmiast przyjechały, mój syn i wszyscy bracia motocyklowi z klubu, żeby pomóc ratować co się da. Jak ich wszystkich zobaczyłam to się rozbeczałam… Jedna dziewczyna przyjechała z mężem, brat klubowy z żoną, przyjechała była pracownica…Od wtorku siedzimy na telefonie – Pan Mąż szuka firmy do remontu i elektryki, a ja staram się załatwić odszkodowanie i ulgi w zusie/specjalnie napisałam małą literą/. Dziś już ekipy remontowe są, ale nie można wejść, bo rzeczoznawca będzie dopiero 22.07 i to po moim interwencyjnym telefonie, że nie możemy tak długo czekać, bo każdy dzień jest dla nas stratą. No i zaczęła się wymiana korespondencji. Zdjęcia, wyszukiwanie faktur potwierdzających zakup wyposażenia, umowy, ewidencje… Zgromadziłam je dziś i teraz jeszcze muszę wypełnić jakieś tabelki.
Z zusem jeszcze gorzej, chcę tylko odroczyć zapłatę składki za jeden miesiąc…jak mi przysłali dokumenty do wypełnienia i udokumentowania wszystkiego co mam, a nawet czego nie mam 3 lata do tyłu to znajdę inny sposób.
Najważniejsze i najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że nie zostaliśmy sami z tą tragedią i okazało się, że mamy tylu wspaniałych znajomych, którzy zaoferowali swoją pomoc.
Znając mojego Pana Męża i mój upierdliwy do bólu charakter w walce „o swoje” powinniśmy ruszyć niebawem.
Z zusem jeszcze gorzej, chcę tylko odroczyć zapłatę składki za jeden miesiąc…jak mi przysłali dokumenty do wypełnienia i udokumentowania wszystkiego co mam, a nawet czego nie mam 3 lata do tyłu to znajdę inny sposób.
Najważniejsze i najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że nie zostaliśmy sami z tą tragedią i okazało się, że mamy tylu wspaniałych znajomych, którzy zaoferowali swoją pomoc.
Znając mojego Pana Męża i mój upierdliwy do bólu charakter w walce „o swoje” powinniśmy ruszyć niebawem.

