21-07-2025, 23:11
Jak nie pożar w poniedziałek to zalanie. Dziś u nas było 34 stopnie, w sypialni na górze sauna więc Pan Mąż poszedł otworzyć okna umieszczone na spadzistym dachu. Potem rozpętała się burza i tak sobie lał deszcz. Nie wiem ile czasu minęło, jak mówię ”mamy okna na górze otwarte”. I bieg, a w pokoju…pływa sobie woda tak mniej więcej do połowy pomieszczenia. Najbardziej to chyba się ucieszyły kwiaty to podlała je deszczówka
. No i mop i szmaty w dłoń i zaczynamy… Dywaniki, z których lała się woda zniesione na dół i wyniesione na taras, a tym samym podłoga na dole mokra. Nie ma to jak mycie podłogi o 22.30. Na to wszystko wyłączyli prąd. Kot wrócił w stanie wskazującym na nasiąknięcie deszczem
. Piękna nasza Szeflera/kwiat/ wywaliła się na tarasie tak wiał wiatr. Ogólnie…całkiem udany wieczór.
Chyba zacznę nie lubić poniedziałku.
. No i mop i szmaty w dłoń i zaczynamy… Dywaniki, z których lała się woda zniesione na dół i wyniesione na taras, a tym samym podłoga na dole mokra. Nie ma to jak mycie podłogi o 22.30. Na to wszystko wyłączyli prąd. Kot wrócił w stanie wskazującym na nasiąknięcie deszczem
. Piękna nasza Szeflera/kwiat/ wywaliła się na tarasie tak wiał wiatr. Ogólnie…całkiem udany wieczór.
Chyba zacznę nie lubić poniedziałku.
