29-10-2025, 11:31
Masakra. Ja byłam u niej raz. Wpisała mnie na listę oczekujących na lek, po półtora roku zadzwoniła, że się dostałam, ale odmówiłam bo już byłam leczona. I tyle miałam z nia wspólnego. Z dokumentami medycznymi też miałam taką sytuację. Papiery mojej Igi powędrowały do innej kobiety, a ona przez masenger dała mi znać. Pojechaliśmy do ośrodka i Partner poszedł i do rejestracji i poprosił o wgląd do kartoteki dziecka. Babka do niego, że potrzebuje dowód bo jest rodo i te sprawy. Wielkie oczy zrobiła jak tam nic nie było a Partner nic jej nie powiedział. Następnego dnia dzwoniła już do nas sama lekarka i próbowała wyjaśnić.
Umysł przypomina żyzny ogród, którym trzeba się codziennie zajmować, aby kwitł. - A. de Mello

