16-01-2026, 10:48
A ja ostatnio miałam pewne przemyślenia. Kiedyś lubiłam śnieg i mróz. Dlatego teraz myślałam, że się nie dam. Któregoś dnia ubrałam się ciepło i pójdę na spacer. No i okazuje się, że to chyba SM zabiera radość z mrozu. Lekarce powiedziałam że bez odpoczynku przejdę 1 km, a tu nagle 800 metrów i szukam miejsca, żeby usiąść, bo nie bardzo są siły. Patrzę na tych ludzi, na dzieci na sankach i siedzę na zimnej ławce, bo nogi nagle stały się ciężkie. I tak jeszcze dwa razy zanim do domu doszłam. No i na tej ławeczce wspominałam sobie, że kiedyś spacer był terapią, szło się gdzie nogi poniosą i nie trzeba było odpoczynku. Nostalgia przed czterdziestką. Doczytałam potem, że na mrozie przy SM mogą się mięśnie bardziej napinać i to jakoś pasowało do mojej wycieczki. Do tego bóle, które podobno przy SM nie występują i zmęczenie z rana. Niby mam lek przeciwbólowy, ale znów wyraźnie czuję skutki uboczne, więc nie wiem już co gorsze. Na urlopie tyle tego nie ma, wychodzi na to, że psychika ma fatalny wpływ na chorobę i najlepszym środkiem na ból i dolegliwości jest odpoczynek, tylko jak to zrobić przy codziennych obowiązkach i pracy? Tak sobie pomarudzę czasem i jakoś łatwiej jechać dalej.

