26-01-2026, 23:58
Cześć towarzyszki i towarzysze niedoli
Lada moment minie 9 lat odkąd biorę Tecfiderę. Przez ten czas przybyły mi łącznie 3 nowe, nieświecące zmiany (jedna w pierwszym roku, jedna po ciąży i jedna w najnowszym, tegorocznym rezonansie). Rzutów nie miałam (z wyjątkiem PZNW w pierwszym roku leczenia), EDSS 1,5. Mimo, że mój stan wydaje się stabilny to czuję, że chyba pora na zmianę leków. Ta nowa zmiana bez rzutu i jakiś niepokój związany z subtelnymi objawami PZNW od dwóch dni (to równie dobrze może być moja schiza) kierują moje myśli w stronę rozważenia nowych leków - a tych w programie lekowym nie brakuje. Pamiętam, że tych 9 lat temu dałabym się pokroić za leki doustne zamiast zastrzyków, ale męczy mnie już powoli pilnowanie tych leków dwa razy dziennie, kombinowanie jak połączyć leki na czczo z lekami "z solidnym posiłkiem", wiem, problemy pierwszego świata... Jak myślicie, czy taki stan jaki opisuję jest normalnym przebiegiem SM na dobrze działających lekach, i nie ma zmiłuj, czasem coś się musi pogorszyć, bo taki urok tej choroby, czy jednak myśleć o lekkiej eskalacji leczenia? Dużo się zmieniło w programach lekowych, wiem też, że lekarze mają większą swobodę w doborze terapii, ale no właśnie... Zmieniać, nie zmieniać? A jeśli zmieniać to na co? Czy któraś, któryś z Was eskalował z Tecfidery na coś lepszego? Czy może lepiej się trzymać dobrze tolerowanego leku dającego względną stabilizację?
Lada moment minie 9 lat odkąd biorę Tecfiderę. Przez ten czas przybyły mi łącznie 3 nowe, nieświecące zmiany (jedna w pierwszym roku, jedna po ciąży i jedna w najnowszym, tegorocznym rezonansie). Rzutów nie miałam (z wyjątkiem PZNW w pierwszym roku leczenia), EDSS 1,5. Mimo, że mój stan wydaje się stabilny to czuję, że chyba pora na zmianę leków. Ta nowa zmiana bez rzutu i jakiś niepokój związany z subtelnymi objawami PZNW od dwóch dni (to równie dobrze może być moja schiza) kierują moje myśli w stronę rozważenia nowych leków - a tych w programie lekowym nie brakuje. Pamiętam, że tych 9 lat temu dałabym się pokroić za leki doustne zamiast zastrzyków, ale męczy mnie już powoli pilnowanie tych leków dwa razy dziennie, kombinowanie jak połączyć leki na czczo z lekami "z solidnym posiłkiem", wiem, problemy pierwszego świata... Jak myślicie, czy taki stan jaki opisuję jest normalnym przebiegiem SM na dobrze działających lekach, i nie ma zmiłuj, czasem coś się musi pogorszyć, bo taki urok tej choroby, czy jednak myśleć o lekkiej eskalacji leczenia? Dużo się zmieniło w programach lekowych, wiem też, że lekarze mają większą swobodę w doborze terapii, ale no właśnie... Zmieniać, nie zmieniać? A jeśli zmieniać to na co? Czy któraś, któryś z Was eskalował z Tecfidery na coś lepszego? Czy może lepiej się trzymać dobrze tolerowanego leku dającego względną stabilizację?

