21-05-2026, 09:30
Chyba mam koklusz. Oczywiście nikt nie robi żadnych testów, wymazów itp. Wszystkie laboratoria obdzwonione i nic. Biorę od poniedziałku antybiotyk i jest troszkę lepiej. Ale kolejna nocka przekaszlana. Dusi jak diabli i powietrza nie mogę złapać. A jeszcze pani w szpitalu focha strzeliła, że nie przyjechałam na rezonans. Wszystko odwołałam, tak, jak mnie poinstruowała sekretarka na neurologii. Oczywiście okazało się, że mi źle powiedziała, bo chciała chyba odsunąć to od siebie. Widziałam przez dwa dni po 6 godzin na telefonie. Oczywiście z rejestracją rezonansu nie udało się połączyć. Znalazłam jakiś numer do sekretariatu radiologii i Pani mi to odwołała. We wtorek zadzwoniłam do lekarki od programu, żeby mi wyznaczyła nowy termin rezonansu, a ta z fochem, że mogłam poinformować, że mnie nie będzie. O jak mnie to wkurzyło. Wydarlam się, że sekretarka neurologii poinstruowała mnie, że mam to odwoływać w rejestracji radiologii. Jak chce zobaczyć, ile czasu straciłam, to mogę jej bilingi wysłać. Po za tym sama sobie tego nie wymyśliłam, tylko sekretarka mi powiedziała co mam zrobić. Rozmowy są chyba nagrywane, to niech sobie odsłucha, a nie wariata ćwiczy. Z laską dostałam termin na 5 lipca. I powinnam przyjechać. Ja jej mówię, że jaki to byłby sens, jak się co chwilę duszę i kaszlę. Beznadzieja.
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...

