10-06-2026, 19:21
Bubka udostępniłam na fajsie.
-----------------------------------------------
Konga - dokładnie tak jest, chodzę z chodzikiem, a w poniedziałek przymierzyłam się do kul i cały czas nacisk na ręce i nogi. Wieczorem pieką.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Lusia - masz rację, nic mi tak nie pomogło, jak płakanie nad własną bezradnością, niemożnością schylenia się, jak coś spadnie.
Ale od poniedziałku mam tyle energii, że staram się wszystko robić sama.
Najważniejsze, że szwy zdjęte, ale i tak założyli mi jeszcze takie cieniutkie plasterki na 5 dni. Prywatna klinika to zupełne inny świat. Przyszedł lekarz, nie bardzo rozumiał dlaczego przepisali mi tylko 10 zastrzyków przeciwzakrzepowych, bo przy tak inwazyjnej operacji powinnam wziąć jeszcze 30.
Teraz trwa batalia o odszkodowanie. Za operację, pobyt w szpitalu i NW wypłacili, ale za trwały uszczerbek na zdrowiu już kombinują. Chcą ode mnie Kartę medycznych czynności ratunkowych, kopię dokumentacji medycznej z udzielenia pierwszej pomocy,
kopię historii choroby z leczenia ambulatoryjnego i kopię karty wyjazdowej z Pogotowia Ratunkowego. Przecież ja nie wyjechałam z pogotowia!
Wysłałam im już wypis ze szpitala, ale jakie leczenie ambulatoryjne? W mojej przychodni nie mają odnotowanego w systemie wezwania karetki, a powinno być, ale wszystko poszło do szpitala. Dodzwonić się do szpitala graniczy z cudem.
-----------------------------------------------
Konga - dokładnie tak jest, chodzę z chodzikiem, a w poniedziałek przymierzyłam się do kul i cały czas nacisk na ręce i nogi. Wieczorem pieką.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Lusia - masz rację, nic mi tak nie pomogło, jak płakanie nad własną bezradnością, niemożnością schylenia się, jak coś spadnie.
Ale od poniedziałku mam tyle energii, że staram się wszystko robić sama.
Najważniejsze, że szwy zdjęte, ale i tak założyli mi jeszcze takie cieniutkie plasterki na 5 dni. Prywatna klinika to zupełne inny świat. Przyszedł lekarz, nie bardzo rozumiał dlaczego przepisali mi tylko 10 zastrzyków przeciwzakrzepowych, bo przy tak inwazyjnej operacji powinnam wziąć jeszcze 30.
Teraz trwa batalia o odszkodowanie. Za operację, pobyt w szpitalu i NW wypłacili, ale za trwały uszczerbek na zdrowiu już kombinują. Chcą ode mnie Kartę medycznych czynności ratunkowych, kopię dokumentacji medycznej z udzielenia pierwszej pomocy,
kopię historii choroby z leczenia ambulatoryjnego i kopię karty wyjazdowej z Pogotowia Ratunkowego. Przecież ja nie wyjechałam z pogotowia!
Wysłałam im już wypis ze szpitala, ale jakie leczenie ambulatoryjne? W mojej przychodni nie mają odnotowanego w systemie wezwania karetki, a powinno być, ale wszystko poszło do szpitala. Dodzwonić się do szpitala graniczy z cudem.

