Miriam ja leczę się w szpitalu na szwajcarskiej. Polecił mi ten szpital mój neurolog (swojego prowadzącego mam w Koninie). Dlatego właśnie tam się zgłosiłam. Kolejki nie było wcale. Pojechałam tam w kwietniu ze wszystkimi papierami a w połowie maja juz przyjęli mnie na oddział żeby zrobić wszystkie badania (rezonans miałam już nieważny) i do domu wróciłam juz z lekami. Jestem bardzo zadowolona. Jak jeżdżę po leki to właśnie dużo osób mówi o tym ze w MSW i na Przybyszewskiego są kolejki bo ludzie uparli sie ze tam jest lepiej. A ostatnio spotkałam panią która mówiła ze była kilka razy w szpitalu na Przybyszewskiego i powiedziała ze więcej tam nie pójdzie bo na szwajcarskiej jest o wiele lepiej. Ja nie mam porównania bo to mój pierwszy szpital w poznaniu ale w porównaniu do konina to tam jest o wiele lepiej.
A skąd jesteś Miriam? Gdzie się leczysz?
Baryla u mnie w szpitalu nie było możliwości wyboru leku. A jak byłam tam podczas ostatniego rzutu w październiku i rozmawialam z lekarzem o lekach to np tecfidery w ogóle nie mieli. A jeśli chodzi o miejsca w tym akurat szpitalu to pierwszy raz dzwonili do mnie pół roku po diagnozie ze jest miejsce. Wtedy się nie zakwalifikowałam bo nie miałam udokumentowanych dwóch rzutów (wtedy było to jeszcze wymagane) a powiedzieli ze ilości zmian w rezonansie nie mogą brać pod uwagę. Kolejny raz zadzwonili dopiero rok później ze znowu jest miejsce. Wtedy nie poszłam bo byłam krótko po porodzie i karmiłam piersią. I za to zostałam wykreślona z listy oczekujących. Ponownie na listę wpisali mnie dopiero podczas tego ostatniego rzutu. Ale ze względu na ilość osób przede mną zgłosiłam się do innego szpitala. Tam musiałabym czekać kilka lat albo nawet nie dostałabym się wcale... także nie wszędzie jest tak fajnie...
A skąd jesteś Miriam? Gdzie się leczysz?
Baryla u mnie w szpitalu nie było możliwości wyboru leku. A jak byłam tam podczas ostatniego rzutu w październiku i rozmawialam z lekarzem o lekach to np tecfidery w ogóle nie mieli. A jeśli chodzi o miejsca w tym akurat szpitalu to pierwszy raz dzwonili do mnie pół roku po diagnozie ze jest miejsce. Wtedy się nie zakwalifikowałam bo nie miałam udokumentowanych dwóch rzutów (wtedy było to jeszcze wymagane) a powiedzieli ze ilości zmian w rezonansie nie mogą brać pod uwagę. Kolejny raz zadzwonili dopiero rok później ze znowu jest miejsce. Wtedy nie poszłam bo byłam krótko po porodzie i karmiłam piersią. I za to zostałam wykreślona z listy oczekujących. Ponownie na listę wpisali mnie dopiero podczas tego ostatniego rzutu. Ale ze względu na ilość osób przede mną zgłosiłam się do innego szpitala. Tam musiałabym czekać kilka lat albo nawet nie dostałabym się wcale... także nie wszędzie jest tak fajnie...

