08-01-2018, 11:56
Basiu,
Ja w momencie diagnozy miałam 31 lat, rok wcześniej zrobiłam doktorat, zaczynałam nową pracę i było dla mnie oczywiste, że muszę tam o tym powiedzieć. Nigdy nie ukrywałam choroby, mówię o tym normalnie, bo to część mojego życia, ktoś ma dzieci albo zepsuty samochód, a ja mam SM, mówię o tym tak samo. Z tym, że z racji wieku obracałam się już wtedy wśród ludzi raczej dojrzałych. Nie wiem, jak na taką wiadomość mogą zareagować inne dwudziestolatki.
Natomiast mogę Ci doradzić coś ważnego z punktu widzenia wykładowcy. Jeśli pojawią się u Ciebie jakieś problemy, rzut albo gorsze samopoczucie (czego Ci broń Boże nie życzę!), które mogą spowodować zaległości na uczelni, to od razu powiedz o tym prowadzącemu i ustal z nim formę i czas odrobienia tych zaległości. Wykładowcy raczej mają dużo zrozumienia dla problemów zdrowotnych studentów. A wierz mi, że nic mnie tak nie wkurza, jak osobnicy, którzy pojawiają się w semestrze na zajęciach raz albo dwa razy, po czym zjawiają się w sesji, żeby im zaliczyć przedmiot, bo "oni chorują". Jestem wówczas pewna, że bujają i próbują mnie wziąć na litość. I odsyłam delikwentów na drzewo
. Nie popełniaj tego błędu!
Ja w momencie diagnozy miałam 31 lat, rok wcześniej zrobiłam doktorat, zaczynałam nową pracę i było dla mnie oczywiste, że muszę tam o tym powiedzieć. Nigdy nie ukrywałam choroby, mówię o tym normalnie, bo to część mojego życia, ktoś ma dzieci albo zepsuty samochód, a ja mam SM, mówię o tym tak samo. Z tym, że z racji wieku obracałam się już wtedy wśród ludzi raczej dojrzałych. Nie wiem, jak na taką wiadomość mogą zareagować inne dwudziestolatki.
Natomiast mogę Ci doradzić coś ważnego z punktu widzenia wykładowcy. Jeśli pojawią się u Ciebie jakieś problemy, rzut albo gorsze samopoczucie (czego Ci broń Boże nie życzę!), które mogą spowodować zaległości na uczelni, to od razu powiedz o tym prowadzącemu i ustal z nim formę i czas odrobienia tych zaległości. Wykładowcy raczej mają dużo zrozumienia dla problemów zdrowotnych studentów. A wierz mi, że nic mnie tak nie wkurza, jak osobnicy, którzy pojawiają się w semestrze na zajęciach raz albo dwa razy, po czym zjawiają się w sesji, żeby im zaliczyć przedmiot, bo "oni chorują". Jestem wówczas pewna, że bujają i próbują mnie wziąć na litość. I odsyłam delikwentów na drzewo
. Nie popełniaj tego błędu!

