Liczba postów: 8
Liczba wątków: 2
Dołączył: Lut 2018
Reputacja:
0
Witam mam na imie Karolina i mam 26 lat , a na SM choruje od 12 lat.
Takie pytanie co myślicie czy ludzie chorzy na SM powinni wiązać się że zdrowymi ? Pytam tak z ciekawości bo ja już trochę przeszłam z ta choroba i dużo słyszałam. A wiem też sama po sobie jak byłam wytykana palcami "po co Ci to trzeba będzie z Nią siedzieć i takie tam " przykre , ale prawdziwe ...
Liczba postów: 2 097
Liczba wątków: 3
Dołączył: Gru 2017
Reputacja:
28
Oczywiście że tak. Nie szufladkuj sie jako chora. Nie wiem co w życiu przeszłaś ale wnioskuję że ciężko ci było. Moim zdaniem Trafiłaś na nieodpowiednią osobę. Jak można powiedzieć coś takiego. Każdy zasługuje na miłość. Mnie aż zatkało jak przeczytałam co napisałaś. Jestem w trochę innej sytuacji bo u mnie są wykryliSM po ślubie. Natomiast napiszę pokrótce moją historię może poprawi ci humor i doda trochę nadziei. To moje drugie małżeństwo. Mój pierwszy mąż zostawił mnie dla innej. Miałam wtedy 28 lat i byłam w ciąży. Staraliśmy się o dziecko dwa lata jak w końcu okazało się że jestem w ciąży bo dowiedziałam się że on już mnie nie kocha. Zostawił mnie w ciąży z długami .Musiałam wrócić do rodziców do rodzinnego miasta. Bedac w ciąży poznałam mojego obecnego męża. Po trzech miesiącach znajomości zamieszkaliśmy razem. On chciał i przysposobił mojego syna. Pierwszy mąż nigdy nie widział synka. Jak Widzisz ułożyłam sobie życie jestem szczęśliwa. Mój obecny Małżonek miłość mojego życia wspiera mnie I dodaje nadziei że będzie dobrze. Dla niego moja choroba to nie problem. Mam na myśli że nie zmienił się jego stosunek do mojej osoby. Biorąc pod uwagę to że nasz synek ma zaburzenia autystyczna a u mnie wykryli SM a mimo to mój mąż ani przez sekundę nie pomyślał że nie warto się nami zajmować opiekować . Jego pierwsze słowa potem jak dowiedzieliśmy się że mam stwardnienie to ania co się martwisz ja się nigdzie nie wybieram jestem i będę. Nie wiem Karolina jaką jesteś osobą ale osobiście uważam że każdy zasługuje na szczęście. Ty rowniez! Glowa dobgory
Liczba postów: 8
Liczba wątków: 2
Dołączył: Lut 2018
Reputacja:
0
Dziękuję bardzo za dobre słowa
Liczba postów: 1 509
Liczba wątków: 39
Dołączył: Lip 2016
Reputacja:
12
Karola trzeba próbować przecież nikt nie każe Ci się od razu wiązać. Trzeba żyć pełnią życia. Jesteś młoda żyj
Liczba postów: 29
Liczba wątków: 4
Dołączył: Gru 2017
Reputacja:
0
Mój narzeczony był przy mnie przy pierwszym rzucie i początkach diagnozy, wspierał i mimo tego, że wtedy byliśmy razem tylko 2 lata nie zostawil mnie. Na pewno znajdziesz kogoś wspaniałego, kto będzie Cie kochał mimo wszystko. Ważne jest abyś to Ty pochodziła do choroby spokojnie i pozytywnie, tak aby kandydat wiedział, że to nie koniec świata  jeszcze kiedyś będzie pięknie
Liczba postów: 8
Liczba wątków: 2
Dołączył: Lut 2018
Reputacja:
0
Liczba postów: 822
Liczba wątków: 191
Dołączył: Kwi 2016
Reputacja:
29
(27-02-2018, 10:17)Karolqa89 napisał(a): Witam mam na imie Karolina i mam 26 lat , a na SM choruje od 12 lat.
Takie pytanie co myślicie czy ludzie chorzy na SM powinni wiązać się że zdrowymi ? Pytam tak z ciekawości bo ja już trochę przeszłam z ta choroba i dużo słyszałam. A wiem też sama po sobie jak byłam wytykana palcami "po co Ci to trzeba będzie z Nią siedzieć i takie tam " przykre , ale prawdziwe ...
SM nie odbiera prawa do realizacji marzeń, szukania szczęścia, kochania i bycia kochaną/kochanym. Wiem, że to frazes. Ale skoro nikt z nas nie wybierał sobie choroby, zdarzyła się, trudno - trzeba (tzn. nie trzeba, ale naprawdę warto) próbować normalnie z nią żyć.
Nawet jak na naszej drodze spotykamy ludzi, dla których SM stanowi problem.
Wydaje mi się, że w dużej mierze to jak traktuje chorobę nasze otoczenie - może zależeć od nas. Ja od początku nie ukrywam, że mam SM. Nie traktuję tego też jak końca świata, co najwyżej pewne utrudnienie. Nie raz śmieję się z choroby, nie raz denerwuję jak czegoś nie mogę zrobić w pełni tak, jakbym chciała. Traktuję to jak każdy inny aspekt życia. Jak ktoś pyta o chorobę- odpowiadam. Czasem na głupie pytania też ("jak długo będziesz mogła jeszcze chodzić"...).
Zazwyczaj wynikają z niewiedzy lub dziwnej ciekawości, a nie ze złej woli czy chęci sprawienia przykrości.
Raz, naprawdę raz, w ciągu 6 lat od diagnozy spotkałam się z niechęcią wynikającą z tego, że jestem chora. Właśnie od osoby z otoczenia mojego partnera. Natomiast temat został przez niego tak szybko ucięty, że ta osoba resztę ewentualnych komentarzy czy złotych myśli do dziś zachowuje dla siebie.
Ani przez moment nie przeszło mi przez głowę, że nie mam prawa to tego związku, bo mój parter jest zdrowy, a ja chora. Jemu też.
Za to dzięki (w pewnym sensie) chorobie spotkałam się naprawdę z dużą ilością fajnych reakcji. Już nie w kwestiach miłosnych, ale po prostu - międzyludzkich. Takiej zwykłej życzliwości. Albo to ja dzięki chorobie bardziej doceniam małe gesty.
Ludzie w większości są fajni. A tą resztą... szkoda zdrowia, żeby się przejmować.
Liczba postów: 189
Liczba wątków: 10
Dołączył: Cze 2017
Reputacja:
2
04-03-2018, 22:31
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04-03-2018, 22:34 przez Anna 888.)
Ja swojego narzeczonego poznałam juz po zachorowaniu , oczywiście nie chwale się moją chorobą wszystkim w koło , wiedzą o tym osoby z mojego najbliższego otoczenia , ale nie uważam abym była gorsza od innych , po prostu życie dało nam większe wyzwanie ... Narzeczonemu o chorobie powiedzałam wtedy kiedy widziałam że to nie jest zwykła znajomość tylko coś więcej -kocha mnie więc to zaakceptował
(01-03-2018, 22:31)Monika napisał(a): (27-02-2018, 10:17)Karolqa89 napisał(a): Witam mam na imie Karolina i mam 26 lat , a na SM choruje od 12 lat.
Takie pytanie co myślicie czy ludzie chorzy na SM powinni wiązać się że zdrowymi ? Pytam tak z ciekawości bo ja już trochę przeszłam z ta choroba i dużo słyszałam. A wiem też sama po sobie jak byłam wytykana palcami "po co Ci to trzeba będzie z Nią siedzieć i takie tam " przykre , ale prawdziwe ...
SM nie odbiera prawa do realizacji marzeń, szukania szczęścia, kochania i bycia kochaną/kochanym. Wiem, że to frazes. Ale skoro nikt z nas nie wybierał sobie choroby, zdarzyła się, trudno - trzeba (tzn. nie trzeba, ale naprawdę warto) próbować normalnie z nią żyć.
Nawet jak na naszej drodze spotykamy ludzi, dla których SM stanowi problem.
Wydaje mi się, że w dużej mierze to jak traktuje chorobę nasze otoczenie - może zależeć od nas. Ja od początku nie ukrywam, że mam SM. Nie traktuję tego też jak końca świata, co najwyżej pewne utrudnienie. Nie raz śmieję się z choroby, nie raz denerwuję jak czegoś nie mogę zrobić w pełni tak, jakbym chciała. Traktuję to jak każdy inny aspekt życia. Jak ktoś pyta o chorobę- odpowiadam. Czasem na głupie pytania też ("jak długo będziesz mogła jeszcze chodzić"...).
Zazwyczaj wynikają z niewiedzy lub dziwnej ciekawości, a nie ze złej woli czy chęci sprawienia przykrości.
Raz, naprawdę raz, w ciągu 6 lat od diagnozy spotkałam się z niechęcią wynikającą z tego, że jestem chora. Właśnie od osoby z otoczenia mojego partnera. Natomiast temat został przez niego tak szybko ucięty, że ta osoba resztę ewentualnych komentarzy czy złotych myśli do dziś zachowuje dla siebie.
Ani przez moment nie przeszło mi przez głowę, że nie mam prawa to tego związku, bo mój parter jest zdrowy, a ja chora. Jemu też.
Za to dzięki (w pewnym sensie) chorobie spotkałam się naprawdę z dużą ilością fajnych reakcji. Już nie w kwestiach miłosnych, ale po prostu - międzyludzkich. Takiej zwykłej życzliwości. Albo to ja dzięki chorobie bardziej doceniam małe gesty.
Ludzie w większości są fajni. A tą resztą... szkoda zdrowia, żeby się przejmować.  Zazdroszczę tego dystansu do choroby , ja najchętniej bym ja ukryła przed wszystkimi . Z takim podejściem napewno jest Ci łatwiej niz dal mnie...
Liczba postów: 258
Liczba wątków: 3
Dołączył: Maj 2020
Reputacja:
3
Ja tam w miłość nie wierzę. Nigdy nikogo nie miałem. Zawsze byłem sam, jestem sam i będę sam. Tym bardziej z chorobą, choć łagodną póki co.
Ale życzę szczęścia. Kobiety mają troszkę łatwiej, bo to One wybierają.
Liczba postów: 547
Liczba wątków: 11
Dołączył: Wrz 2018
Reputacja:
15
Z tą miłością to bywa różnie niestety. Jedna ode mnie uciekła, bo nie chciała być moją pielęgniarką. A druga przyszła i pójść nie chce. Tylko martwi się czasami bardziej ode mnie. Są ludzie, którym jak widać choroba przeszkadza. I są też ludzie, którzy gdy trzeba, to biorą "byka za rogi". Człowiek często w życiu potrzebuje kogoś. Tak po prostu i bez powodu. Dlatego uważam, że tak. Choroba to żadna przeszkoda.
|