Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Filozofia choroby
#11
A ja sie czuje bardziej pod presja. W pracy nikt nie wie. Po prostu jak czlowiek chcial byc uczciwy i sie przyznawal do choroby, to nikt nie chcial zatrudnicSmutny To sprawia, ze czuje sie samotnie ze swoimi problemami. Jak slysze, narzekania ludzi w pracy, ze tacy zmeczeni, ze dobrze, ze niedlugo weekend, a po pracy maja sile isc na impreze do poznych godzin nocnych czy raczej wczesnych godzin rannychUśmiech, to chyba jednak nie sa az tak bardzo zneczeni- raczej zmeczeni praca...Taki detal: zmeczenie, a zmeczenie.
Ogolnie mam wrazenie, ze choroba ukradla mi te najfajniejsze lata, czas gdy czlowiek sie ksztalci, podrozuje, rozwija zycie zawodowe.

Z drugiej strony, gdyby nie choroba, nie poznalabym pewnie swojego meza, wiec nie ma tego zlego... Uśmiech))
Odpowiedz
#12
Podzielę się moją historią. Zrobię to w skrócie, bo znacie temat to nie będzie wiadomo o czym piszę.
Pierwsze objawy -czyli do palenie w nogach , ból , nie mogłam nimi poruszać bo chyba by odpadły, - pojawiły się tak jakby w międzyczasie życia, bo tylko na dobę , i minęly samoistnie. Był wtedy u mnie wtedy taki starszy lekarz, wojskowy . Obejrzal mnie i stwierdził że to za wcześnie na taką chorobę u tak młodej osoby. Miałam 24 lata i dwoje dzieci.
Minęły 4 , urodzilam trzecie dziecko. I gdy moja pociecha miała 5 miesięcy, choroba uderzyła z całą mocą. Rzut gonił rzut. Kilka tygodni nie chodziłam , potem na czworakach, potem trzymając się mebli , czy opierając ręce na ramionkach czterolatka do łazienki. On do tej pory pamięta że z mamą bawił się w pociąg do WC.Miałam małe dziecko którego nie mogłam wziąć na ręce, bo nie czułam rąk.
Moje życie zeszło na podłogę. Dosłownie. Mąż jechał do pracy a my na podłogę. Starsze dzieci (7 i 4 latka), bawiły małą , podgrzewaly mleko -bòg zapłać wynalazcy podgrzewaczy do mleka. To było 32 lata temu.
Jeździłam , a raczej byłam wożona do lekarza. To był człowiek z potężną wiedzą. Postawił mnie na nogi. Wychowałam dzieci, chodzę , zrobiłam prawo jazdy. I powiem wam że nauczyłam się z tym żyć. Tamten lekarz mnie nauczył. Jak biadolilam przed pierwszymi swietami jakie były , że ludzie sprzątają, myją okna , pieką ciasta itd , a ja nie mogę, to mi powiedział, że w święta nie są ważne potrawy , tylko uśmiechnieta mama. I ja mu uwierzylam. Wiele takich porad życiowych mi zaszczepił. .
Kiedyś zapytała mnie ta moja najmłodsza pociecha , czy nie żałuję że jestem chora.Ja już miałam wyrobiony jako taki pogląd na tę moją chorobę. I powiedzialam jej że nie. Bo jestem w domu gdy wracają że szkół czy pracy. Że nawet jak nie ma obiadu, to ja jestem. Że nawet jak nie jest pozmywane, to ja jestem.
Teraz mam już 2 wnuczki 5,6 lat.
Mam bardzo krótkoterminowe marzenia. Najpierw żeby zobaczyc jak moje dzieci szły do szkoły. Potem żeby cieszyć się z ich osiągnięć. Doczekałam tego.
I wciąż jestem.
Ta choroba wymaga egoistycznego podejścia. To ja mam zrobić wszystko żeby być na chodzie. Żeby nikogo nie obarczyć swoimi ograniczeniami.
Żeby nie musialy o mnie myśleć "znów trzeba do niej iść" .
Wnioski?
Cieszmy się że śpiewają ptaki, że pada deszcz, że rano sama własnoręcznie mogę się ubrać. Cała reszta w ciągu dnia to bonusy.
Pozdrawiam
Odpowiedz
#13
I to jest prawda -  egoistyczne podejście, już nic nie muszę Uśmiech
Świetne podejście Renatko, narzekanie nic nie da, trzeba się pogodzić i żyć tak, jak się potrafi, cieszyć każdym dniem.
Ale swoje przeżyłaś - pełny szacunek przede wszystkim za to, że się nie poddałaś. I potwierdza się to, że siła psychiczna i wiara w siebie jest najlepszym "lekarstwem". A jeszcze, jak masz oparcie i zrozumienie w rodzinie to dopiero daje kopa do dalszej walki. 
Odpowiedz
#14
Renata60 ale piękna historia. Taka prawdziwa. Daj namiary na tego cudownego i empatycznego lekarza. Jeszcze tacy istnieją ?! Szok.
Odpowiedz
#15
Renata60, że piękna historia to już inni napisali ale wiesz co? Jestem optymistą. I to dużym. Nie grozi mi depresja spowodowana moją chorobą, czy raczej z jakiegokolwiek innego powodu, ale czytając twoją historię poczułem się... dobrze. Bo masz rację. "Cieszmy się że śpiewają ptaki, że pada deszcz, że rano sama własnoręcznie mogę się ubrać. Cała reszta w ciągu dnia to bonusy". Dziękuję
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości