Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Slyszal ktos
#1
Slyszal ktos cos takiego?
ja nie wiem co myslec, czesto mowie "nie" z tym ze robie to sarkastycznie a po chwili i tak robie to o co zostalem poproszony. 
Jestem najmlodszy i mam 4 rodzenstwa, do tej pory nie wiem czy moge wypada powiedziec "nie". 

na temat:
https://www.tiktok.com/@agnieszka777111/...oy3TLmLmzY
Odpowiedz
#2
Ileż w tym prawdy. Ale z drugiej strony wszystko się łatwo mówi, a w życiu jest niestety inaczej. Trudno małemu dziecku uświadomić, że nie musi się na wszystko zgadzać, bo to jeszcze za wcześnie. Kobiety - taka poniekąd jest nasza rola, mamy rodzinę i dbamy o nią. Ale rzeczywiście umiejętność odmawiania może być źle odczytana, dlatego tak zostaliśmy wychowani. Na szczęście już od dłuższego czasu coraz więcej ludzi staje się asertywnych, ale tego też trzeba się nauczyć. Zaczęłam się uczyć, jak skończyłam 50 lat. I teraz nie mam z tym problemu, nie robię niczego dla czyjejś przyjemności i nie interesuje mnie czy się na mnie obrazi. Taka umiejętność przychodzi z wiekiem. Będąc młodymi zależy nam na znajomościach, dobrych układach i może dlatego robimy coś wbrew sobie. Z latami to się zmienia.
To też zależy od tego kto i o co prosi. No...jest to temat do ciekawej dyskusji Uśmiech
Odpowiedz
#3
Czy bez tiktoka można jakoś odtworzyć materiał?
Odpowiedz
#4
Mi się nie udało :-(
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
#5
(18-08-2024, 16:02)yasmina napisał(a): Ileż w tym prawdy. Ale z drugiej strony wszystko się łatwo mówi, a w życiu jest niestety inaczej. Trudno małemu dziecku uświadomić, że nie musi się na wszystko zgadzać, bo to jeszcze za wcześnie. Kobiety - taka poniekąd jest nasza rola, mamy rodzinę i dbamy o nią. Ale rzeczywiście umiejętność odmawiania może być źle odczytana, dlatego tak zostaliśmy wychowani. Na szczęście już od dłuższego czasu coraz więcej ludzi staje się asertywnych, ale tego też trzeba się nauczyć. Zaczęłam się uczyć, jak skończyłam 50 lat. I teraz nie mam z tym problemu, nie robię niczego dla czyjejś przyjemności i nie interesuje mnie czy się na mnie obrazi. Taka umiejętność przychodzi z wiekiem. Będąc młodymi zależy nam na znajomościach, dobrych układach i może dlatego robimy coś wbrew sobie. Z latami to się zmienia.
To też zależy od tego kto i o co prosi. No...jest to temat do ciekawej dyskusji Uśmiech
To moja sytuacja jest taka, że mam 4 rodzenstwa i jestem najmłodszy
Co charakterystyczne u mnie to uciekanie w sarkazm. 
Przykład: Brat chce Mamie garaż sprzątać a ja mam powiedzieć "nie, mam inne plany". Oczywiście, że mówie tak i robie co trzeba, dlatego nauczyłem się mówić nie które i tak nie działało. Dlatego stosuje sarkazm, np. mama mówi "podasz mi wode, odpowiadam stanowczo nie" i od razu podaje... ^^
Wydaje mi się dobrym przykładem tutaj cytat z dr house:
Sarcasm, drugs, jokes - everything to avoid pain

(20-08-2024, 14:32)Akinom napisał(a): Mi się nie udało :-(

Wydaje mi się, że to zależy od przeglądarki. 
Ja w chrome oglądam bez logowania.
Wystarczy kliknąć w link



(20-08-2024, 09:29)Konga napisał(a): Czy bez tiktoka można jakoś odtworzyć materiał?
Wydaje mi się, że to zależy od przeglądarki. 
Ja w chrome oglądam bez logowania.
Wystarczy kliknąć w link
Odpowiedz
#6
Nie mam aplikacji TikTok.
U mnie otwiera się po kliknięciu w link, w przeglądarce Internet Explorer.

Yasmina ma rację, umiejętność mowienia "nie" przychodzi z wiekiem. Mi przyszła całkiem niedawno, po 40. Mówię "nie", ale w sposób asertywny. O wiele lepiej mi się teraz żyje. Bez wyrzutów sumienia. Bez poczucia konieczności bycia miłą, pomocną i zadowalającą wszytakich dookoła, oprócz siebie  Cwaniak

Olu edytowałam Twój post i usunęłam powtórzoną treść Uśmiech
Odpowiedz
#7
Udało mi się otworzyć film w przeglądarce na komórce, po prostu w opcjach (trzy kropki - mam chrome) trzeba wybrać - wersja na komputer.

Sama treść filmu o mówieniu "nie" jest jak najbardziej ważna. Albo zostaliśmy tak wychowani, że na wszystko się zgazamy albo tak jak było w filmiku - był to sposób na przeżycie dzieciństwa. Oczywiście należałam do tych osób, które w ogóle nie brało pod uwagę swojego zdania i samopoczucia. Robiłam wszystko dla innych. Natomiast ciągle pracuje nad tym na psychoterapii i jest teraz zupełnie inaczej.

Miałam sytuację w poprzedniej pracy, okres covidowy, kiedy inna pracowniczka chciała dorzucić naszemu działowi czyjąś pracę, bo akurat osoba była na zwolnieniu w szpitalu. Wtedy jeden z pierwszych razy, kiedy powiedziałam "nie". Oczywiście nie dlatego że mi się nie chciało, po prostu mieliśmy tyle zadań, że nie było miejsca na kolejne obowiazki. Obawiałam się, że w związku z tym będzie mi od tej pory ciężej współpracować z tą kobietą. Okazało się, że przy następnej konfrontacji ta pani normalnie ze mną rozmawiała, co więcej, miałam wrażenie że bardziej mnie szanuje, bo miałam odwagę powiedzieć "nie".

Bo to też nie chodzi, żeby wszystkim odmawiać. Tylko za każdym razem należy na pierwszym miejscu stawiać siebie. Nie chodzi o egoizm, tylko zwykłą matematykę, wykalkulować czy mam siłę i ochotę na jakąś czynność i czy nie ucierpi na tym nasze zdrowie i psychika. Dalej uważam, że dobrze jest pomagać, ale trzeba robić to z głową. Staram się stosować zasadę racjonalnego egoizmu, nie szkodzić innym ale przede wszystkim nie szkodzić sobie.

Natomiast rewelacje, że nie odmawianie innym jest przyczyną chorób autoimmunologicznych uważam za bardzo krzywdzące, bo może się pojawić myśl, że zachorowałam/em przez siebie i można było tego uniknąć. To może powodować żal i w sumie stres u chorych i wejście w tryb gdybania, a jakbym powiedział/a trzy "nie" mniej to nie byłoby choroby. 
Takie filmiki, również działają na szkodę chorujacych, bo mogą uznać że wystarczy mówić "nie" a wyzdrowieją. To może prowadzić do rezygnacji z leczenia, co dla mnie jest błędem.

Po prostu bardzo mnie to wkurza, bo nie uważam że sama sobie zapracowałam na chorobę. Po prostu tak się złożyło, wiele czynników wpłynęło na stan w jakim się znajduję i to był po prostu przypadek. Mam koleżankę, która wie że ma problem z mowieniem "nie", oczywiście pracuje nad tym, dzieciństwo też miała traumatyczne (chyba z 60% społeczeństwa takie miało) i jakoś nie choruje na SM. Gdyby przyczyna choroby byłaby tak banalna to było by więcej chorych, a jakiejś plagi nie widzę.

Nie neguję jednak jakichś alternatywnych rozwiązań. Jak dla mnie ważne jest pozostanie pod opieką lekarza, branie leków - jak jest takie zalecenie, a ponadto praca nad swoją psychiką albo we własnym zakresie (np. nauka asertywności) albo z terapeutą. Do tego można stosować co tylko się komu podoba bioenergoterapeutów, akupunkturę, medytację, cokolwiek co nam nie szkodzi, a może dodatkowo pomóc.
Odpowiedz
#8
Konga bardzo madre jest to co napisalas.

Gabor Mate bardzo lubie i poza jego wykladami takze przeczytalam jego ksiazke 'kiedy cialo mowi NIE'. Patrzac na historie moich rzutow i choroby mysle, ze moje cialo rzeczywiscie powiedzialo STOP jednak popadlam w to o czym mowisz ... w obwinianie i siebie i innych za to ze jestem chora. Mialam wrazenie, ze SM jest wina mojego zachowania i moich reakcji a raczej mojej poslusznosci, tlumienia emocji i pozwalania na krzywdzenie sie innym. Nie moglam sobie poradzic z tym by zmienic myslenie o 'przyczynach' SM wlasnie w takim swietle.
Odpowiedz
#9
To jest fantastyczne uczucie, kiedy uświadamiasz sobie, że nareszcie możesz powiedzieć NIE, ale tak, jak napisałam to przychodzi z wiekiem. Mało tego, kiedy uświadamiasz sobie, że nie zależy ci na opinii innych, że nie jesteś już zależna emocjonalnie ani psychicznie od innych, że jak im się nie podoba to mogą sobie pójść - przecież nie trzymasz ich na siłę.
Natomiast w sprawie wpływu mówienia NIE na choroby - chyba trochę racji w tym jest, ale tylko trochę i to ciągłe zgadzanie się na wszystko wbrew sobie na pewno ma wpływ na nasze zdrowie i nerwy. Pisałam, że nauczyłam się asertywności jak skończyłam 50 lat - poczułam się wolna, pomyślałam wtedy "to jest moje 5minut". Nie dźwigałam ciężaru odpowiedzialności za nikogo, byłam tylko nareszcie dla siebie. I miałam kompletnie wyrąbane czy ktoś mnie lubi, czy nie, jak mnie ocenia... Ale 3 lata później przyszła diagnoza sm. Myślę, że jednak ten ciężar dzieciństwa, jeszcze trudniejszej młodości, obowiązków, ustępowania musiało znaleźć swoje ujście.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości