28-12-2021, 00:01
Hej wszystkim, cieszę się, że znalazłem forum, na którym mógłbym zasięgnąć rady oraz trochę wyżalić się ze strachu, który ostatnio na mnie spadł. Wciąż nic nie wiadomo, więc nie chcę martwić teraz rodziny. No ale do rzeczy.
Jestem mężczyzną, mam 24 lata. Noszę okulary, mam siedzący tryb życia, zarówno praca jak i rozrywka odbywa się przed ekranem komputera, od roku nie miałem hantli w ręku; do niedawna całkiem kiepską dietę i uzależnienie od napojów energetycznych. Od jakiegoś czasu (ciężko mi określić jak długo dokładnie to trwa, może miesiąc, może dwa?) w życiu zaczął towarzyszyć mi niepokojący objaw: bardzo silne zawroty głowy. Na początku bagatelizowałem to: "Pewnie jestem głodny", albo "Pewnie za mało tlenu", albo "Pewnie za dużo komputera". Jak tylko zjadłem / otworzyłem okno / odszedłem od komputera, to zawroty głowy po jakimś czasie znikały. Działo się to może raz na tydzień. W końcu doszedłem do wniosku, że to może być przez uzależnienie od energetyków (mój organizm po prostu zmuszał mnie, abym pił co najmniej puszkę dziennie). Odstawiłem napoje energetyczne z dnia na dzień, jednak nie pomogło. Myślałem, że to może symptomy odstawienia, więc wracałem do picia np. pół puszki. Pomagało przez jakiś czas, ale też nie zawsze.
W końcu nadszedł tydzień, kiedy zawroty głowy były codziennie, bardzo silne. Uczucie helikoptera, jakby wariował błędnik. Spanie przestało pomagać. Dopiero podjąłem decyzję o wizycie lekarskiej. Dostałem lek, który biorę codziennie (Betaserc) i zawrotów głowy nie mam.
Badania młoteczkiem u neurologa, chodzenie z zamkniętymi oczami etc.: Wszystko bardzo dobrze.
Neurolog powiedział mi tak: Jeśli z badań krwi i moczu nic nie wyniknie, zrobić rezonans. Jest szansa, że to po prostu błędnik, może po prostu taka moja uroda, może to rzeczywiście tylko odstawienie energetyków.
Badania krwi: wszystko w normie.
Badania moczu: wszystko w normie.
Dostałem skierowanie na rezonans magnetyczny głowy z kontrastem i załatwiłem sobie termin na luty.
Na skierowaniu miałem napisane, że badanie ma być pod kątem sprawdzenia procesów demielinizacyjnych + ewentualne sprawdzenie jakichś nerwów.
Zacząłem sprawdzać co to ta cała demielinizacja, dowiedziałem się co to stwardnienie rozsiane i zacząłem się martwić. Dotarło do mnie, że mam też inne objawy:
- Drętwienie nóg. Zawsze myślałem, że to od zbyt długiego siedzenia w fotelu lub na toalecie. Już jako nastolatek drętwiały mi nogi, ale zawsze wydawało mi się, że wynikało to ze złej pozycji przy siedzeniu (np. siadanie po turecku w fotelu, podwijanie nóg pod tyłek etc.).
- Rozmyty obraz. Zawsze myślałem, że tak już mam, bo noszę okulary, a oczy po prostu mi się męczą od ekranów. Mam astygmatyzm, więc rozmyty obraz pojawiał się u mnie zawsze wtedy, gdy nadchodził czas zmienić szkła w okularach.
- Częste oddawanie moczu. Od jakiegoś czasu wydaje mi się, że za często oddaje mocz, a jak tylko skończę i wrócę do swoich zajęć, to znowu nachodzi mnie potrzeba. Z drugiej strony, mam to tylko po południu, poza domem praktycznie nie korzystam z toalet. Piję też dość dużo wody.
- Szumy uszne. Neurolog pytał mnie, czy miałem coś takiego i odpowiedziałem że nie. Dwa dni po wizycie pierwszy raz miałem taki pisk w prawym uchu, coś jak efekt dźwiękowy po wybuchu, występujący np. w filmach wojennych. Powtórzyło mi się to może raz, albo dwa razy w ciągu kilku następnych dni, zawsze przy prawym uchu.
Czekam więc na rezonans, a przez najbliższe dwa miesiące będę się pewnie martwił i zastanawiał się, czy to tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności, czy czeka mnie życie ze stwardnieniem rozsianym.
Tak jak mówiłem, piszę tutaj, bo nie chcę zamartwiać członków rodziny; szczerze nie wiem czy bardziej oczekuję jakiegoś wsparcia, czy może chłodnego spojrzenia na powyższe objawy. Czy może się okazać, że to będzie jakiś guz? Czy może się okazać, że "po prostu taka moja uroda"? Wiem, że WSZYSTKO może się okazać. Ale już szczerze nie wiem co gorsze, guz, stwardnienie, czy brak zdiagnozowania czegokolwiek?
Z góry dziękuję za przemyślenia, opinie i porady osób, które się tutaj wypowiedzą. Pozdrawiam.
Jestem mężczyzną, mam 24 lata. Noszę okulary, mam siedzący tryb życia, zarówno praca jak i rozrywka odbywa się przed ekranem komputera, od roku nie miałem hantli w ręku; do niedawna całkiem kiepską dietę i uzależnienie od napojów energetycznych. Od jakiegoś czasu (ciężko mi określić jak długo dokładnie to trwa, może miesiąc, może dwa?) w życiu zaczął towarzyszyć mi niepokojący objaw: bardzo silne zawroty głowy. Na początku bagatelizowałem to: "Pewnie jestem głodny", albo "Pewnie za mało tlenu", albo "Pewnie za dużo komputera". Jak tylko zjadłem / otworzyłem okno / odszedłem od komputera, to zawroty głowy po jakimś czasie znikały. Działo się to może raz na tydzień. W końcu doszedłem do wniosku, że to może być przez uzależnienie od energetyków (mój organizm po prostu zmuszał mnie, abym pił co najmniej puszkę dziennie). Odstawiłem napoje energetyczne z dnia na dzień, jednak nie pomogło. Myślałem, że to może symptomy odstawienia, więc wracałem do picia np. pół puszki. Pomagało przez jakiś czas, ale też nie zawsze.
W końcu nadszedł tydzień, kiedy zawroty głowy były codziennie, bardzo silne. Uczucie helikoptera, jakby wariował błędnik. Spanie przestało pomagać. Dopiero podjąłem decyzję o wizycie lekarskiej. Dostałem lek, który biorę codziennie (Betaserc) i zawrotów głowy nie mam.
Badania młoteczkiem u neurologa, chodzenie z zamkniętymi oczami etc.: Wszystko bardzo dobrze.
Neurolog powiedział mi tak: Jeśli z badań krwi i moczu nic nie wyniknie, zrobić rezonans. Jest szansa, że to po prostu błędnik, może po prostu taka moja uroda, może to rzeczywiście tylko odstawienie energetyków.
Badania krwi: wszystko w normie.
Badania moczu: wszystko w normie.
Dostałem skierowanie na rezonans magnetyczny głowy z kontrastem i załatwiłem sobie termin na luty.
Na skierowaniu miałem napisane, że badanie ma być pod kątem sprawdzenia procesów demielinizacyjnych + ewentualne sprawdzenie jakichś nerwów.
Zacząłem sprawdzać co to ta cała demielinizacja, dowiedziałem się co to stwardnienie rozsiane i zacząłem się martwić. Dotarło do mnie, że mam też inne objawy:
- Drętwienie nóg. Zawsze myślałem, że to od zbyt długiego siedzenia w fotelu lub na toalecie. Już jako nastolatek drętwiały mi nogi, ale zawsze wydawało mi się, że wynikało to ze złej pozycji przy siedzeniu (np. siadanie po turecku w fotelu, podwijanie nóg pod tyłek etc.).
- Rozmyty obraz. Zawsze myślałem, że tak już mam, bo noszę okulary, a oczy po prostu mi się męczą od ekranów. Mam astygmatyzm, więc rozmyty obraz pojawiał się u mnie zawsze wtedy, gdy nadchodził czas zmienić szkła w okularach.
- Częste oddawanie moczu. Od jakiegoś czasu wydaje mi się, że za często oddaje mocz, a jak tylko skończę i wrócę do swoich zajęć, to znowu nachodzi mnie potrzeba. Z drugiej strony, mam to tylko po południu, poza domem praktycznie nie korzystam z toalet. Piję też dość dużo wody.
- Szumy uszne. Neurolog pytał mnie, czy miałem coś takiego i odpowiedziałem że nie. Dwa dni po wizycie pierwszy raz miałem taki pisk w prawym uchu, coś jak efekt dźwiękowy po wybuchu, występujący np. w filmach wojennych. Powtórzyło mi się to może raz, albo dwa razy w ciągu kilku następnych dni, zawsze przy prawym uchu.
Czekam więc na rezonans, a przez najbliższe dwa miesiące będę się pewnie martwił i zastanawiał się, czy to tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności, czy czeka mnie życie ze stwardnieniem rozsianym.
Tak jak mówiłem, piszę tutaj, bo nie chcę zamartwiać członków rodziny; szczerze nie wiem czy bardziej oczekuję jakiegoś wsparcia, czy może chłodnego spojrzenia na powyższe objawy. Czy może się okazać, że to będzie jakiś guz? Czy może się okazać, że "po prostu taka moja uroda"? Wiem, że WSZYSTKO może się okazać. Ale już szczerze nie wiem co gorsze, guz, stwardnienie, czy brak zdiagnozowania czegokolwiek?
Z góry dziękuję za przemyślenia, opinie i porady osób, które się tutaj wypowiedzą. Pozdrawiam.


. Przede wszystkim fatalny tryb życia, zresztą na pewno zdajesz sobie z tego sprawę...nawet nie pytam, jak się odżywiasz. Drętwienia nóg - za dużo siedzisz, rozmyty obraz - problem z oczami, siusianie - żaden problem, może być na tle nerwowym, a jak mi szumi w uszach, to mówię, że to krew śpiewa.