10-12-2019, 19:50
Najważniejsze, aby Twój Brat czuł, że jesteś obok.
Ja jestem chora, ale mój brat zdrowy. Od samego początku wiem, że mogę na Niego liczyć w każdej sytuacji.
Wiadomo jak jest z rodzeństwem: zabiłabym dziada, ale dla Niego skoczyłabym w ogień. I wiem, że z Jego strony jest tak samo
I to mi wystarcza.
Jak byłam w psychicznym dołku (nerwowa, bez kija nie podchodz, itp) to Jemu najbardziej się obrywało. Ale przetrzymał to. I teraz się z tego śmiejemy.
Rozmawiajcie o pierdołach, śmiejcie się, żartujcie (po prawie 3 latach od diagnozy ja zaczynam żartować o swojej chorobie, potrafię bez histerii mówić o tym że może wyląduję na wózku no ale nie muszę, czasami żartuję ze śmierci).
Żyjcie dniem dzisiejszym.
Po prostu BĄDŹ przy Nim i Go wspieraj.
Ale choroba też nie może być w rodzinie tematem tabu. Ona jest i już pozostanie. Trzeba o niej rozmawiać, ale nie za często.
Ja swoją chorobę przyjmuję jako niechcianą przyjaciółkę z którą muszę nauczyć się żyć.
Pozdrawiam serdecznie.
Ja jestem chora, ale mój brat zdrowy. Od samego początku wiem, że mogę na Niego liczyć w każdej sytuacji.
Wiadomo jak jest z rodzeństwem: zabiłabym dziada, ale dla Niego skoczyłabym w ogień. I wiem, że z Jego strony jest tak samo
I to mi wystarcza. Jak byłam w psychicznym dołku (nerwowa, bez kija nie podchodz, itp) to Jemu najbardziej się obrywało. Ale przetrzymał to. I teraz się z tego śmiejemy.
Rozmawiajcie o pierdołach, śmiejcie się, żartujcie (po prawie 3 latach od diagnozy ja zaczynam żartować o swojej chorobie, potrafię bez histerii mówić o tym że może wyląduję na wózku no ale nie muszę, czasami żartuję ze śmierci).
Żyjcie dniem dzisiejszym.
Po prostu BĄDŹ przy Nim i Go wspieraj.
Ale choroba też nie może być w rodzinie tematem tabu. Ona jest i już pozostanie. Trzeba o niej rozmawiać, ale nie za często.
Ja swoją chorobę przyjmuję jako niechcianą przyjaciółkę z którą muszę nauczyć się żyć.
Pozdrawiam serdecznie.

