21-08-2021, 16:02
Mój tata był na naczyniówce, przyjaciółka na laryngologii. Jedno i drugie ma niemiłe doświadczenia. Kuzynka pracuje na neurologii i mówi, że szalu nie ma. Tacie nie zaszyli czegoś tam po sączkach i go wypisali i gdyby nie to, że czekał na transport to by wyszło w domu. Zaczął Siniec i puchnąć i zalany był krwią. Ktoś go zauważył na korytarzu i trafił na sor, a potem z powrotem na naczyniówkę. Przyjaciółce tak czyścili zatoki, że ma uszkodzony oczodół. Dostała wstrząsu po antybiotyku w kroplówce to dostała receptę do wykupienia. Dobrze, że ma córkę, bo jakby była sama, to kto by jej leki wykupił? Neurologia wygląda mniej więcej podobnie, dlatego pomimo tego, że kuzynka pracuje na oddziale to w życiu bym tam nie poszła. Na szczęście na mojej prowincji ordynatorem jest babka, która prowadziła chwilę program w wojskowym. Chyba z braku laku ty bym się położyła. Tak po starej znajomości ;-)
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...

