Taka prawda. Przy pierwszym rzucie to trafiłam do szpitala na 1go.maja. Było ok, ale chyba bardziej dlatego, że moja chrzestna tam pracowała. Drugi raz też tam, a potem to już nie było szpitala:-). Więcej w szpitalu na SM nie leżalam i szczerze, oby tak zostało. Po drodze były dwa incydenty na ginekologii, ale to już lokalnie.
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...

