Hej. Trochę Wam pomarudze, dawno tego nie robiłam.
Miałam dzisiaj komisję dotycząca świadczenia, Panie bardzo miłe. Wszystko trwało ok 20 min. Teraz na decyzję trzeba poczekać do 8 tygodni. Zobaczymy co to będzie, nie nastawiam się nawet na najniższy próg.
Byłam w czwartek w szpitalu ( zresztą od początku maja jestem w nim prawie codziennie, ale o tym za chwilę), w rezonansie nic się nie zmieniło, czyli na plus, ale mój stan jest na minus. W sierpniu kolejna wizyta i rozmowa dotycząca zmiany leku na zeposie lub ponvory. Do tego czasu muszę przestać karmić piersią, żebym mogła się zaszczepić na półpasiec. Z jednej strony bardzo się cieszę, ale z drugiej trochę się boje. Wiem, że to jeszcze sporo czasu, ale głowa już pracuje.
Maj zaczął się dla mnie tragicznie. Przez to mój stan jest tragiczny. Mój brat miał wypadek, od 1 mają jest w śpiączce farmakologicznej, Jego stan był tragiczny, teraz jest już troszkę lepiej, po niedzieli mają próbować go wybudzać. Jest młody, miał tyle planów, zrobił kolejne prawo jazdy, kupił sobie swój wymarzony motor i przez najbliższe parę lat na pewno na nim nie pojeździ. Przez wypadek stracił nogę, ale najważniejsze, że żyje i że w głowie nic się nie stało. Jak się o tym dowiedziałam to z automatu odjęło mi nogi, żeby do niego chodzić musiałam iść z kimś bo sama nie dałam rady. Teraz jest już ciut lepiej ze mną. Pytałam lekarza czy to nie jest rzut, powiedział że nie, że to po prostu stres zrobił swoim. Modlę się codziennie o Niego i o siebie.
4 maja miałam wrócić do pracy, ale kierownik zadzwonił i powiedział, że wie co się stało i żebym może nie przychodziła do pracy, poszłam na tydzień urlopu. W tym tyg byłam 3 dni w pracy, było fajnie. Tak szczerze to trochę sobie tam odpoczywam, tylko gorzej z Iga. Po 3-4 godzinach mojej nieobecności zaczyna się płacz, marudzenie i wszystko na raz. Teraz pracowałam 4 godziny a od poniedziałku muszę już 6. To mnie też stresuje. Stresuje mnie to, że Ona się stresuje no i Partner. Masakra. Te życie jest takie do bani nieraz...
Miałam dzisiaj komisję dotycząca świadczenia, Panie bardzo miłe. Wszystko trwało ok 20 min. Teraz na decyzję trzeba poczekać do 8 tygodni. Zobaczymy co to będzie, nie nastawiam się nawet na najniższy próg.
Byłam w czwartek w szpitalu ( zresztą od początku maja jestem w nim prawie codziennie, ale o tym za chwilę), w rezonansie nic się nie zmieniło, czyli na plus, ale mój stan jest na minus. W sierpniu kolejna wizyta i rozmowa dotycząca zmiany leku na zeposie lub ponvory. Do tego czasu muszę przestać karmić piersią, żebym mogła się zaszczepić na półpasiec. Z jednej strony bardzo się cieszę, ale z drugiej trochę się boje. Wiem, że to jeszcze sporo czasu, ale głowa już pracuje.
Maj zaczął się dla mnie tragicznie. Przez to mój stan jest tragiczny. Mój brat miał wypadek, od 1 mają jest w śpiączce farmakologicznej, Jego stan był tragiczny, teraz jest już troszkę lepiej, po niedzieli mają próbować go wybudzać. Jest młody, miał tyle planów, zrobił kolejne prawo jazdy, kupił sobie swój wymarzony motor i przez najbliższe parę lat na pewno na nim nie pojeździ. Przez wypadek stracił nogę, ale najważniejsze, że żyje i że w głowie nic się nie stało. Jak się o tym dowiedziałam to z automatu odjęło mi nogi, żeby do niego chodzić musiałam iść z kimś bo sama nie dałam rady. Teraz jest już ciut lepiej ze mną. Pytałam lekarza czy to nie jest rzut, powiedział że nie, że to po prostu stres zrobił swoim. Modlę się codziennie o Niego i o siebie.
4 maja miałam wrócić do pracy, ale kierownik zadzwonił i powiedział, że wie co się stało i żebym może nie przychodziła do pracy, poszłam na tydzień urlopu. W tym tyg byłam 3 dni w pracy, było fajnie. Tak szczerze to trochę sobie tam odpoczywam, tylko gorzej z Iga. Po 3-4 godzinach mojej nieobecności zaczyna się płacz, marudzenie i wszystko na raz. Teraz pracowałam 4 godziny a od poniedziałku muszę już 6. To mnie też stresuje. Stresuje mnie to, że Ona się stresuje no i Partner. Masakra. Te życie jest takie do bani nieraz...
Umysł przypomina żyzny ogród, którym trzeba się codziennie zajmować, aby kwitł. - A. de Mello

