Wllodek na pewno warto dac corce przestrzen i czas na to by ta jej akceptacja nowego/innego zycia przebiegala swoim i JEJ tempem. Ona musi na nowo poznac swoje cialo i na nowo zaufac swojemu organizmowi. To zajmuje duzo czasu. Ja takze przez pierwsze miesiace zylam jak na 'bombie zegarowej' bo przy kazdym najmniejszym objawie bylam przerazona i przekonana ze to zwiastun rzutu choroby.
Oczywiscie nie pisze tego by rezygnowac z szukania pomocy terapeuty - cudownie, ze ma to wsparcie u Ciebie.
Zostalam zdiagnozowana w wieku 32-33 lat (moi rodzice nie wiedza ze jestem chora) ale jak pomysle ze mialabym SM w tak mlodym wieku jak ona to prawdopodobnie psychicznie i emocjonalnie byloby mi znacznie ciezej.
Oczywiscie nie pisze tego by rezygnowac z szukania pomocy terapeuty - cudownie, ze ma to wsparcie u Ciebie.
Zostalam zdiagnozowana w wieku 32-33 lat (moi rodzice nie wiedza ze jestem chora) ale jak pomysle ze mialabym SM w tak mlodym wieku jak ona to prawdopodobnie psychicznie i emocjonalnie byloby mi znacznie ciezej.



ale znającymi temat. Reakcje na diagnozę/jak wynika z postów/ jest różna, ja na przykład postanowiłam żyć jak dotychczas, ale także skorzystałam z pomocy psychiatry. Na facebooku są dwie grupy wsparcia, do których także należę. Są bardzo pomocne. Nie wiem na ile pomógł neurolog, czy wyjaśnił dokładnie na czym polega choroba, jak sobie z nią radzić, że często po każdym rzucie cos zostaje - u mnie np. przeczulica dłoni. I wiem, że to tylko pozostałość. Takich informacji córka tez na pewno potrzebuje. Suplementacja odpowiednimi witaminami, stosowałam to od początku, wit, D3 po zbadaniu poziomu, cholina - bierze udział w odbudowie mieliny, B12, Omega D3 K2 MK7. Może zaproponuj jej, żeby zaczęła czytać, jak samej sobie pomóc w ten sposób.