16-10-2016, 13:21
Cztery lata temu dołączyłam do zacnego grona chorych na stwardnienie rozsiane, w dniu swoich 31 urodzin. Taki prezent urodzinowy od życia
Diagnoza podcięła skrzydła i trzeba było zacząć układać swoje życie od nowa. Od dwóch lat jestem w programie - początkowo na Avonexie, od września tego roku okazało się jednak, że interferon na mnie nie działa ( aktywna zmiana w rezonansie) i przerzucono mnie na Copaxone. Jak zapewne większość z Was walczę z tym dziadostwem z całych sił, starając się zapomnieć o tym życiowym "dobrodziejstwie" , chodzę do pracy i udaję, że jest normalnie 
Jednym słowem "Alleluja i do przodu"
Diagnoza podcięła skrzydła i trzeba było zacząć układać swoje życie od nowa. Od dwóch lat jestem w programie - początkowo na Avonexie, od września tego roku okazało się jednak, że interferon na mnie nie działa ( aktywna zmiana w rezonansie) i przerzucono mnie na Copaxone. Jak zapewne większość z Was walczę z tym dziadostwem z całych sił, starając się zapomnieć o tym życiowym "dobrodziejstwie" , chodzę do pracy i udaję, że jest normalnie 
Jednym słowem "Alleluja i do przodu"


Podcięcie skrzydeł na początku to chyba normalne, trzeba się przyzwyczaić do diagnozy. A później, tak jak napisałaś - "Alleluja i do przodu"
. Też przyjmuję Copaxone od niedawna i ostatnio zastrzyki bardziej mnie bolały.Smarowałam się żelem arnikowym,ale niewiele pomagał.Ostatnio zaczęłam wmasowywać w miejsca po iniekcji żel lioton 1000 (zawiera heparynę) i wydaje mi się,że odczyny mi szybciej znikają i już mnie tak nie boli.
