dzisiaj byłam na komisji orzecznictwa
początek nawet spoko lekarz wypełniał papiery, co jakiś czas pytanie o obecny stan zdrowia i takie tam ogólnie sympatycznie
...a później nie wiem co sobie wymyślili "spotkanie z psychologiem", myślę sobie no oki może są osoby, które tego potrzebują
włażę, siedzi starszy dziadek i zaczyna coś pieprzyć o pogodzie i takie pierdoły, pyta czy jestem pod opieką jakiejś poradni psycho?
mówię, że nie, bo na chwilę obecną nie potrzebuję
a on sobie żartuje a co dużo łez pani wylała?!
no myślałam, że dziada ubiję

co to za pytanie, liczył, że powiem, że po diagnozie poszłam do baru świętować?
zepsuty dzień na maksa