Liczba postów: 59
Liczba wątków: 1
Dołączył: Sie 2021
Reputacja:
0
(21-11-2022, 18:40)Akinom napisał(a): Ja taka durna byłam, że nigdy nie było dobrego czasu na chorowanie. I tak sobie chodziłam do pracy z gorączką, zaslumpiona, z bolącym gardłem. Bo to 10, wypłaty, nie ma tego kto zrobić. Potem ZUS, podatek, PFRON, zlecenia i ja durna, chora pracowałam. Doszło do tego, że jak sobie nogi powykrecalam, to mi biuro do domu przywieźli. Mądre to było? NIE!!! Dziecko też zawsze z babcią siedziało chore, bo durna matka musiała pracować. Icza skończyło się na tym, że koleżaneczki w tajmnicy i za moimi plecami kupiły program kadrowo - płacowy, który nie nadawał się do niczego. Nawet umów nie generował. I to mnie wykończyło. Stres był okropny. Nie mogłam spać po nocach. W końcu zmądrzałam. Poszłam na chorobowe. Foch był straszny, ale miałam zwyczajnie dość.
wiem coś o tym, właśnie zajmuję się płacami, zusami, a potem jeszcze księgowością, nie zwracałam uwagi na oznaki choroby : mrowienia nóg itd. wszystko zwalałam na pracę i wszyscy wokół przytakiwali, bo za dużo pracuję
Liczba postów: 2 571
Liczba wątków: 33
Dołączył: Lut 2018
Reputacja:
20
Powiedziałam sobie, że w życiu już bym się tym nie zajęła. Kasa słaba, odpowiedzialność ogromna. Ciągle zmiany przepisów. Kontrole. Itd. Stres goni stres. Nie można o niczym zapomnieć. Już miałam przeblyski, żeby iść do Lidla na kasę. Chociaż pieniądze byłyby lepsze i socjal. Niestety, nie zdążyłam, bo mnie SM poskładało.
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...
Liczba postów: 1 130
Liczba wątków: 13
Dołączył: Cze 2020
Reputacja:
21
Wiecie co? Napisałam taaaki długi post i mi zniknął. Nie chcę przeklinać...spróbuję odtworzyć go jutro.
Spokojnego wieczoru
Liczba postów: 2 571
Liczba wątków: 33
Dołączył: Lut 2018
Reputacja:
20
Oj, mi się tak coraz częściej zdarza. za. Jakieś mam palce niegramotne
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...
Liczba postów: 1 130
Liczba wątków: 13
Dołączył: Cze 2020
Reputacja:
21
(25-11-2022, 09:18)Akinom napisał(a): Oj, mi się tak coraz częściej zdarza. za. Jakieś mam palce niegramotne A ja już wiem co zrobiłam, chciałam zamieścić ten obrazek, kliknęłam nie to i fiuuuu
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
A chciałam się odnieść przede wszystkim do tematu podrzucania dzieci...to zależy oczywiście od tego, jakie jest nastawienie babci, od częstotliwości podrzucania, ale także od tego z jakim dzieckiem mamy do czynienia. Mój starszy był aniołem, jakbym go położyła i kazała się nie ruszać to tak by leżał i dlatego przez 2 lata byłam z nim, aż mnie szef zaprosił z powrotem do pracy i przez kolejne 4 lata zajmował się nim mój tato. Jak teraz pomyślę, że człowiek bez samochodu i telefonu dawał radę...Godzina 5.15 pobudka, oporządziłam siebie i młodego, 6.05 autobus, kawałek do taty i potem na 7.00 do pracy. Powrót - odbiór dziecka, 4km do domu, po drodze zakupy, gotowanie obiadu i czekanie na powrót męża.
I pewnego dnia na świat przyszedł syneczek-diabełeczek/. Zaraza zaczęła chodzić jak miał 10m-cy, a ja spędzałam dnie w kuchni trzymając stołki, bo łapał, żeby na niego wejść i dalej się wspinać gdzie popadło. Wyciągałam go z pralki, ze zlewozmywaka, do lodówki się nie zmieścił, ale próbował. Żarł bombki z choinki, połknął agrafkę, zjadł sol fizjologiczną, wsadził pilot od telewizora do fajerki na kuchence, wlał ocet do świeżo upieczonego murzynka, wsypał zapałki do zupy grzybowej, powpychał matchboxy do video, wspinał się na parapet i otwierał okno/2piętro/. Trzy razy przez godzinę się nie ruszał - jak była olimpiada w Calgary, jak lecieli Czterej pancerni i jak zobaczył morze.
I teraz pytam - która babcia weźmie takiego czorta? Raz poprosiłam mamę męża, bo musiałam coś załatwić, uprzedziłam wcześniej, bo musiała się przygotować. Mało tego nie chciał jeździć w wózku i ciągle uciekał, bo się niczego nie bał. Jak poszedł do przedszkola to już go widziałam w garze z zupą.
-----------------------------------------------
A tak oprócz tego to miałam dwie kontrole - Sanepid i PIP. Z sanepidem ok, jak zwykle, ale PIP...strasznie się wkur....Rok temu miałam kontrolę z cyklu "uprzejmie donoszę". Stresu nie miałam, bo prowadziłam sekretariat i kadry, więc wiem jak to powinno wyglądać, ale parę rzeczy było do poprawki. Dwa m-ce później kolejna kontrola po kontroli - znowu spokojnie. I teraz w sobotę dostaję maila, że 3 punkty z zaleceń/po pierwszej kontroli/ nie zostały wykonane. Dzwonię więc do tej kobity sobotniego pracusia i mówię, że była kontrola i nie było zastrzeżeń. Ale ona tego nie widzi w systemie - ręce mi opadły. To jest tak koszmarna biurokracja i marnowanie papieru, bo muszę napisać do nich pismo o treści "przyjęto do stosowania" i wysłać.
-----------------------------------------------------------
E-smka zdrowia dla mamy życzę
------------------------------------------------------------
A ja mam taki plan
Liczba postów: 2 571
Liczba wątków: 33
Dołączył: Lut 2018
Reputacja:
20
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...
Liczba postów: 854
Liczba wątków: 1
Dołączył: Paż 2021
Reputacja:
10
Yasmina wykończy Nas w Polsce ta biurokracja. A robi się coraz gorzej... Brrr. Co do synów Twoich. Widzę że też miałaś podobnie jak i u mnie. Ogień i woda  . U mnie o tyle śmiesznie że syn choć był żywy, uwielbiał ruch to zawsze byl ostrożny i raczej nie dał Nam powodów do zmartwienia. Wtedy przeżywałam to macierzyństwo trochę inaczej, spokojniej. Wychodziłam na spacer i wracałam wieczorem. Tu kawka tam bułeczka. W wózku spakowane koce i zabawki. Syn często pchał wózek po parku bo już od 8 miesięcy chciał koniecznie chodzic. Zaczął 2 miesiące później. Do dziś radosny, spokojny w duchu i pełen energi. Patrzymy na niego z dumą. Córka od urodzenia dała mi popalić. Spacerki to nigdy nie była jej bajka. Od urodzenia rączki. Jadłam obiad z nią na rękach. Do dziś mówię do niej MOJ KOT Miauczy od wejścia do domu... Czasem sobie myślę że to już nigdy się nie zmieni. Mój mąż często powtarza że "mam za swoje"  chociaz tyle że upór jak dla mnie to dobra cecha w życiu.
Liczba postów: 1 130
Liczba wątków: 13
Dołączył: Cze 2020
Reputacja:
21
Lusia - biurokracja...HACAP to dopiero biurokracja nikomu nie potrzebna. Już tłumaczę i wyjaśniam - to cały plan pracy w gastronomii, pewne rzeczy są potrzebne, ale wydrukowane raz i są, ale np. arkusz kontroli temperatury w urządzeniach chłodniczych - codziennie muszę wpisywać, kontrola naświetlania jajek - codzienny wpis, przyjęcie towaru - to samo, mycie baru - tak samo, kontrola temperatury - codzienny wpis. I teraz przychodzi Sanepid i pyta o Hacap i jak on chce sprawdzić czy miesiąc temu rzeczywiście tak było? Tony zmarnowanego papieru, który jeszcze trzeba przechowywać ileś tam lat. A ile mojego zmarnowanego czasu, który mogłabym przeznaczyć na lepienie pierogów 
Widzę, że z córką też nie miałaś łatwo  , mnie na szczęście ominęło noszenie na rękach, choć nie wiem czy nie wolałabym tego od łażenia po meblach mojego diabełka  . A chociaż Twoje dzieciaczki są chętne do jedzenia? Bo u mnie pierwszy nie chciał w ogóle, a drugi zanim zjadł np. zupę wrzucał do niej matchboxy, wyciągał i potem dopiero jadł - masakra.
Oglądacie w ogóle Mistrzostwa Świata w piłce nożnej? Po 30 paru latach wyszliśmy z grupy  , mam nadzieję, że damy radę z Francją
Liczba postów: 854
Liczba wątków: 1
Dołączył: Paż 2021
Reputacja:
10
Yasmina ja w garach non stop... Dziś mówię do mojego męża że chyba wypaliłam się "kucharsko". Dla każdego gotuje coś innego... Syn mięsny mąż też. Córka rosołek musi mieć. Potem oczywiście racuchy, koktajle i inne smakołyki. Moi jedzą, na to nie mogę narzekać. Córa to faktycznie zła jest strasznie jak jest śpiąca albo głodna. Zazwyczaj to drugie i dosłownie muszę jej ten akumulator doładować bezpośrednio po powrocie do domu... Dziś też taka akcję mi odstawiła że głowa mała. Zjadla dwa talerze zupy z indyka i spokój. Inne dziecko. A mówią że my kobiety skomplikowane jesteśmy...
Liczba postów: 1 400
Liczba wątków: 10
Dołączył: Lis 2017
Reputacja:
17
E-smka współczuje Ci z całego serca. Masakra, ale jak się wali to wszystko na raz.
Czytam Was codziennie, ale jakoś nie miała weny żeby pisać... Ostatnio złapałam jakąś depreche, z miłą chęcią siedziałabym ciągle w domu i nie wychodziła nigdzie. Dosłownie... cały dzień w piżamie. Jutro mam kontrolny rezonans i tym bardziej nie chce mi się tam jechać bo to będzie cały dzień rozwalony. A wieczorem idziemy na Barbórkę. U mnie na kopalni, jednogłośnie zdecydowaliśmy, że chcemy koperty. Także w tym roku wpadła kasa. Ale co z tej kasy, ona jest teraz nic nie warta.
U mnie się tyle działo ostatnio, że mogłabym teraz pisać i pisać i pisać. Przedmioty humanistyczne nigdy nie były moją dobrą stroną dlatego chyba już zakończę moje wypociny.
Ps. takie długie wypowiedzi staram się przeczytać jeszcze raz, żeby miało to ręce i nogi
Umysł przypomina żyzny ogród, którym trzeba się codziennie zajmować, aby kwitł. - A. de Mello
|