Liczba postów: 2 571
Liczba wątków: 33
Dołączył: Lut 2018
Reputacja:
20
Wiecie co? Ja i tak za wszystko muszę płacić. Za wszystko ułatwiające żywot. Za wyjazd nad morze więcej, żeby było blisko plaży, za każda wizytę u lekarza za taksówkę, bo autobus daleko. I tak po kolei za wszystko. Więc taki kurier tylko by mi życie ułatwił.
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...
Liczba postów: 59
Liczba wątków: 1
Dołączył: Sie 2021
Reputacja:
0
Zgadzam się , pomysł, aby odbierać leki w aptece byłby idealny, badania krwi też można robić u siebie , lekarze i tak mają potem w systemie, nie byłoby niepotrzebnego jeżdżenia, chyba, że ktoś czułby sie gorzej i chciałby miec kontakt z lekarzem, bo lekarz miałby więcej czasu
Liczba postów: 1 130
Liczba wątków: 13
Dołączył: Cze 2020
Reputacja:
21
(09-11-2022, 09:20)e-smka napisał(a):
(07-11-2022, 21:58)yasmina napisał(a): Wiecie, że właśnie dowiedziałam się od mojego Pana Męża, że 11 listopad to Dzień Niepodległości Mężczyzn i będą go obchodzić w naszym klubie motocyklowym . Ciekawe kiedy zorganizują dzień niepodległości kobiet  Hahaha dobre!!!  To jeszcze nic Truskaweczko  , ja po prostu nie nadążam za moim Panem Mężem  . W przyszłym roku mamy 40-stą rocznicę ślubu i myślałam, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Przeżyłam różne dziwne rzeczy w stylu - przyszłam do domu...nie ma telewizora, dzwonię i słyszę, że sprzedał, ale przyjedzie z nowym. Jak był w Londynie to sprzedał komputer...niedziela rano pojawia się facet, zabiera mi komputer, daje kasę, a mąż przywozi nowy. Przeżyłam wyjazd do Dublina, żeby napić się Guinnessa, ale teraz to już ręce i nogi mi opadły. Panowie z klubu motocyklowego/w tym mój mąż/ wymyślili, że czterech z nich obchodzi urodziny w styczniu i pojadą świętować do...Las Vegas  . Nie, nie pomyliłam się...do tego Las Vegas na 3 dni. Żeby było weselej kupili dmuchaną żyrafę i umocują ją na samochodzie. Na wszelki wypadek obejrzałam Kac Vegas i oby nie skończyło się tak, jak w tym filmie  .
Liczba postów: 2 571
Liczba wątków: 33
Dołączył: Lut 2018
Reputacja:
20
Yasmina, chłopaki mają fantazje
Nadzieja jest płomieniem który migoce, ale nie gaśnie...
Liczba postów: 854
Liczba wątków: 1
Dołączył: Paż 2021
Reputacja:
10
Yasmina pozazdrościć mężowi fantazji  . Mój ma podobną. Też mnie zawsze czymś zaskoczy. Ogólnie myślę że lepiej taka wersja aniżeli flaki z olejem. Mój to wieczny optymista. Czasem tylko ja realistka sprowadzam go lekko na ziemię. Lekko. Z takimi pomysłami jak Twój Pan Mąż ma to szacunek dla Ciebie za twarde nerwy. Oby Panowie wrócili cali i zdrowi. A co na 40stke poślubną ?
Liczba postów: 1 130
Liczba wątków: 13
Dołączył: Cze 2020
Reputacja:
21
Kochane, Jemu się tak porobiło chyba na stare lata  . Chciałabym Wam opisać wszystkie pomysły mojego szanownego męża, ale nie wiem czy starczyłoby miejsca. Zawsze mówiłam, że On mnie sprzeda, potem odkupi, a ja nawet nie będę o tym wiedziała. Ale jedną Wam opowiem. Wiele lat temu wymyślił, że kupimy działkę, po kiego grzyba nie wiem, bo nie cierpię działek i grzebania w ziemi. Ale ok...kupujemy. Działka...trudno to było nazwać jakimkolwiek słowem, bo...nie ogrodzona, krzaczyska do kolan, jakieś pagórki i zardzewiała wanna. I jak myślicie, jaka była pierwsza myśl męża? Budujemy domek...nie altankę, tylko murowany domek. Przytargał jakichś robotników, dotarli z budową do pierwszego piętra. Działka nadal straszy ugorem. Ale wśród tych traw i zarośli znaleźliśmy piękne truskawki, poziomki, czosnek. W maju małżonek postanowił, że będzie sadził pomidory, zabrał ze sobą tatę, a ponieważ pracował do wieczora sadzenie wypadło późno wieczorem przy latarce i trwało chyba do północy, bo to nie było kilka krzaczków tylko kilkadziesiąt. Budowa trwa dalej, pomidory dojrzewaj, zielska rosną...nadeszły wakacje. Nie było nas 2 tygodnie i po powrocie jedziemy na działkę. Acha, zapomniałabym...wszyscy sąsiedzi działkowi mieli wypasione działki, ogrodzone, z altankami, krasnalami, oczkami, rabatami itd., problem jednak w tym, że te działki zostały okradzione ze wszystkich dóbr, które dała ziemia, więc rozpacz wielka. A nasze piękne dorodne pomidory ukryte w zielsku przetrwały i mąż codziennie przywoził wiadra do domu.
Zawsze mówiłam, że mąż jest jak Bogumił z Nocy i dni, gospodarz, który przechadza się po swoich włościach.
Ale najbardziej zaskoczył mnie, kiedy któregoś dnia 8 lat temu wrócił do domu i oznajmił, ze kupujemy knajpę. A teść powiedział, że mógł spodziewać się, że mąż może handlować nawet czołgami, ale że zostanie restauratorem?
Na 40-stkę na pewno impreza w naszym klubie, oj będzie się działo...
A teraz życzę spokojnej nocy, a ja uciekam oglądać serial
Liczba postów: 6
Liczba wątków: 0
Dołączył: Sie 2022
Reputacja:
0
(15-11-2022, 22:24)yasmina napisał(a): Kochane, Jemu się tak porobiło chyba na stare lata . Chciałabym Wam opisać wszystkie pomysły mojego szanownego męża, ale nie wiem czy starczyłoby miejsca. Zawsze mówiłam, że On mnie sprzeda, potem odkupi, a ja nawet nie będę o tym wiedziała. Ale jedną Wam opowiem. Wiele lat temu wymyślił, że kupimy działkę, po kiego grzyba nie wiem, bo nie cierpię działek i grzebania w ziemi. Ale ok...kupujemy. Działka...trudno to było nazwać jakimkolwiek słowem, bo...nie ogrodzona, krzaczyska do kolan, jakieś pagórki i zardzewiała wanna. I jak myślicie, jaka była pierwsza myśl męża? Budujemy domek...nie altankę, tylko murowany domek. Przytargał jakichś robotników, dotarli z budową do pierwszego piętra. Działka nadal straszy ugorem. Ale wśród tych traw i zarośli znaleźliśmy piękne truskawki, poziomki, czosnek. W maju małżonek postanowił, że będzie sadził pomidory, zabrał ze sobą tatę, a ponieważ pracował do wieczora sadzenie wypadło późno wieczorem przy latarce i trwało chyba do północy, bo to nie było kilka krzaczków tylko kilkadziesiąt. Budowa trwa dalej, pomidory dojrzewaj, zielska rosną...nadeszły wakacje. Nie było nas 2 tygodnie i po powrocie jedziemy na działkę. Acha, zapomniałabym...wszyscy sąsiedzi działkowi mieli wypasione działki, ogrodzone, z altankami, krasnalami, oczkami, rabatami itd., problem jednak w tym, że te działki zostały okradzione ze wszystkich dóbr, które dała ziemia, więc rozpacz wielka. A nasze piękne dorodne pomidory ukryte w zielsku przetrwały i mąż codziennie przywoził wiadra do domu.
Zawsze mówiłam, że mąż jest jak Bogumił z Nocy i dni, gospodarz, który przechadza się po swoich włościach.
Ale najbardziej zaskoczył mnie, kiedy któregoś dnia 8 lat temu wrócił do domu i oznajmił, ze kupujemy knajpę. A teść powiedział, że mógł spodziewać się, że mąż może handlować nawet czołgami, ale że zostanie restauratorem?
Na 40-stkę na pewno impreza w naszym klubie, oj będzie się działo...
A teraz życzę spokojnej nocy, a ja uciekam oglądać serial  W pierwszej kolejności należałoby wykluczyć u męża depresję
Liczba postów: 630
Liczba wątków: 3
Dołączył: Mar 2021
Reputacja:
9
19-11-2022, 12:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-11-2022, 13:00 przez Tosiia.)
tomaszenko depresja jak SM - choroba 1000 twarzy ... jest to bardzo podstepna choroba, ale osobiscie posty Yasminy czytalam troche z zazdroscia, bo moj maz srednio sie stara (albo i w ogole hihi) nawet kiedy sa wazne dla nas/dla mnie daty
Powiem Wam, ze od kilkunastu dni mam bardzo dobry okres z SM ... praktycznie czuje sie zdrowa  oby tak dalej!
Liczba postów: 1 130
Liczba wątków: 13
Dołączył: Cze 2020
Reputacja:
21
Lusia, nie było łatwo, ale podobno tylko zodiakalna Lwica jest w stanie wytrzymać z Wodnikiem  . A szczególnie, jak się miało trzech facetów w domu, oni zawsze byli po stronie tatusia  .
Słowo depresja nie istnieje w Jego słowniku i pomimo tych szalonych pomysłów stąpa twardo po ziemi. Lusia, u mnie jest odwrotnie - ja jestem niepoprawną optymistką, On realistą.
Tosia - my jesteśmy poprzednim pokoleniem, musieliśmy o wszystko walczyć, nikt nam nic nie dał, ale mieliśmy czas - dla siebie, dla rodziny, na wyjazdy, wspólne obiady, spotkania...Teraz jest inaczej - efekt rozwoju cywilizacyjnego, który nie zawsze niesie ze sobą pozytywy,ale jest nieunikniony. Obecne pokolenie żyje za szybko, brak czasu na codzienne radości. Patrzę na moich synów - ciągle się spieszą, jedzenie w pośpiechu, albo w knajpach, praca od rana do wieczora...a gdzie czas na zabawę? na korzystanie z życia?
I tak mi przyszło do głowy, że w zasadzie ani Wam ani nam nie było łatwo, tylko każdemu z innego powodu. Ale...do pewnych rzeczy dochodzi się z czasem, ważne, żeby patrzeć w tę samą stronę i realizować postawione sobie cele w drodze do wspólnego szczęścia.
Broń Boże, nie odczytajcie tego jako "mądrości życiowe" radosnej emerytki  , po prostu miło jest popatrzeć wstecz i pomyśleć "nie żałuję niczego".
----------------------------------------------
Nie uwierzycie, ale prawie godzinę to pisałam, bo tu piszę, tam zerkam na finał Voice of Poland i jeszcze mi się dwa razy skasował się post
Spokojnej nocy
Liczba postów: 87
Liczba wątków: 3
Dołączył: Wrz 2021
Reputacja:
4
Yasmina: Bardzo mądre słowa, po prostu nic dodać, nic ująć. Mam dokładnie takie samo zdanie na ten temat... to jest na temat tego rozwoju cywilizacyjnego. Ja z racji swojego wieku troszkę liznąłem poprzedniej epoki (jako dziecko) i żyję obecnie. Nie podobają mi się te (obecne) czasy... to, że jest w pewnych kwestiach o wiele łatwiej nie wynagradza nam tego co zatraciliśmy przez ten pośpiech... właśnie chodzi o tą radość z życia i korzystanie z niego bez poczucia winy, że nie dopełniliśmy jakiegoś wymyślnego obowiązku + kontakty między ludźmi. Zapomniałem jak to jest wyjść z domu beztrosko bez myślenia o tym co muszę zrobić i co się stanie jak czegoś nie zrobię... Po diagnozie obiecałem sobie nie brać zleceń większych do domu po godzinach pracy (jestem programistą/informatykiem - jak kto woli hehe). Pęd życia i warunki, w których żyjemy spowodowały to, że zamiast cieszyć się weekendem, to ślęczę przed komputerem... Niby ok: muzyka, herbatka, ale utracone poczucie wolności, bo w głowie ciągle to, że muszę to skończyć do konkretnego dnia. Lubię filozofować na takie tematy egzystencjonalne, ale w sumie to może trwać bez końca  Miłej niedzieli wam życzę
...if u ever saw me smile, u should know i felt sick inside...
|