Ocena wątku:
  • 9 głosów - średnia: 4.56
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Mój dzisiejszy nastroj
Wiecie co? Ja i tak za wszystko muszę płacić. Za wszystko ułatwiające żywot. Za wyjazd nad morze więcej,  żeby było blisko plaży, za każda wizytę u lekarza za taksówkę, bo autobus daleko. I tak po kolei za wszystko. Więc taki kurier tylko by mi życie ułatwił.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
Zgadzam się , pomysł, aby odbierać leki w aptece byłby idealny, badania krwi też można robić u siebie , lekarze i tak mają potem w systemie, nie byłoby niepotrzebnego jeżdżenia, chyba, że ktoś czułby sie gorzej i chciałby miec kontakt z lekarzem, bo lekarz miałby więcej czasu
Odpowiedz
(09-11-2022, 09:20)e-smka napisał(a):
(07-11-2022, 21:58)yasmina napisał(a): Wiecie, że właśnie dowiedziałam się od mojego Pana Męża, że 11 listopad to Dzień Niepodległości Mężczyzn Duży uśmiech i będą go obchodzić w naszym klubie motocyklowym Duży uśmiech . Ciekawe kiedy zorganizują dzień niepodległości kobiet  Zdezorientowany
Hahaha dobre!!!  Duży uśmiech
To jeszcze nic Truskaweczko Oczko Duży uśmiech , ja po prostu nie nadążam za moim Panem Mężem Zdezorientowany . W przyszłym roku mamy 40-stą rocznicę ślubu i myślałam, że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Przeżyłam różne dziwne rzeczy w stylu - przyszłam do domu...nie ma telewizora, dzwonię i słyszę, że sprzedał, ale przyjedzie  z nowym. Jak był w Londynie to sprzedał komputer...niedziela rano pojawia się facet, zabiera mi komputer, daje kasę, a mąż przywozi nowy. Przeżyłam wyjazd do Dublina, żeby napić się Guinnessa, ale teraz to już ręce i nogi mi opadły. Panowie z klubu motocyklowego/w tym mój mąż/ wymyślili, że czterech z nich obchodzi urodziny w styczniu i pojadą świętować do...Las Vegas Huh . Nie, nie pomyliłam się...do tego Las Vegas na 3 dni. Żeby było weselej kupili dmuchaną żyrafę i umocują ją na samochodzie. Na wszelki wypadek obejrzałam Kac Vegas i oby nie skończyło się tak, jak w tym filmie Duży uśmiech  .
Odpowiedz
Yasmina, chłopaki mają fantazje  Duży uśmiech
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
Yasmina pozazdrościć mężowi fantazji Duży uśmiech. Mój ma podobną. Też mnie zawsze czymś zaskoczy. Ogólnie myślę że lepiej taka wersja aniżeli flaki z olejem. Mój to wieczny optymista. Czasem tylko ja realistka sprowadzam go lekko na ziemię. Lekko. Z takimi pomysłami jak Twój Pan Mąż ma to szacunek dla Ciebie za twarde nerwy. Oby Panowie wrócili cali i zdrowi. A co na 40stke poślubną ?
Odpowiedz
Kochane, Jemu się tak porobiło chyba na stare lata Oczko  Duży uśmiech Duży uśmiech . Chciałabym Wam opisać wszystkie pomysły mojego szanownego męża, ale nie wiem czy starczyłoby miejsca. Zawsze mówiłam, że On mnie sprzeda, potem odkupi, a ja nawet nie będę o tym wiedziała. Ale jedną Wam opowiem. Wiele lat temu wymyślił, że kupimy działkę, po kiego grzyba nie wiem, bo nie cierpię działek i grzebania w ziemi. Ale ok...kupujemy. Działka...trudno to było nazwać jakimkolwiek słowem, bo...nie ogrodzona, krzaczyska do kolan, jakieś pagórki i zardzewiała wanna. I jak myślicie, jaka była pierwsza myśl męża? Budujemy domek...nie altankę, tylko murowany domek. Przytargał jakichś robotników, dotarli z budową do pierwszego piętra. Działka nadal straszy ugorem. Ale wśród tych traw i zarośli znaleźliśmy piękne truskawki, poziomki, czosnek. W maju małżonek postanowił, że będzie sadził pomidory, zabrał ze sobą tatę, a ponieważ pracował do wieczora sadzenie wypadło późno wieczorem przy latarce i trwało chyba do północy, bo to nie było kilka krzaczków tylko kilkadziesiąt.  Budowa trwa dalej, pomidory dojrzewaj, zielska rosną...nadeszły wakacje. Nie było nas 2 tygodnie i po powrocie jedziemy na działkę. Acha, zapomniałabym...wszyscy sąsiedzi działkowi mieli wypasione działki, ogrodzone, z altankami, krasnalami, oczkami, rabatami itd., problem jednak w tym, że te działki zostały okradzione ze wszystkich dóbr, które dała ziemia, więc rozpacz wielka. A nasze piękne dorodne pomidory ukryte w zielsku przetrwały i mąż codziennie przywoził wiadra do domu.
Zawsze mówiłam, że mąż jest jak Bogumił z Nocy i dni, gospodarz, który przechadza się po swoich włościach.
Ale najbardziej zaskoczył mnie, kiedy któregoś dnia 8 lat temu wrócił do domu i oznajmił, ze kupujemy knajpę. A teść powiedział, że mógł spodziewać się, że mąż może handlować nawet czołgami, ale że zostanie restauratorem?
Na 40-stkę na pewno impreza w naszym klubie, oj będzie się działo... Duży uśmiech 
A teraz życzę spokojnej nocy, a ja uciekam oglądać serial Uśmiech
Odpowiedz
(15-11-2022, 22:24)yasmina napisał(a): Kochane, Jemu się tak porobiło chyba na stare lata Oczko  Duży uśmiech Duży uśmiech . Chciałabym Wam opisać wszystkie pomysły mojego szanownego męża, ale nie wiem czy starczyłoby miejsca. Zawsze mówiłam, że On mnie sprzeda, potem odkupi, a ja nawet nie będę o tym wiedziała. Ale jedną Wam opowiem. Wiele lat temu wymyślił, że kupimy działkę, po kiego grzyba nie wiem, bo nie cierpię działek i grzebania w ziemi. Ale ok...kupujemy. Działka...trudno to było nazwać jakimkolwiek słowem, bo...nie ogrodzona, krzaczyska do kolan, jakieś pagórki i zardzewiała wanna. I jak myślicie, jaka była pierwsza myśl męża? Budujemy domek...nie altankę, tylko murowany domek. Przytargał jakichś robotników, dotarli z budową do pierwszego piętra. Działka nadal straszy ugorem. Ale wśród tych traw i zarośli znaleźliśmy piękne truskawki, poziomki, czosnek. W maju małżonek postanowił, że będzie sadził pomidory, zabrał ze sobą tatę, a ponieważ pracował do wieczora sadzenie wypadło późno wieczorem przy latarce i trwało chyba do północy, bo to nie było kilka krzaczków tylko kilkadziesiąt.  Budowa trwa dalej, pomidory dojrzewaj, zielska rosną...nadeszły wakacje. Nie było nas 2 tygodnie i po powrocie jedziemy na działkę. Acha, zapomniałabym...wszyscy sąsiedzi działkowi mieli wypasione działki, ogrodzone, z altankami, krasnalami, oczkami, rabatami itd., problem jednak w tym, że te działki zostały okradzione ze wszystkich dóbr, które dała ziemia, więc rozpacz wielka. A nasze piękne dorodne pomidory ukryte w zielsku przetrwały i mąż codziennie przywoził wiadra do domu.
Zawsze mówiłam, że mąż jest jak Bogumił z Nocy i dni, gospodarz, który przechadza się po swoich włościach.
Ale najbardziej zaskoczył mnie, kiedy któregoś dnia 8 lat temu wrócił do domu i oznajmił, ze kupujemy knajpę. A teść powiedział, że mógł spodziewać się, że mąż może handlować nawet czołgami, ale że zostanie restauratorem?
Na 40-stkę na pewno impreza w naszym klubie, oj będzie się działo... Duży uśmiech 
A teraz życzę spokojnej nocy, a ja uciekam oglądać serial Uśmiech
W pierwszej kolejności należałoby wykluczyć u męża depresję Uśmiech
Odpowiedz
tomaszenko depresja jak SM - choroba 1000 twarzy ... jest to bardzo podstepna choroba, ale osobiscie posty Yasminy czytalam troche z zazdroscia, bo moj maz srednio sie stara (albo i w ogole hihi) nawet kiedy sa wazne dla nas/dla mnie daty Uśmiech

Powiem Wam, ze od kilkunastu dni mam bardzo dobry okres z SM ... praktycznie czuje sie zdrowa Uśmiech oby tak dalej!
Odpowiedz
Lusia, nie było łatwo, ale podobno tylko zodiakalna Lwica jest w stanie wytrzymać z Wodnikiem Oczko Duży uśmiech . A szczególnie, jak się miało trzech facetów w domu, oni zawsze byli po stronie tatusia Duży uśmiech .
Słowo depresja nie istnieje w Jego słowniku i pomimo tych szalonych pomysłów stąpa twardo po ziemi. Lusia, u mnie jest odwrotnie - ja jestem niepoprawną optymistką, On realistą.
Tosia - my jesteśmy poprzednim pokoleniem, musieliśmy o wszystko walczyć, nikt nam nic nie dał, ale mieliśmy czas - dla siebie, dla rodziny, na wyjazdy, wspólne obiady, spotkania...Teraz jest inaczej - efekt rozwoju cywilizacyjnego, który nie zawsze niesie ze sobą pozytywy,ale jest nieunikniony. Obecne pokolenie żyje za szybko, brak czasu na codzienne radości. Patrzę na moich synów - ciągle się spieszą, jedzenie w pośpiechu, albo w knajpach, praca od rana do wieczora...a gdzie czas na zabawę? na korzystanie z życia?
I tak mi przyszło do głowy, że w zasadzie ani Wam ani nam nie było łatwo, tylko każdemu z innego powodu. Ale...do pewnych rzeczy dochodzi się z czasem, ważne, żeby patrzeć w tę samą stronę i realizować postawione sobie cele w drodze do wspólnego szczęścia.
Broń Boże, nie odczytajcie tego jako "mądrości życiowe" radosnej emerytki Duży uśmiech , po prostu miło jest popatrzeć wstecz i pomyśleć "nie żałuję niczego".
----------------------------------------------
Nie uwierzycie, ale prawie godzinę to pisałam, bo tu piszę, tam zerkam na finał Voice of Poland i jeszcze mi się dwa razy skasował się post Zły 
Spokojnej nocy Serce
Odpowiedz
Yasmina: Bardzo mądre słowa, po prostu nic dodać, nic ująć. Mam dokładnie takie samo zdanie na ten temat... to jest na temat tego rozwoju cywilizacyjnego. Ja z racji swojego wieku troszkę liznąłem poprzedniej epoki (jako dziecko) i żyję obecnie. Nie podobają mi się te (obecne) czasy... to, że jest w pewnych kwestiach o wiele łatwiej nie wynagradza nam tego co zatraciliśmy przez ten pośpiech... właśnie chodzi o tą radość z życia i korzystanie z niego bez poczucia winy, że nie dopełniliśmy jakiegoś wymyślnego obowiązku + kontakty między ludźmi. Zapomniałem jak to jest wyjść z domu beztrosko bez myślenia o tym co muszę zrobić i co się stanie jak czegoś nie zrobię... Po diagnozie obiecałem sobie nie brać zleceń większych do domu po godzinach pracy (jestem programistą/informatykiem - jak kto woli hehe). Pęd życia i warunki, w których żyjemy spowodowały to, że zamiast cieszyć się weekendem, to ślęczę przed komputerem... Niby ok: muzyka, herbatka, ale utracone poczucie wolności, bo w głowie ciągle to, że muszę to skończyć do konkretnego dnia. Lubię filozofować na takie tematy egzystencjonalne, ale w sumie to może trwać bez końca Uśmiech Miłej niedzieli wam życzę Duży uśmiech
...if u ever saw me smile, u should know i felt sick inside...
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 3 gości