Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Filmy
#81
Smarrito, tych przekleństw nie było wg mnie aż tak dużo,a jeżeli chodzi o słownictwo Patryka to nie ma się co dziwić - takie środowisko, raczej byłby mało prawdziwy, gdyby wykrzykiwał "Motyla noga". A że księża tak mówią - to ludzie i przekleństwo się wyrwie, zresztą już od dawna te wyrazy przestały szokować. Zresztą ksiądz miał wyjątkowy sposób wysławiania się i używania zwrotów "szału nie ma", "życie na petardzie". Ta przemiana Patryka też mnie nie dziwi - chłopak staje twarzą w twarz ze śmiercią, kto z nas podjąłby się pracy w hospicjum i jeszcze trwać przy umierającym. Nie wątpię, że większość by się zgodziła, ale na jak długo... Trzeba mieć siłę i mocną psychikę. Wiem to, bo wiele lat pracowałam na onkologii i byli pacjenci poddani radioterapii paliatywnej/podtrzymującej życie/. Przychodzili do mnie po wypis i patrzyli, jakby chcieli usłyszeć, że będzie dobrze, a po kilku dniach już ich nie było.
--------------------------------------------------------------------------------------
Akinom - częstotliwość odwiedzin nie do końca jest miernikiem czy będziemy jeszcze potrzebni, czy ktoś o nas pamięta. Jak byłam w szpitalu to zakazałam wszystkim odwiedzin, bo wg mnie to bez sensu. Przyłażą, stoją nad łóżkiem i pytają "no i jak się czujesz"? Noż kur...., jakbym się dobrze czuła to nie byłabym tutaj.
Odpowiedz
#82
Z tymi odwiedzinami to popieram, zawracanie d....za przeproszeniem...a co do księży to dużo bym mogła opowiadać, bo znam trochę od podszewki ....i tu prawda taka że to zwykli ludzie i to często z problemami różnego rodzaju i znam klnacych i nie, także obejrzę z ciekawości skoro taka dyskusja się wywiązała, ale rękę dam że nie jeden klnie jak szewc, oczywiście nie w ambonie Duży uśmiech i panie anielice z chóru wciskające żonatym facetą klucze do pokoju na kościelnej wycieczce......nic mnie tu nie zdziwi Duży uśmiech
Odpowiedz
#83
Yasmina, jej było bardzo przykro. Czula się źle z tym, że zachorowała i że nie moze być we wspólnocie, ktora ja olewa, dlatego, ze nie może dla nich tyrac. No ale tak wygląda miłosierdzie. Przykre, ale prawdziwe.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
#84
Co do zakonnic. Znam od podszewki ich miłosierdzie. Tylko to ładnie brzmi. I też prawdą, że jak jesteś chora (a nie daj co jeszcze emerytką) to mają Cię głęboko w poważaniu. Jak pracowałam jeszcze u sióstr, to jedna siostra emerytka zachorowała. Nie miał ją kto zawieść do szpitala. Poprosiła mnie. Zawiozłam Siostrę, byłam w odwiedzinach w szpitalu, a jak wychodziła to ją odebrała inna siostra która nawet Jej nie przywiozła habitu i welonu. Wracała po ciężkiej chorobie w samym szlafroku
Przykre.
Ze mną też nie lepiej postąpiły.
Odpowiedz
#85
Ja miałam religię z takim Rydzykiem w spodnicy i od tego czasu zakonnic nie trawie, ze szczególnym uwzględnieniem Prezentek. One mają u nas przedszkole. W życiu bym tam dziecka nie poslala.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
#86
W zasadzie to wszystko się bardzo przykro czyta Smutny . Zawsze kościół był ostoją, jakimś azylem. Pamiętam z dzieciństwa i młodości wspaniałych księży i siostry zakonne, którzy byli dla ludzi i nie chcieli nic w zamian. Pamiętam fantastyczne rekolekcje pt. "Siądź na brzegu swojej trumny i napisz ostatni list". Miałam wtedy 18 lat...Dziś miałabym wiele do napisania...
To Kościół pomógł w jakiś sposób przetrwać stan wojenny, tam szukaliśmy schronienia i nadziei...
Pamiętam ten pierwszy raz, kiedy zetknęłam się z katechetką na naukach przedślubnych - takich głupot wcześniej nie słyszałam Zły , zresztą wszyscy byliśmy rozbawieni jej wykładami i pozwalaliśmy sobie na niewybredne żarty, np. podczas omówienia form współżycia poinformowała nas, że tylko klasyczna pozycja jest dozwolona. Na to jeden z przyszłych małżonków pyta:"A wie pani, jak jest na żółwia? Tak samo, tylko z wanną na plecach". Duży uśmiech
A potem z biegiem lat wszystko się zmieniło od kiedy wprowadzono religię do szkół. Księża mieli wyrąbane na wszystko, obydwóch synów zabrałam z lekcji religii/na ich prośbę/ i żaden z księży nawet nie spytał dlaczego.
Współczuć należy na pewno tym, którzy poszli za głosem powołania.
Odpowiedz
#87
Religia w szkole to delikatnie mówiąc porażka. Ja dopiero w liceum miałam religię w szkole i mam porównanie. W salkach to było po prostu inaczej. Nawet z ta durna Stella. Już w trzeciej klasie zaczęliśmy robic jej na złość i na religie przylazilismy z frytkami, a nie byly one pięknie pachnące. Wyczulismy, że ja to bardzo wkurza. Potem byl rok z katecheta (częściej byłam w mieście niz na religii), a potem dwa lata z księdzem. I te dwa lata byly najfajniejsze i najciekawsze. A potem to wszystko zabili wprowadzając religię do szkoły. Sami strzelili sobie w kolano.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
#88
A ja sobie po raz setny oglądam "Krwawy sport", wraca wspomnienie z lat 80...ech...Młodziutki van Damme i ta genialna muza, właśnie mam bardzo głośno telewizor. Legenda, albo prawda mówi, że van Damme dostał tę rolę, bo zrobił szpagat na biurku podczas castingu. Zaraziłam tym filmem synów i teraz kiedy tylko leci informujemy się o tym. Ciekawostką jest, że Frank Dux, którego gra van Damme istniał na prawdę i nawet w filmie jest scena kiedy siedzi na widowni podczas zawodów.
Odpowiedz
#89
A ja byłam w zamkniętym klasztorze u sióstr pallotynek na rekolekcjach i było super był też dział gdzie nie można było się kręcić i chalasowac bo były tam już starsze siostry i chore siostry, inne się nimi opiekowały prowadziły ogródki z wszystkim i robiły mnóstwo rzeczy same, pyszne wszystko było. Znam też kilku super księży którzy na obozach prowadzili mszę polowe i pływali na kajakach z nami itp. Niestety takich coraz mniej ale się zdarzają.
Odpowiedz
#90
"Znachor" - kolejna wersja tego filmu. Obejrzałam i bardzo starałam się się nie porównywać do wersji z Bińczyckim i Dymną. I nawet się trochę udało. Może dlatego m.in., że główną rolę gra Leszek Lichota. To zawsze będzie dla mnie Rebrow - główny bohater serialu "Wataha". I on wygląda genialnie, ma cudny głos. Film zawiera fragmenty, których nie było w poprzedniej wersji. Ogląda się bardzo przyjemnie, bo to przecież bardzo piękny film. Ale...wiele rzeczy mi tu nie pasuje. Młody Panicz/poprzednia wersja Stockinger/ wygląda na młodzieńca z XXI wieku, Marysia/Dymna/ nie zachowuje się tak, jak ówczesne szanujące się kobiety. Zośka/Dykiel/ jest kapitalna. Wiele bardzo ważnych wątków zostało pominiętych, a szczególnie najlepsza scena, w której Fronczewski oświadcza w sądzie, że to jest profesor Wilczur. Mam wrażenie, że reżyser nie zapoznał się z realiami dwudziestolecia. Muzyka taka sobie, a przecież zwracam na nią największą uwagę. Bardziej ciekawiłaby mnie wersja Znachora osadzona w dzisiejszych realiach.
Ciekawa jestem czy ktoś oglądał?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości