Ocena wątku:
  • 9 głosów - średnia: 4.56
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Mój dzisiejszy nastroj
Przestaje jeździć do poradni SM. Lekarka odwaliła taki numer, że się w głowie nie mieści. 13.10. byłam tam i poprosiłam o wypełnienie zaświadczenia lekarskiego do renty. Każdy robi to od ręki, ale Gruszka bierze do domu. No dobra myślę, nic się nie zmieniło. Wczoraj dzwoni do mnie kobiecina z Trzebnicy, że ma moje papiery, moja kartotekę, moje wszystko. Bo Gruszka jej oddała jej kartotekę, powiedziała, że jest zdrowa i ona jej więcej leczyć nie będzie. Przy okazji dała jej moje rzeczy i jeszcze jakiegoś faceta wniosek do sanatorium. No szlak by to trafił. Specjalnie byłam wcześniej, żeby wszystko było na czas, żeby nie stracić świadczenia, a tu takie coś. Nie dość, że babsko ma swój świat, że muszę znosić jej zapachy brudu, że bada brudnymi łapami to jeszcze takie coś. Powiedziałam sobie, że niech mi wystawia to zaświadczenie o już moja noga więcej tam nie powstanie. Nawet nie wiem, czy jakiejś skargi nie złoże. Nie wiem do kogo, ale aż się prosi. Bo to już jest przegięcie. I to duże przegięcie. Nie wiem, co takiego ludzie w niej widzą. Jak byłam na wizycie, poprosiłam o wypisanie opieki dla męża na ten dzień. Stwierdziła, że się nie da, bo nie ma połączenia z ZUS. I wypisała ręcznie całą litanie do mojej lekarki rodzinnej, żeby ta wypisała to zwolnienie, bo ona ma błąd systemu. Paranoja jakaś. Mi to by było wstyd. Zwłaszcza mając tytuł doktora.

Piszę specjalnie z nazwiskiem, bo pewnie niektórzy z nas do Wrocławia uderzają. To tak ku przestrodze. Tam jest jeszcze druga lekarka i nie chce, żeby ona niechcący została z tym powiązana.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
Masakra. Ja byłam u niej raz. Wpisała mnie na listę oczekujących na lek, po półtora roku zadzwoniła, że się dostałam, ale odmówiłam bo już byłam leczona. I tyle miałam z nia wspólnego. Z dokumentami medycznymi też miałam taką sytuację. Papiery mojej Igi powędrowały do innej kobiety, a ona przez masenger dała mi znać. Pojechaliśmy do ośrodka i Partner poszedł i do rejestracji i poprosił o wgląd do kartoteki dziecka. Babka do niego, że potrzebuje dowód bo jest rodo i te sprawy. Wielkie oczy zrobiła jak tam nic nie było a Partner nic jej nie powiedział. Następnego dnia dzwoniła już do nas sama lekarka i próbowała wyjaśnić.
Umysł przypomina żyzny ogród, którym trzeba się codziennie zajmować, aby kwitł. - A. de Mello
Odpowiedz
Daj spokój, też niezły bajzel.

Ja w przyszłym tygodniu sobie zadzwonię do Gruszki z zapytaniem o moje zaświadczenie. Ciekawe, co mi powie...
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
moze Akinom warto przy kolejnej rozmowie wspomniec o zgloszeniu tego do rzecznika praw pacjenta? wiem, ze to w szpitalach czesto dziala ... i nagle sie 'zmienia' traktowanie pacjentow
Odpowiedz
Oj, ja tam za szybko to nie będę. Jakoś mi przestało zależeć. Myślałam, że kobieta jest powazniejsza...
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
Prawda jest taka,że jak my sami o to nie zadbamy to beda nas miec wiadomo gdzie,i jak najbardziej-kazdemu kto jego lekarz ma „problem” z podstawowymi swoimi obowiązkami to nie ze tak grozic ze sie zlozy,a ze sie juz zlozylo stosowane pisma do danej instytucji
Odpowiedz
Ja dziś odwiedziłam znajoma ciężko chorą i jak opowiadała mi o tym co jej lekarze powiedzieli, za mocne słowa to myślę sobie że nasze SM to pestka... Jak można komuś powiedzieć że zostało mu kilka tygodni życia... Co za znieczulica wśród lekarzy. Nie umiem tego pojąć i w ogóle współczuję jej strasznie
Odpowiedz
W sobotę odjęło mi nogi. Po południu zaczęła mnie boleć delikatnie pierś, później doszło zimno, dreszcze zmęczenie i brak mocy. Przyjechaliśmy do domu, wysiadłam z auta i zaczęłam płakać. Nie potrafiłam chodzić. Moje nogi stały i nie chciały się ruszyć. To było coś strasznego. Gorączka prawie 38 stopni, szybkie poszukiwania kapusty i wieczorem było już lepiej.
Umysł przypomina żyzny ogród, którym trzeba się codziennie zajmować, aby kwitł. - A. de Mello
Odpowiedz
(29-10-2025, 07:51)Akinom napisał(a): Przestaje jeździć do poradni SM. Lekarka odwaliła taki numer, że się w głowie nie mieści. 13.10. byłam tam i poprosiłam o wypełnienie zaświadczenia lekarskiego do renty. Każdy robi to od ręki, ale Gruszka bierze do domu. No dobra myślę, nic się nie zmieniło. Wczoraj dzwoni do mnie kobiecina z Trzebnicy, że ma moje papiery, moja kartotekę, moje wszystko. Bo Gruszka jej oddała jej kartotekę, powiedziała, że jest zdrowa i ona jej więcej leczyć nie będzie. Przy okazji dała jej moje rzeczy i jeszcze jakiegoś faceta wniosek do sanatorium. No szlak by to trafił. Specjalnie byłam wcześniej, żeby wszystko było na czas, żeby nie stracić świadczenia, a tu takie coś. Nie dość, że babsko ma swój świat, że muszę znosić jej zapachy brudu, że bada brudnymi łapami to jeszcze takie coś. Powiedziałam sobie, że niech mi wystawia to zaświadczenie o już moja noga więcej tam nie powstanie. Nawet nie wiem, czy jakiejś skargi nie złoże. Nie wiem do kogo, ale aż się prosi. Bo to już jest przegięcie. I to duże przegięcie. Nie wiem, co takiego ludzie w niej widzą. Jak byłam na wizycie, poprosiłam o wypisanie opieki dla męża na ten dzień. Stwierdziła, że się nie da, bo nie ma połączenia z ZUS. I wypisała ręcznie całą litanie do mojej lekarki rodzinnej, żeby ta wypisała to zwolnienie, bo ona ma błąd systemu. Paranoja jakaś. Mi to by było wstyd. Zwłaszcza mając tytuł doktora.

Piszę specjalnie z nazwiskiem, bo pewnie niektórzy z nas do Wrocławia uderzają. To tak ku przestrodze. Tam jest jeszcze druga lekarka i nie chce, żeby ona niechcący została z tym powiązana.

Przecież to są Twoje dane osobowe i do tego dane wrażliwe 0_o dobrze, że chociaż ta kobieta z Trzebnicy do Ciebie zadzwoniła.

(16-10-2025, 21:49)Bubka napisał(a): Tak, planuje na cały etat. Do 23.12 mam mieć komisje w sprawie niepełnosprawności, jeżeli przedłuża mi dalej umiarkowany to chce to pokazać w pracy, ale boje się trochę, że może się wydarzyć coś czego bym nie chciała. Dziwne myśli mam (dot. pracy). A jak mnie zwolnią? Gdyby był wcześniejszy Dyrektor to bez problemu wracam na swoje stanowisko i robię to co do mnie należy. Teraz jest kierownik, który kiedyś bym sztygarem, zwolnił się i powrócił z większą mocą. Zatrudnił kogoś na moje stanowisko i to mnie trochę wybija z rytmu. Czuje się jakbym miała rzut. Przynajmniej kiedyś miałam podobne objawy.

Bubka jak wrócisz na 7/8 etatu to przez rok czasu jesteś pod ochronką i nie mogą Cie zwolnić. Tak przynajmniej mówiła mi koleżanka, która robi w kadrach.
Odpowiedz
Wiem właśnie. Tylko z drugiej strony za bardzo nie mogą mnie zwolnić ( tak mi się wydaje) bo nie mają za co. Likwidacji stanowiska nie zrobią bo jest facet zatrudniony a drugie moje stanowisko jak zlikwidują to stracą certyfikat i mogą zamknąć kopalnie. Takie jest tylko moje myślenie. Zresztą zobaczymy w kwietniu jak to będzie.
Umysł przypomina żyzny ogród, którym trzeba się codziennie zajmować, aby kwitł. - A. de Mello
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 6 gości