Liczba postów: 59
Liczba wątków: 13
Dołączył: Mar 2022
Reputacja:
0
Ja ogólnie mam wrażenie, ze łatwiej kupić jakiś fajny basic w sieciówkach ale online, a nie stacjonarnie. Moze tez dlatego, ze to co jest „hot” jest mocno promowane i stoi na przodzie sklepu, a te basic gdzieś po katach, nie wiem ? w każdym razie widziałam w reserved dużo fajnych klasyków
Liczba postów: 637
Liczba wątków: 3
Dołączył: Mar 2021
Reputacja:
9
13-05-2026, 22:11
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-05-2026, 22:14 przez Tosiia.)
Zaczęłam biegać i muszę się pochwalić bo już daję radę ok. 10 min. Od zawsze (jeszcze przed diagnozą) coś wydolność i kondycja mi wcale nie rosła za bardzo i im więcej biegałam tym i tak max kończyło się na 25 - 30 min truchtu i na więcej nie było szans. Fajnie poczuć tę energię nawet po 5 - 10 min truchtania. Już byłam z 8 razy biegać.
Poza tym nie wiem co robić. Czuję się bezradna - już mi mija rok w 'nowej' pracy a ja mimo że jest źle nie mam siły na zmianę. Czuję że jestem w błędnym kole. Ta praca tak mnie drenuje że nie mam siły ani się uczyć po pracy ani wysyłać CV. Wiem że to zmierza do nikąd .... albo do rzutu bo mam ciagly stres. SM jakoś zmieniło mnie tak że zaczęłam się bać jeszcze bardziej zmian. Nie wiem co robić. Dzień za dniem mija a ja tylko myślę że muszę się z tej pracy wyrwać a nic nie robię. Już minął rok i brawo bo rzeczywiście nic nie zrobiłam przez ten czas oprócz rozmyślania że muszę coś zmienić.
Liczba postów: 37
Liczba wątków: 2
Dołączył: Gru 2025
Reputacja:
0
(13-05-2026, 22:11)Tosiia napisał(a): Zaczęłam biegać i muszę się pochwalić bo już daję radę ok. 10 min. Od zawsze (jeszcze przed diagnozą) coś wydolność i kondycja mi wcale nie rosła za bardzo i im więcej biegałam tym i tak max kończyło się na 25 - 30 min truchtu i na więcej nie było szans. Fajnie poczuć tę energię nawet po 5 - 10 min truchtania. Już byłam z 8 razy biegać.
Poza tym nie wiem co robić. Czuję się bezradna - już mi mija rok w 'nowej' pracy a ja mimo że jest źle nie mam siły na zmianę. Czuję że jestem w błędnym kole. Ta praca tak mnie drenuje że nie mam siły ani się uczyć po pracy ani wysyłać CV. Wiem że to zmierza do nikąd .... albo do rzutu bo mam ciagly stres. SM jakoś zmieniło mnie tak że zaczęłam się bać jeszcze bardziej zmian. Nie wiem co robić. Dzień za dniem mija a ja tylko myślę że muszę się z tej pracy wyrwać a nic nie robię. Już minął rok i brawo bo rzeczywiście nic nie zrobiłam przez ten czas oprócz rozmyślania że muszę coś zmienić.
najtrudniej ruszyć... jestem za ciężki na bieganie (nie chcę rozwalić sobie stawów) więc tylko rowerek stacjonarny. ale też często jest coś do zrobienia "zamiast". eh sami sobie wyszukujemy wymówek. tak samo jest z pracą. boimy się zmian i tyle.
Liczba postów: 188
Liczba wątków: 2
Dołączył: Mar 2024
Reputacja:
5
(13-05-2026, 22:11)Tosiia napisał(a): Zaczęłam biegać i muszę się pochwalić bo już daję radę ok. 10 min. Od zawsze (jeszcze przed diagnozą) coś wydolność i kondycja mi wcale nie rosła za bardzo i im więcej biegałam tym i tak max kończyło się na 25 - 30 min truchtu i na więcej nie było szans. Fajnie poczuć tę energię nawet po 5 - 10 min truchtania. Już byłam z 8 razy biegać.
Poza tym nie wiem co robić. Czuję się bezradna - już mi mija rok w 'nowej' pracy a ja mimo że jest źle nie mam siły na zmianę. Czuję że jestem w błędnym kole. Ta praca tak mnie drenuje że nie mam siły ani się uczyć po pracy ani wysyłać CV. Wiem że to zmierza do nikąd .... albo do rzutu bo mam ciagly stres. SM jakoś zmieniło mnie tak że zaczęłam się bać jeszcze bardziej zmian. Nie wiem co robić. Dzień za dniem mija a ja tylko myślę że muszę się z tej pracy wyrwać a nic nie robię. Już minął rok i brawo bo rzeczywiście nic nie zrobiłam przez ten czas oprócz rozmyślania że muszę coś zmienić.
Powiem Ci jak u mnie z pracą to wyglądało. Sama praca była bardzo ciekawa, ale zarządzanie miejscem pracy i atmosfera były kiepskie. Codziennie po pracy marudziłam bliskim i ukazywałam absurdy, które tam się toczyły. Do tego wszystkiego współpracownicy wiedzieli, że choruję. Po dużych oporach, że w kolejnej pracy będzie gorzej, niechęci do tworzenia CV, przetrwałam to. Mózg nie lubi zmian, a szczególnie drastycznych, więc napisanie CV zajęło mi miesiąc, a znalezienie nowej pracy rok. Po części dlatego, że przyznawałam się, że choruję, a po drugie - szukałam pracy, która mi pasowała. Z doświadczenia raczej nie polecam się przyznawać od początku do SM, chociaż w aktualnej pracy nie mieli z tym problemu.
Satysfakcja gwarantowana, tym bardziej, że nikt w starej pracy nie spodziewał się, że ja z SM i orzeczeniem i niepełnosprawności będę w stanie zmienić pracę. To była bardzo dobra decyzja z mojej strony, nie żałuję, śpię spokojniej i mniej denerwuję się w pracy. Do tego zostałam instruktorem nauki jazdy, jako druga praca. Ten instruktor to trochę jak dla niektórych bieganie maratonów, forma udowodnienia sobie, że mogę. Nawet jako instruktor znalazłam miejsce, gdzie mogę przyjść dziennie na dwie godziny, bo akurat wiem, że dłuższe jazdy mógłby być niekorzystne. Chociaż też mam wątpliwości, czy dam radę ba dłuższą metę, bo ostatnio zmęczenie mnie wykańcza, ale dopiero zaczełam!
W każdym razie, polecam się przełamać. Plus jest taki, że masz pracę i nie musisz szybko czegoś znaleźć. Krok po kroku, najpierw CV, nie musi powstać w jeden dzień, potem regularne poszukiwania ogłoszeń i powoli będzie lepiej. Mam nadzieję. Powodzenia.
Liczba postów: 50
Liczba wątków: 3
Dołączył: Paż 2017
Reputacja:
3
14-05-2026, 16:56
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-05-2026, 17:00 przez lessero.)
Jedyne co nas ogranicza w samorozwoju to trwanie w swojej strefie komfortu.
A cały świat jest tak skonstruowany, aby zapewnić Ci [złudne] poczucie bezpieczeństwa i abyś nie podejmował/a działań.
Abyś trwał/a tam gdzie akurat los cię rzucił.
A nasz organizm jest tak skonstruowany, aby mózg za wszelką cenę chronił ciało przed niebezpieczeństwem.
Dlatego wybiera bezpieczną drogę uników.
Jedyny sposób na postępy to udowodnienie mózgowi, że po podjęciu działań nic złego z ciałem się nie stało.
Mózg się nauczy, że może faktycznie to nie jest niebezpieczne i przy następnych próbach poluźni napięcie nerwowe.
Ćwiczenie pewności siebie.
Mózg się rozwija, kiedy jest wrzucony w nowe, nieprzewidywalne sytuacje. Kiedy pracuje poza schematami.
Ale trzeba wymusić ten pierwszy krok. Wyjść ze swojej strefy komfortu.
I to będzie pierwszy krok do szczęścia.
Liczba postów: 1 166
Liczba wątków: 13
Dołączył: Cze 2020
Reputacja:
25
Czasami jest tak, że decyzję podejmujemy bardzo długo, musimy do niej "dojrzeć". I to wszystko zależy od człowieka. U mnie takie decyzje przychodzą łatwo, położyłam wypowiedzenie nie mając żadnych planów ani żadnej nowej pracy. Po prostu stwierdziłam, że jak jest mi źle to trzeba to zmienić. A jak będzie? Pomyślę o tym jutro/to słowa Scarlett z Przeminęło z wiatrem/.
Myślę Tosiu, że nie warto tkwić w takiej nicości, trzeba podjąć decyzję. Odwlekanie nic nie da. Nie jest to przecież dla Ciebie komfortowe.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Lessero - jeżeli ktoś chce się rozwijać to nigdy nie będzie się czuł komfortowo, zawsze będzie parł do przodu.
Nie wiem czy świat zapewnia nam/nawet złudne/ poczucie komfortu. Żyjemy w takich czasach, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć co będzie jutro i każda zmiana może wywoływać strach. Nie wiem też czy istnieje coś takiego, jak ćwiczenie pewności siebie. To zależy od charakteru człowieka, ale decydujesz się na wegetację, albo działasz.
Liczba postów: 1 421
Liczba wątków: 10
Dołączył: Lis 2017
Reputacja:
19
16-05-2026, 22:14
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16-05-2026, 22:20 przez Bubka.)
Hej. Trochę Wam pomarudze, dawno tego nie robiłam.
Miałam dzisiaj komisję dotycząca świadczenia, Panie bardzo miłe. Wszystko trwało ok 20 min. Teraz na decyzję trzeba poczekać do 8 tygodni. Zobaczymy co to będzie, nie nastawiam się nawet na najniższy próg.
Byłam w czwartek w szpitalu ( zresztą od początku maja jestem w nim prawie codziennie, ale o tym za chwilę), w rezonansie nic się nie zmieniło, czyli na plus, ale mój stan jest na minus. W sierpniu kolejna wizyta i rozmowa dotycząca zmiany leku na zeposie lub ponvory. Do tego czasu muszę przestać karmić piersią, żebym mogła się zaszczepić na półpasiec. Z jednej strony bardzo się cieszę, ale z drugiej trochę się boje. Wiem, że to jeszcze sporo czasu, ale głowa już pracuje.
Maj zaczął się dla mnie tragicznie. Przez to mój stan jest tragiczny. Mój brat miał wypadek, od 1 mają jest w śpiączce farmakologicznej, Jego stan był tragiczny, teraz jest już troszkę lepiej, po niedzieli mają próbować go wybudzać. Jest młody, miał tyle planów, zrobił kolejne prawo jazdy, kupił sobie swój wymarzony motor i przez najbliższe parę lat na pewno na nim nie pojeździ. Przez wypadek stracił nogę, ale najważniejsze, że żyje i że w głowie nic się nie stało. Jak się o tym dowiedziałam to z automatu odjęło mi nogi, żeby do niego chodzić musiałam iść z kimś bo sama nie dałam rady. Teraz jest już ciut lepiej ze mną. Pytałam lekarza czy to nie jest rzut, powiedział że nie, że to po prostu stres zrobił swoim. Modlę się codziennie o Niego i o siebie.
4 maja miałam wrócić do pracy, ale kierownik zadzwonił i powiedział, że wie co się stało i żebym może nie przychodziła do pracy, poszłam na tydzień urlopu. W tym tyg byłam 3 dni w pracy, było fajnie. Tak szczerze to trochę sobie tam odpoczywam, tylko gorzej z Iga. Po 3-4 godzinach mojej nieobecności zaczyna się płacz, marudzenie i wszystko na raz. Teraz pracowałam 4 godziny a od poniedziałku muszę już 6. To mnie też stresuje. Stresuje mnie to, że Ona się stresuje no i Partner. Masakra. Te życie jest takie do bani nieraz...
Umysł przypomina żyzny ogród, którym trzeba się codziennie zajmować, aby kwitł. - A. de Mello
Liczba postów: 881
Liczba wątków: 1
Dołączył: Paż 2021
Reputacja:
12
Bubka straszne.. współczuję.. trzymaj się mocno.
Oby Brat dziś się obudził- trzymam kciuki.
Masz rację że życie do bani jest często i niesprawiedliwe
Liczba postów: 188
Liczba wątków: 2
Dołączył: Mar 2024
Reputacja:
5
Współczuję straszliwie. Stres przeogromny i to jeszcze przez tak długi czas. Nic dziwnego, że objawy są uciążliwe. Oby jak najlepiej się ułożyło.
A ponarzekać czasem zdrowo. Nieszczęścia podzielone ważą odrobinę mniej. W ogóle mam wrażenie, że ten rok 2026 nie należy do najszczęśliwszych. Co chwilę słyszę o jakichś trudnych zdarzeniach wśród znajomych. Trzeba trzymać się myśli, że to wszystko minie...
Liczba postów: 881
Liczba wątków: 1
Dołączył: Paż 2021
Reputacja:
12
Konga tez odnoszę wrażenie że ten "rok konia" wcale nie jest fajny...
Ktoś mi kiedyś napisał na forum że nie ma co narzekać na mijający rok bo następny zawsze może być gorszy. I póki co się sprawdza.
Jak człowiek myśli że ma SM i już gorzej być nie może to jednak zawsze jest coś gorszego...
Mi też coś ostatnie dni nie sprzyjają.. nie mogę się dogadać z partnerem. Niestety chyba przelewam frustrację na najbliższych .
Bubka myślę że Twojej malutkiej nic się nie stanie.. tak to jest że my kobiety decydując się na dzieci mamy bardziej "przerąbane". Emocjonalnie i zadaniowo bardziej na nas to wszystko spada.
|