Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
O wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia
Przyszły zięć mojej Sylwii uwielbia BMW. Ma nawet takie fajne, wycacane i tu i tam i jeszcze zapewne gdzieś indziej. To indziej to mam na myśli koła, które kosztują tyle co reszta auta. A co, miał chłopak fantazję to sobie kupił. Traf chciał, że doszło, nie z jego winy, do stłuczki, w wyniku której jego ukochane auto zostało poharatane. Ubezpieczyciel sprawcy przyznaje, że jak najbardziej sprawą się zajmie ale nie będzie to obejmowało kół, ponieważ... nie są to oryginalne koła, na których auto wyjechało z fabryki. Bo wg ubezpieczyciela, tylko takie może uwzględnić w wycenie szkody.
Tak więc Yasmina pilnuj się, żebyś się jeszcze bardziej nie zdziwiła :-D
Odpowiedz
O wyższości Księżyca nad Słońcem czy jakoś odwrotnie... Duży uśmiech
Jak to pewna pani związana z polityką oznajmiła, że Księżyc jest ważniejszy od Słońca, bo świeci, jak jest ciemno, w przeciwieństwie do Słońca, które świeci w dzień, kiedy i tak jest jasno... Huh
Wspominam o tym, bo dziś jest wyjątkowy dzień dla Księżyca zwanego Księżycem Bobrów. Księżyc będzie najbliżej Ziemi o jakieś 30.000km
Kulminacja czyli perygeum i pełnia będzie widoczna o 23.30, dodatkowo widać pięknie konstelację Oriona i planetę Jowisz.
Pierwszą fotkę już zrobiłam. A że nie będę spać trzeci dzień to nic...
Odpowiedz
Księżyc był w nocy piękny. A taki bardzo duży był w okolicy+/- 17. Ale po co brać że sobą telefon, żeby zrobić zdjęcie ;-D
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
Chciałam uwiecznić to wydarzenie, ale słabe fotki wyszły. O 4.40 obudziłam się i tak z bólem głowy, chyba był jednak za blisko.
Odpowiedz
To wiele wyjaśnia, czemu jak jeździłam autem natrafiłam na piękny księżyc. I rzeczywiście gorzej spałam.
Odpowiedz
O wyższości czarnych kotów nad innymi, ale może też być odwrotnie... Duży uśmiech

Dziś jest dzień czarnego kota Uśmiech

[Obrazek: kot.jpg]
Odpowiedz
Hahaha. Mam kolejnego czarnego kota, tym razem dziewczynka, i jakoś nie narzekam :⁠-⁠) Ale w sumie czarownice mają tylko czarne koty :⁠-⁠D:⁠-⁠D:⁠-⁠D:⁠-⁠D
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
No to jeszcze raz wracam do sprawy uszkodzenia mojego samochodu, o którym pisałam 8 postów wyżej. W wyniku tego uszkodzony został tył, który pokryty był folią i teraz z mojej polisy powinien zostać pokryty koszt ponownego oklejenia. Zadzwoniłam do firmy, która to robiła i uzyskałam informację, że oni już mieli takie przypadki, wiedzą, jak to się załatwia, tzn. oni wystawiają fakturę na tow. ubezp. jako płatnika i na mnie jako nabywcy usługi. Brzmi genialnie. Ale po poprzednich doświadczeniach z ubezpieczalnią ustaliliśmy, że dopiero jak pieniądze wpłyną na konto to odstawię im samochód. I tym razem nie będzie o ubezpieczalni tylko o toku myślenia/nie myślenia/ tej firmy. Na prośbę pracownika wysłałam dane do faktury tzn. nr szkody, adres towarzystwa, mail na który trzeba wysłać fakturę, dane nabywcy i płatnika czyli wszystko co potrzeba. Na drugi dzień dostaję na mail tę fakturę, super, fakturka poszła, czekamy. I tak czekałam do końca miesiąca, dzwonię i pytam czy dostali kasę, a pani mówi, że nie, tym bardziej że był wyznaczony termin płatności. No to podpowiadam, że może by się zainteresowała tym. Pani do mnie dzwoni po jakimś czasie, że oni takiej faktury nie mają i że nie będą z nią rozmawiać, bo nie jest stroną. No to teraz ja dzwonię i oczywiście potwierdza się to, że takiej faktury nie ma. Oddzwaniam do tej Pani i mówię jak wygląda sytuacja, a ona na to, że fakturę wysłała do mnie. I teraz pierwsze pytanie - po co dzwoniła do ubezpieczalni, jeśli wiedziała, że nie wysłała tam faktury? Ok i jak zwykle w takiej sytuacji sama wysłałam do ubezpieczalni pierwszą fakturę za oklejenie pojazdu, kalkulację kosztów ponownego oklejenia tyłu po szkodzie, fakturę z tym kosztem i upoważnienie. Ale czy to należy do mnie? I tak się coraz częściej zastanawiam czy są jeszcze osoby odpowiedzialne, potrafiące załatwić cokolwiek od początku do końca? Takich sytuacji, w których albo musiałam kończyć zaczętą sprawę, albo w ogóle załatwić ją w imieniu kogoś jest mnóstwo. Czekam teraz na odpowiedź od ubezpieczyciela i mam nadzieję, że obejdzie się bez przepychanek.
Odpowiedz
(20-01-2026, 21:28)yasmina napisał(a): No to jeszcze raz wracam do sprawy uszkodzenia mojego samochodu, o którym pisałam 8 postów wyżej. W wyniku tego uszkodzony został tył, który pokryty był folią i teraz z mojej polisy powinien zostać pokryty koszt ponownego oklejenia. Zadzwoniłam do firmy, która to robiła i uzyskałam informację, że oni już mieli takie przypadki, wiedzą, jak to się załatwia, tzn. oni wystawiają fakturę na tow. ubezp. jako płatnika i na mnie jako nabywcy usługi. Brzmi genialnie. Ale po poprzednich doświadczeniach z ubezpieczalnią ustaliliśmy, że dopiero jak pieniądze wpłyną na konto to odstawię im samochód. I tym razem nie będzie o ubezpieczalni tylko o toku myślenia/nie myślenia/ tej firmy. Na prośbę pracownika wysłałam dane do faktury tzn. nr szkody, adres towarzystwa, mail na który trzeba wysłać fakturę, dane nabywcy i płatnika czyli wszystko co potrzeba. Na drugi dzień dostaję na mail tę fakturę, super, fakturka poszła, czekamy. I tak czekałam do końca miesiąca, dzwonię i pytam czy dostali kasę, a pani mówi, że nie, tym bardziej że był wyznaczony termin płatności. No to podpowiadam, że może by się zainteresowała tym. Pani do mnie dzwoni po jakimś czasie, że oni takiej faktury nie mają i że nie będą z nią rozmawiać, bo nie jest stroną. No to teraz ja dzwonię i oczywiście potwierdza się to, że takiej faktury nie ma. Oddzwaniam do tej Pani i mówię jak wygląda sytuacja, a ona na to, że fakturę wysłała do mnie. I teraz pierwsze pytanie - po co dzwoniła do ubezpieczalni, jeśli wiedziała, że nie wysłała tam faktury? Ok i jak zwykle w takiej sytuacji sama wysłałam do ubezpieczalni pierwszą fakturę za oklejenie pojazdu, kalkulację kosztów ponownego oklejenia tyłu po szkodzie, fakturę z tym kosztem i upoważnienie. Ale czy to należy do mnie? I tak się coraz częściej zastanawiam czy są jeszcze osoby odpowiedzialne, potrafiące załatwić cokolwiek od początku do końca? Takich sytuacji, w których albo musiałam kończyć zaczętą sprawę, albo w ogóle załatwić ją w imieniu kogoś jest mnóstwo. Czekam teraz na odpowiedź od ubezpieczyciela i mam nadzieję, że obejdzie się bez przepychanek.

taaa z ubezpieczalnią bez przepychanek... czy Ty za dużo nie wymagasz?
Odpowiedz
No nieźle. Ale fakt faktem, że ludzie bardzo ciężko myślą. Nikt za nic nie odpowiada i jest git.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości