Ocena wątku:
  • 10 głosów - średnia: 4.6
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Mój dzisiejszy nastroj
Lusia, ja się jeszcze nigdzie nie wybieram. W każdym razie nie teraz. :⁠-⁠D:⁠-⁠D:⁠-⁠D
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
Hej, jak ja się cieszę Duży uśmiech , że Was mam i mogę sobie tu popisać i wyżalić się na wszystko. Zacznę od żalów na moją niepełnosprawność, na to, że jestem uzależniona od innych, że wykonanie prostej czynności wymaga pomocy. Mam problem z proszeniem o tę pomoc. 
Pobyt w szpitalu to piekło, nawet nie będę pisać, bo wymazałam to z pamięci, ale wróciłam do domu w takim stanie psychicznym, że mazałam się całymi dniami. Wypis mam taki, że nie wiem co i jak mam to zrobić. Biorę zastrzyki przeciwzakrzepowe, które się kończą, nic o nich nie napisali i nie wiem czy mam brać dalej, skąd mam wziąć receptę. Mam skierowanie na kontrolę do poradni ortopedycznej, ale jak mam tam dojechać. Kto i kiedy ma mi zdjąć opatrunek. Zero informacji. Jutro chcę zadzwonić do mojej przychodni, może coś podpowiedzą. 
Na szczęście od pierwszego dnia pobytu w domu przyjeżdża mój rehabilitant, który zawsze mnie stawia na nogi i walczymy. Musiałam go trochę przyhamować z intensywnością ćwiczeń, bo taka rehabilitacja przy sm to nie to samo co przy zdrowym człowieku. Ale i tak pod wieczór odczuwam niemiłe efekty - palą mnie dłonie, mam przykurcze w obu nogach, jakieś swędzenia. Najbardziej chciałabym położyć się na lewym boku, a nie wolno mi, muszę uważać na każdy ruch ciała i nogi, żeby endoproteza elegancko się wrosła. 
Kierowanie wózkiem opanowałam, szczególnie cofanie równoległe tyłem Oczko Duży uśmiech
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Też zmartwiłam się, że Ciebie Akinom jakiś czas nie było.
Odpowiedz
Miło mi, że zauważyliście, że mnie nie ma. W sumie od 25 kwietnia zaczęły się przeboje. Złapaliśmy coś w szpitalu. Ja się cieszyłam, że mnie w miarę szybko puściło, ale to była tylko cisza przed burzą. 2 maja pojechaliśmy do Kamieńca. Jest tam piękny pałac Marianny Orańskiej. Oczywiście droga pod górę, w internecie nic o tym nie piszą. Ledwo zaszłam, ale się udało. Ja do samego zamku się nie wybieralam, bo schody to już nie dla mnie, po za tym byłam strasznie zmęczona. A jeszcze trzeba było wrócić na parking. Po drodze zero ławek. Nawet małego zydelka. Jakoś zeszłam. I na drugi dzień się zaczęło. Zaczęło mnie dusić. Musiałam się z dziesięć razy wytrząsać zanim udało się nabrać powietrza. Oczywiście na 17 maja miałam rezonans. Odwołałam z problemami. Bo głos mi też zabrało, a dodzwonić się do rejestracji graniczy z cudem. Potem foch lekarki, bo niby powinnam to odwołać u sekretarki, a nie w rejestracji. To duszenie było okropne. W końcu się poddałam i wzięłam antybiotyk. I to w końcu pomogło. Kuzynka zasugerowała krztusiec. I to było chyba to. Piszę chyba, bo badań na to u nas nie robią nawet w szpitalu, a już do Wrocławia nie chciało mi się jechać. I nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jak człowiek może normalnie oddychać to może być szczęśliwy. I do dzisiaj mnie jeszcze mnie wszystko boli jak kaszlalam i się dusiłam.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
Yasmina makabra !! Współczuję... Dobrze że wymazałas ten szpital ze swojej pamięci. Najważniejsze że jesteś w domu i masz pojazd. Wierze że ta rehabilitacja daje w kość. Bo to jednak dla zdrowego człowieka a nasze mięśnie czasem chcą świętego spokoju.. ja ostatnio po zakupach myślałam że się popłaczę. Szukalam już tylko ławki lub podpórki- to bylo straszne. Dwa że brak czasu dla siebie totalnie mnie dobija. Nie jestem chyba gatunkiem stadnym i mnie to dobija jak ciągle mam masę osób obok siebie i zamieszania.
Akinom tak to jest, że człowiek się broni rękoma nogami a i tak w końcu musi wziasc ten antybiotyk bo bez tego się nie da wyjść na prostą. Może się da ale czasem sił już brakuje
Odpowiedz
(07-06-2026, 09:01)Lusia98 napisał(a): Yasmina makabra !! Współczuję... Dobrze że wymazałas ten szpital ze swojej pamięci. Najważniejsze że jesteś w domu i masz pojazd. Wierze że ta rehabilitacja daje w kość. Bo to jednak dla zdrowego człowieka a nasze mięśnie czasem chcą świętego spokoju.. ja ostatnio po zakupach myślałam że się popłaczę. Szukalam już tylko ławki lub podpórki- to bylo straszne. Dwa że brak czasu dla siebie totalnie mnie dobija. Nie jestem chyba gatunkiem stadnym i mnie to dobija jak ciągle mam masę osób obok siebie i zamieszania.
Akinom tak to jest, że człowiek się broni rękoma nogami a i tak w końcu musi wziasc ten antybiotyk bo bez tego się nie da wyjść na prostą. Może się da ale czasem sił już brakuje
 
Obawiam się, że bez antybiotyku to by to jeszcze trwało. Na szczęście ja nie z tych, co na katarek biorą antybiotyk, dlatego na mnie to działa. Teraz bez antybiotyku się nie dało. Trudno.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
Lusia - staram się to cały czas wytłumaczyć mojemu rehab, że jak normalnie ktoś zaczyna chodzić o kulach np. po 2tyg, to ja potrzebuję 4tyg. Najbardziej cierpią u mnie ręce, bo przecież cały czas się na nich opieram i na wózku i  na chodziku i tak będzie na kulach, a na razie pieką mnie, albo są lodowate/tak u mnie wyglądał rzut/ i jestem trochę przestraszona.
Strasznie puchnie mi też stopa, muszę przynajmniej 5razy dziennie położyć się.
Załatwiłam sobie też w prywatnej klinice zdjęcie szwów - jutro jadę, a potem opiekę pooperacyjną.

Wczoraj spotkała mnie niespodzianka, bo pojawili się nasi bracia motocyklowi z żonami z bukietem róż, żeby mnie odwiedzić i wesprzeć. Dostałam piękną laskę w trupie czachy Duży uśmiech
Na razie ciągną losy Oczko Duży uśmiech kto będzie kierował moim wózkiem na zlocie w Łagowie Oczko Duży uśmiech

Mirek przejął obowiązki w kuchni i nagle stwierdził, że mamy za małą kuchnię, powiedziałam Mu to już 10 lat temu Duży uśmiech

Staram się jakoś trzymać, ale zdarza się, że sobie popłaczę z bezsilności.
Odpowiedz
Oj Yasmina, żebyś Ty miała na to jakikolwiek wpływ... Ale popłaczę sobie, to przynosi ulgę czasem.
Nadzieja jest płomieniem który  migoce, ale nie gaśnie... 
Odpowiedz
Mnie ostatnio rehabilitant doprowadził do choroby, bo kazał ćwiczyć i ćwiczyć, a ja już nie miałam siły. On chyba o sm tylko podstawowe pojęcie miał, więc musiałam iść na zwolnienie. Mnie pieką stopy przy większym zmęczeniu i stresie, może Yasmina u Ciebie podobna przyczyna. Trzeba obserwować, może gorzej nie będzie.
Laska w trupie czachy to jakiś pozytyw z tej sytuacji, fajnie że jeszcze zauważasz takie elementy, jest szansa, że będzie dobrze.
Odpowiedz
(22-03-2026, 10:09)Konga napisał(a): Ja tego jakoś za ambitne nie uważam, ale trochę pracy mnie kosztowało. Jakoś mi taki pomysł wpadł do głowy jakiś czas temu i został zrealizowany. Tak, uczę jeździć. W ogóle trafiłam do szkoły jazdy, która jest dla mnie idealna. Mają taki sposób nauczania, że kursant jeździ z różnymi instruktorami i dzięki temu mogę kilka godzin w tygodniu przeznaczyć na drugą pracę. Na razie nikt nie pyta czemu tak mało jeżdżę i chyba to nie ich zmartwienie. Może kiedyś dowiedzą się o chorobie, na razie się nie chwalę. Chciałam tego spróbować, bo może za jakiś czas już się w ogóle nie da. Chociaż jak się zastanowić to nie jest mój głupi pomysł, bo jak coś można się ograniczyć do wykładowcy. ?

Chociaż w ten weekend czuję się fatalnie, chyba zbyt dużo miałam pracy i stresujących sytuacji (cały czas zbieram się po śmierci mojej kotki). Całe szczęście, jak planowałam urlopy to sobie dwa dni wpisałam na poniedziałek i wtorek. Myślę, że dam radę wrócić do formy. Chociaż dziś ból głowy, niemalże migrenowy. Najczęściej mija po 3 dniach. Chyba muszę lepiej zarządzać energią w ciągu doby, ale nie zawsze się da.
Szacunek za cierpliwość do młodych kursantów. Sam sporo jeżdżę, niedawno zresztą kupiłem kolejny samochód przez plc.auction/pl i czasem jak widzę na drodze zachowania niektórych elek (a raczej reakcje zestresowanych ludzi za kółkiem), to podziwiam instruktorów. Najważniejsze to dobra szkoła, która nie wrzuca na głęboką wodę od pierwszych minut, tylko uczy realnego opanowania techniki i wyczucia gabarytów auta, a nie tylko jazdy pod egzamin. Odpoczywaj na urlopie, bo przy takiej pracy reset psychiczny jest po prostu niezbędny.   Uśmiech
Odpowiedz
Yasmina.. płacz płacz. To oczyszcza. Z toksyn tez Oczko. Ja kiedyś często płakałam, najbardziej przez własną toksyczną matkę. Nie wiedziałam kiedyś że coś takiego istnieje jak toksyczny charakter. No ale obojętne. Teraz już jestem zakonserwowana emocjonalnie dość mocno. Yasmina dobrze mieć takich przyjaciół Uśmiech którzy nie zostawia samej. U mnie ktoś dziś wyłączył zasilanie. Od godziny leżę na kanapie i jak pogoda jestem do niczego
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości